pandemia

Nieposzanowanie granic drugiego człowieka w czasie pandemii

Społeczeństwo potrzebuje jasnych zasad, bo bez nich wkracza wyniszczający chaos. Mimo wszystko jesteśmy samodzielnie myślącymi jednostkami i oprócz zasad, jakie wprowadza Państwo np. teraz w obliczu pandemii, są jeszcze nasze prywatne zasady i granice, których chcemy przestrzegać. Niestety nie zawsze zbiegają się one z zasadami naszych bliskich.

Co w takiej sytuacji?


Jako społeczeństwo pokazaliśmy już, że mimo zasad, jakie zostają na bieżąco wprowadzane odnośnie do pandemii, zachowujemy się różnie. I o ile rozumiem, że chcemy myśleć samodzielnie i żyć w zgodzie z tym, co podpowiada nam rozum i nie zawsze ślepo zgadzamy się ze zdaniem innych, o tyle ciężko mi obserwować jak nasze zasady są dla nas ponad zasadami innych. Bo jeżeli chcemy funkcjonować poza zasadami nałożonymi przez Państwo, to powinniśmy zarazem zdawać sobie sprawę z tego, że nasze osobiste zasady są mimo wszystko na drugim miejscu, poza odgórnie ustalonymi.

Niestety, z moich obserwacji wynika, że coraz częściej pozwalamy sobie na nieposzanowanie granic bliskich nam osób, przez co często, nieświadomie, przyczyniamy się do budowania społeczeństwa zlęknionego, pełnego strachu i obaw. 

Nieposzanowanie granic drugiego człowieka w czasie pandemii

Nie oszukujmy się, każdy z nas ma swoje zdanie dotyczące tego, jak powinniśmy zachowywać się w czasie pandemii. Jedni czekają na zalecenia i przestrzegają ich w 100%, czują się wtedy bezpiecznie. Inni czasem kwestionują niektóre z nich i lekko je naginają pod siebie. Jeszcze inni uważają, że maseczki i rękawiczki są zbędne i w niczym nie pomogą. To Ci, którzy nie noszą maseczek, nie zachowują odstępów, irytują się, że galerie są zamknięte. Są jeszcze tacy, którzy od kilku miesięcy żyją w ogromnym strachu i lęku. Nie wychodzą na spacery, do sklepu bardzo rzadko, chleb pieką w domu, nie chodzą do pracy.

Znaleźliśmy się, jako społeczeństwo, w nowej dla nas sytuacji i każdy próbuje odnaleźć w niej jak najwięcej poczucia bezpieczeństwa. Co nie jest proste, bo media wprowadzają w chaos dezinformacyjny, a w otoczeniu też każdy mówi co innego.

Zawsze różniliśmy się między sobą, lubiliśmy naginać swoje wzajemne granice i drwić ze sposobu życia innych, tych, których nie rozumiemy.

W czasie pandemii zauważyłam jednak, że te różnice między nami wybrzmiewają jeszcze głośniej i jeszcze bardziej odczuwamy ich skutki na sobie. Dlaczego? To proste. W grę wchodzi stawka, jaką jest zdrowie, a nawet życie. Kiedy widzimy więc cały przekrój różnych zachowań, nasze obawy się wzmacniają, bo dziś wychodząc na spacer z psem, nie masz pojęcia czy osoba, którą miniesz, ma maseczkę na twarzy, zachowa odstęp, czy wręcz przeciwnie. I nie obchodzi ją, jakie są aktualne zasady współżycia w społeczeństwie i nie obchodzi jej Twój lęk.

I o ile zachowania nieznanych nam osób mogą nas wkurzać i irytować, to zachowania bliskich, którzy wyśmiewają nasze zasady, nie traktują ich poważnie i drwią z nich, mogą nas zaboleć dużo mocniej.

Warto od razu podkreślić, że nieposzanowanie granic drugiego człowieka to cicha przemoc.

 

Moje granice, a granice moich bliskich

Na pewno w wielu sprawach nie zawsze zgadzasz się ze swoimi bliskimi. To naturalne, jesteśmy różni. I dopóki wzajemnie szanujemy swoje wybory, wszystko jest ok. Problem zaczyna się, w momencie gdzie cicho (albo bardzo głośno) szydzimy z decyzji, jakie podejmują inni. Patrzymy z politowaniem, na tych którzy chodzą w maseczce i rękawiczkach, odnosimy się z brakiem szacunku do czyichś zasad, czy mówimy “oj bez przesady, nic się nie stanie” i zaczynamy naruszać czyjeś granice.

Jeżeli to naruszanie nie dotyczyło stricte Was, to na pewno spotkało to Waszych znajomych, czy kogoś, kogo znacie. Ja zdążyłam poznać już kilka takich historii, w których bliscy okazali się brakiem zrozumienia dla czyichś wyborów i decyzji podjętych z życiem w czasie pandemii.

Szydzenie z czyichś granic, dawanie poczucia drugiej osobie, że “jestem mądrzejszy/bardziej świadomy od Ciebie”, mówienie “nic się nie stanie, nie wygłupiaj się, czego się boisz”, i w konsekwencji nie raz działanie wbrew zasadom innym, zaburza poczucie bezpieczeństwa naszych bliskich.

Jak ma czuć się osoba, która akurat teraz nie chce kontaktu fizycznego z innym człowiekiem, a jest na siłę przytulana czy całowana? Często też staramy się chronić własne dzieci, ale rodzina nie zawsze to rozumie, nie przestrzegając zasad środków ostrożności, o które prosimy. Jak w takiej sytuacji czuje się rodzic? Jako ktoś gorszy, nieakceptowany, nierozumiany, mniej mądry, a do tego traci grunt pod nogami, bo w ten sposób pogłębiamy w człowieku lęki o zdrowie swoje i swoich dzieci.

Moim zdaniem, to naprawdę nie jest w porządku. To cicha przemoc, którą stosujemy, wierząc, że to, co my myślimy, jest zgodne z prawdą i najważniejsze.

Co zrobić, gdy ktoś przekracza moje granice?

Po pierwsze, zawsze jasno i śmiało powinniśmy komunikować, na jakich zasadach możemy się spotkać. Bez tego, trudno rodzinie odgadnąć, czego oczekujesz.

Po drugie, wysłuchaj też drugiej strony.

Pamiętaj, że Twoja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Innymi słowy, nie naruszamy czyichś granic. Chcesz ucałować siostrzeńca, ale jego mama powiedziała, że sobie tego nie życzy, bo boi się? Nie rób tego. Nie przykładaj ręki do budowania lęku i tak już zalęknionego społeczeństwa, zarazem szanuj decyzje innych.

Co jednak w sytuacji, gdy inni mają za nic nasze ustalenia i prośby, a także próbują je przekraczać?

Moim zdaniem, w takiej sytuacji powinniśmy mocno i asertywnie bronić swojego zdania i swoich zasad, chociaż wiem, że nie jest to proste, szczególnie gdy w grę wchodzą bliskie nam osoby. Gdy upomnienia nie pomagają, warto powiedzieć, jak się czujemy i po prostu wyjść (czy wyprosić gości), nie narażając siebie i bliskich.

Wielu z nas tego nie potrafi, nie chce przeciwstawiać się rodzinie, przymyka oczy na pewne rzeczy. Jednak potem cicho cierpimy w domu. Martwimy się, czy dziecko nie zachoruje, mamy do siebie żal, że nie stanęliśmy zbyt mocno w jego (ale i swojej) obronie. Spada nam poczucie własnej wartości.

Czy to ma sens?

Chyba każdy powinien sam odpowiedzieć sobie na to pytanie.


Dajcie znać, czy spotkaliście się z nieposzanowaniem Waszych granic w czasie pandemii?

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)