“Nie mam ręki do kwiatów” – mit czy słuszne stwierdzenie?

Czasem, by coś zrozumieć, potrzebujemy czasu. Do chęci pielęgnacji roślin podobno trzeba dojrzeć. Tak słyszałam. Nie do końca wiem, jak się do tego dochodzi, ale na pewno w ostatnich latach rośliny w domach przeżywają swoje odrodzenie.

Pamiętacie tekst o trendach, których potrzebujemy? Myślę, że spokojnie do tej listy mogłam dodać także fascynację roślinami doniczkowymi, które cudownie oczyszczają powietrze.


Całe życie myślałam, że trzeba mieć przysłowiową rękę do kwiatów. Moja mama zdecydowanie w moich oczach ją miała, kiedy ukwiecała cały dom paprotkami, a one rosły jak szalone. Przekonałam się, że ja tej ręki nie mam, kiedy przeszłam na swoje. Po trudach i znojach tylko kilka roślinek udało mi się okiełznać i z nimi zaprzyjaźnić. Tych kilka, które wybaczały mi moje błędy w pielęgnacji. Raz miały się lepiej, raz gorzej, ale są ze mną, odkąd pamiętam.

 

Kurs florystyczny – czy warto ryzykować życie kwiatów?

Kiedy zdecydowałam się na kurs florystyczny, miałam lekkie obawy, czy brak tej mojej ręki do kwiatów nie spowoduje, że pomysł z kursem to jednak niewypał? Czy kwiaty na kursie w moim towarzystwie są bezpieczne? Tak silne miałam przeświadczenie, że tę rękę do kwiatów, albo się ma, albo się nie ma, że bojkotowałam swoje marzenie.

Mimo wszystko kwiaty cięte, a rośliny doniczkowe to trochę inna działka, więc zaryzykowałam.

I mimo że na kursie nikt mi nie tłumaczył, jak to z tą pielęgnacją roślin doniczkowych wygląda w praktyce – sama w pewnym momencie zrozumiałam, że to chyba jednak mit. Każdy z nas może hodować w domu rośliny i to nie ręka do kwiatów ma kluczowe znaczenie, czy nam się powiedzie, czy nie. Podstawą jest coś zupełnie innego.

 

Nie mam ręki do kwiatów – mit czy słuszne stwierdzenie?

Kiedy poczułam, że rośliny doniczkowe zaczynają mnie fascynować, podobać mi się i dostrzegłam ich pozytywny wpływ w mieszkaniu, zaczęłam powoli wprowadzać ich większą ilość do domu. Raz jeden gatunek, potem drugi, trzeci i tak dalej. W tym samym czasie dużo czytałam o danym gatunku, który pojawiał się u mnie w domu. Jakie podłoże lubi, jaką ilość wody, jak często podawaną, jakie światło, jaka wilgotność powietrza itp.

Wtedy wyraźnie zobaczyłam i w końcu zrozumiałam, dlaczego pielęgnacja roślin wcześniej mi nie wychodziła. Po prostu każda roślina lubi co innego! Odkrycie, prawda? 😀 Wcześniej wszystkie rośliny doniczkowe traktowałam tak samo. Moim zdaniem musiały mieć wilgotno i obojętne gdzie ją postawię. Koniec końców kończyło się zazwyczaj tak, że roślina miała popalone liście, a ja zapominałam podlewać ją w ogóle.

Więc dopiero kiedy zrozumiałam, że rośliny to żyjące istotny i tak jak ludzie lubią różne rzeczy, dotarło do mnie, że nie mam ręki do kwiatów to mylne stwierdzenie, którego nadużywamy. To nie o tę rękę się rozchodzi, a o zapewnienie naszej roślinie warunków, takich jak potrzebuje i co najważniejsze słuchanie jej.

Bo prawda jest taka, że w Internecie wiele możemy wyczytać o danym gatunku (i to jest bardzo cenna wiedza, która początkowo nie raz ratuje nam tyłek), ale dopiero po kilku tygodniach, miesiącach z daną rośliną, jesteśmy w stanie zobaczyć, co lubi, czego jej brakuje i co próbuje nam zakomunikować. Może brakuje jej słońca? Może ma za suche powietrze? Dajmy jej się zaaklimatyzować w nowym domu, a ona to wszystko nam pokaże.

Nie każda roślina jest dla każdego

Podczas obserwacji swoich roślin, zrozumiałam jeszcze jedną rzecz. Nie każda roślina jest odpowiednia dla każdego, dlatego nie ma co katować się, kiedy, któraś roślina mimo naszej troski umiera. Oczywiście to smutna sprawa i fajnie, kiedy jeszcze na etapie, gdy roślina jest do odratowania, przekażemy ją komuś dalej, kto ma dla niej odpowiednie warunki i damy jej szansę na drugie życie.

Nie możemy jednak wmawiać sobie, że nie mamy ręki do kwiatów tylko dlatego, że jakaś roślina u nas umiera. Widocznie nie jesteśmy w stanie zapewnić jej takich warunków, jakie lubi. Może okna mamy na północ, a ona najbardziej lubi zachodnie słońce? Albo mamy ciemne mieszkanie, a roślina lubi dużo słońca? Może jest jej u nas za sucho? Czynników może być wiele, ale warto zrozumieć, że nie każdej roślinie będzie u nas dobrze i to nie oznacza, że jesteśmy kiepskimi ogrodnikami.

Najważniejsze to znaleźć takie rośliny, które będą się czuły u nas jak w domu i z którymi znajdziemy wspólny język. Czasem z czegoś będziemy musieli zrezygnować, ale na pewno znajdziemy na jego miejsce coś równie pięknego.

 

Czas, rozmowy, dobra energia, opiekuńczość – co pomaga roślinom wzrastać?

Wiele rzeczy w sieci i w różnego rodzaju książkach możemy wyczytać. Wiele też usłyszymy od znajomych czy rodziny: że do roślin trzeba mówić, bo to lubią. Że warto nadać im imiona, żeby lepiej się zaaklimatyzowały w nowym domu. Że człowiek wysyła energię do roślin, jeżeli mamy więc w sobie dobrą energię, rośliny będą przy nas wzrastać, a jeśli w domu są ciągłe kłótnie, będą podupadać na zdrowiu. Że roślinom trzeba poświęcać dużo czasu i opieki. A z drugiej strony, że nadgorliwość nie jest wskazana i co jakiś czas warto roślinę przesuszyć i pokazać jej, że aż tak nam nie zależy. Czasem usłyszymy sprzeczne komunikaty i możemy się w tym wszystkim pogubić.

Sama nie do końca wiem, komu w tej kwestii można zaufać. Każdy ma swoje osobiste doświadczenia oraz przemyślenia i sądzę, że każdy ma słuszne, bo przecież wyciągnięte z obserwacji własnych roślin. Bo to, co najważniejsze to obserwować swoje rośliny. To, co ja zauważyłam na swoim przykładzie i czego nauczyłam się na swoich błędach to przede wszystkim fakt, że obserwacja roślin nie może być jednak zbyt intensywna. 😀

Każdemu z naszych okazów musimy zapewnić odpowiednie warunki, takie, jakie lubi, zarazem wsłuchując się w jego potrzeby. Jednak nadopiekuńczość też nie jest wskazana, co pokazały mi moje rośliny, które zrobiły największy postęp (wzrost) pod moją nieobecność, kiedy wyjechałam.

Moje rośliny nie mają imion, nie rozmawiam z nimi, ale nie zapominam o nich. Zerkam czy wszystko jest w porządku, czy nie dzieje się nic dziwnego z moją rośliną, a jeżeli tak, to wtedy interweniuję i szukam przyczyny.

Moim problemem nigdy nie była nadgorliwość. Ja po prostu zostawiałam kwiaty same sobie, zapominałam o nich. Dopiero teraz, kiedy naprawdę wewnętrznie poczułam, że chcę mieć więcej roślin w domu, zobaczyłam, że otaczanie się nimi sprawia mi radość i uspokaja mnie – zrozumiałam, że każdej muszę poświęcić chwilę. Muszę, ale przede wszystkim chcę.


I myślę, że to jest też klucz do sukcesu. Rośliny musimy po prostu lubić i zwracać na nie uwagę. Dlatego, jeżeli przed opieką nad roślinami powstrzymywał Wam mit, że nie macie ręki do kwiatów – skończcie z takim myśleniem i dajcie sobie szansę. Zaopiekujcie się jakimś prostym w obsłudze gatunkiem. Na początek.

A potem niech dzieje się magia. 🙂

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)