Freeganizm – szaleństwo czy styl życia oparty na wartościach?

Freeganizm.

Mam wrażenie, że z roku na rok coraz więcej się o nim mówi i coraz więcej osób dołącza do skipowania. Czy można nazwać to współczesną modą? A może to rozwiązanie, dzięki któremu żyje się po prostu lepiej… w zgodzie ze sobą i ze światem?


Do stworzenia tego wpisu zainspirowała mnie książka Marty Sapały Na marne. To książka o marnowaniu żywności w Polsce. Bardzo dobry reportaż. Polecam. Między innymi w tej pozycji pojawiły się sylwetki freeganów, którzy opowiadali o swoim stylu życia. Dzielili się z czytelnikami tym, jakie jedzenie (a także inne rzeczy) ląduje w śmietnikach marketów i dlaczego pewnego dnia podjęli decyzję, żeby je ratować.

 

Freeganizm – co to jest?

Może na początek warto w ogóle wyjaśnić, czym jest freeganizm. Nazwa ta powstała od dwóch angielskich słów free i weganizm. Jednak powinniśmy zauważyć, że nie wszyscy freeganie są weganami. Jest to pewien styl życia, który stanowi kontrast dla wszechobecnego konsumpcjonizmu i nadmiaru. Freeganie poszukują żywności, która została wyrzucona w śmieciach, ale nadaje się jeszcze do spożycia oraz szukają sposobów na zaopiekowanie się/rozdanie towarów, które jeszcze nie trafiły na śmietnik, ale już nie nadają się do sprzedaży.

Większość freeganów zauważa problemy ekologiczne, więc można powiedzieć, że ich styl życia to pewnego rodzaju bunt przed tym, jak traktowana jest ziemia, pożywienie i tym, jak silna bywa bezmyślność ludzka.

Przeciętny człowiek wiele może sobie o freeganach sobie pomyśleć, ale nie spróbując, czy chociaż nie porozmawiając z kimś, kto wie, jak to wygląda od podszewki, trudno wyciągnąć racjonalne wnioski. Zawsze za największych wariatów miało się osoby, które potrafiły dokonać ogromnych rewolucji. W swoich czasach bywali nierozumiani, ale historia pokazuje, że później to oni byli bohaterami.

Myślę, że trochę tak jest z osobami, które na różny sposób próbują dzisiaj dbać o ziemię, jedzenie, wodę. Ci ludzie są nam bardzo mocno potrzebni i jeżeli nie chcemy im w jakiś sposób pomóc, to chociaż nie oceniajmy…

Nasza rola w marnowaniu żywności

W czasach kiedy tony jedzenia lądują w śmieciach, a gdzieś na drugim końcu świata ludzie umierają z niedożywienia, potrzebujemy nowych rozwiązań. Jak najbardziej systemowych rozwiązań, ale zawsze uważałam, że jeżeli każdy z nas może zrobić, jakiś mały krok, by było lepiej nawet w tak małej komórce społecznej, jaką jest jego własna rodzina – to powinien to zrobić.

Po nitce do kłębka, grosz do grosza a będzie kokosza – te przysłowia nie wzięły się znikąd. Każdy, nawet najmniejszy krok w dobrą stronę jest ważny i zawsze będę to powtarzać niezależnie od tematu. Nawet jeśli nie jesteśmy idealni, to nie robienie nic świadczy jedynie o naszym lenistwie i braku wyobraźni.

Jedzenie, tak samo jak woda, nie jest nam dane na zawsze. Dzisiaj jest, ale jutro może go nie być. Abstrahując od tego, że i tak toniemy w śmiechach (temat bardzo ważny, ale nie na dzisiaj. Jak chcesz poczytać o moich pierwszych krokach ku idei zero waste, zapraszam tutaj), to marnowanie tego, do czego mamy dostęp jest bezmyślne. Wystarczy zabrać na zakupy listę produktów, których potrzebujemy na najbliższe dni, nie kupować na zapas, a tyle ile teraz potrzebujemy, gotować z resztek, rozdawać jedzenie najbliższym, jeżeli mamy na dużo i wiemy, że nie przejemy, korzystać z foodsharingu w swoich miastach.

Tyle możemy zrobić w swoim gospodarstwie domowym. To już coś. Mimo wszystko niektórzy robią więcej, ratując jedzenie, które markety i sklepy chcą wyrzucić. Dzisiaj na bloga zaprosiłam jedną z takich osób, której skipowanie nie jest obce.

 

Freeganizm – wywiad

Wiele jedzenia, które trafia do śmieci, nadaje się do spożycia. Jak tam trafiło? Nie spełniało norm, wymogów rozmiaru czy wyglądu?

Postanowiłam porozmawiać o freeganizmie z jedną ze znanych mi blogerek. Dlaczego ta idea wydała jej się dobra i przydatna, a także, o co w tym wszystkim chodzi. Zdradzi nam dzisiaj Klaudia. Zapraszam.

 

DS: Od kiedy jesteś freeganką i co skłoniło Cię do podjęcia tej decyzji w pierwszym momencie?

KL: To, że jestem freeganką to za dużo powiedziane. Zdarzają się sytuacje, kiedy skipuję częściej, ale też takie, że nie robię tego przez jakiś czas. Pierwszy raz o freeganiźmie usłyszałam od znajomych. To było jakieś 6 lat temu. Od razu ta idea wydała mi się bardzo dobra. 

DS:  Dlaczego ta idea jest dla Ciebie ważna?

KL: Nie lubię marnowania. Na świecie marnuje się ponad 1,3 miliarda ton żywności rocznie. Produkty, które są zdatne do spożycia, lądują na śmietniku, a mogłyby zapełnić nie jeden pusty żołądek. Tym bardziej że problem głodu i niedożywienia jest bardzo szeroki.

DS: Czy miałaś kogoś, kto wprowadził Cię we freeganizm, pokazał na czym to polega, służył dobrą radą?

KL: Pewnie. Byli to moi znajomi. Zresztą, zawsze jak wybieramy się na skipowanie, to robimy to większą grupą. Pokazali też miejsca, w których są najlepsze łowy, oraz takie, w których supermarkety zamykają śmietniki na kłódki i łańcuchy.

DS: Czy kiedy wybierasz się na skipowanie, masz poczucie, że robisz coś nielegalnego? Pojawia się lęk?

KL: Nie. Mam poczucie, że robię coś, co jest zgodne z moimi wartościami. Raczej nieetyczne jest dla mnie marnowanie żywności, a nie jej ratowanie. Przekonałam się do tego łatwo, kiedy zobaczyłam śmietniki pełne zdatnej do spożycia żywności.

DS: Czy masz jakieś granice w skipowaniu? Czegoś nie zrobisz, nie zjesz, nie weźmiesz ze śmietnika?

KL: Nie biorę mięsa, ponieważ nie spożywam go od 11 lat. Myślę, że gdybym nie była wegetarianką, to też raczej bym z niego nie skorzystała. Chyba bałabym się tego, że mogę się zatruć. Podobnie mam z nabiałem. Omijam też pieczywo. 

DS: Co, biorąc pod uwagę Twoje doświadczenie, najczęściej ląduje na śmietniku?

KL: Najczęściej są to dojrzałe banany. Kiedyś wyciągnęliśmy 20 kilogramów bananów dobrych do spożycia. Częścią z nich podzieliliśmy się ze znajomymi, a część zamroziliśmy do koktajli i jako bazę na wegańskie lody. Podobnie jest z winogronem, papryką, cukinią, bakłażanami. Przeważnie na śmietniku lądują owoce i warzywa, które są bardzo dojrzałe lub delikatnie pomarszczone. Coraz częściej na śmietniku ląduje też odzież czy obuwie, jednak niektóre sklepy czy markety sportowe dziurawią i tną ostrym narzędziem, zarówno buty, jak i ubrania.

DS: Czy Twoja rodzina i znajomi rozumieją freeganizm? Akceptują Twój styl życia?

KL: Nie mają z tym problemu. Nie oceniają tego. 

DS: Jaki według Ciebie jest najgorszy mit powielany o tym sposobie życia?

KL: Chyba taki, że osoby, które skipują to głównie osoby bezdomne. Znam wiele osób, które są działaczami i działaczkami społecznymi, urzędnikami, nauczycielami szkolnymi czy akademickimi. Skipować może każdy i każda.

DS: Jakie miałabyś rady dla kogoś, kto chciałby spróbować wybrać się na łowy, ale nie ma pojęcia, od czego zacząć?

KL: Przede wszystkim weźcie ciemne ubranie, które może się zabrudzić, gumowce, rękawiczki i latarkę. Pamiętajcie też o pojemnych torbach, które pomieszczą wszystkie znalezione produkty. Dobrze jest wybrać się ze znajomymi, wtedy jest o wiele łatwiej. No i dobrze by było, żebyście mieli auto, bo zdarzały się sytuacje, że trzeba było dzwonić po taksówkę. 😀



Klaudia Waryszak-Lubaś – jest trenerką, certyfikowaną edukatorką Praw Człowieka Pierwszego Stopnia, absolwentką Szkoły Trenerów Organizacji Pozarządowych STOP i członkinią Stowarzyszenia Praktyków Dramy STOP-KLATKA. Prowadzi warsztaty dotyczące m.in. komunikacji i asertywności, kompetencji miękkich, przeciwdziałania dyskryminacji, zrównoważonego aktywizmu. Pracuje zarówno z dziećmi, jak i z dorosłymi. Publikuje teksty dla m.in. Magazynu Psychologicznego BANG!, Magazynu dla nauczycieli „Sygnał” czy dla Głosu Pedagogicznego, jest współautorką publikacji edukacyjnych.


Słyszeliście o freeganizmie? Dalibyście się namówić na wspólne skipowanie? Jak wygląda u Was w gospodarstwie domowym temat marnowania żywności? <3

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)