Fleksitarianizm – dlaczego to ma sens?

Ostatnie miesiące to ogromne zmiany zachodzące w mojej głowie, jak i w moim życiu. Jest wolniej, bardziej ekologicznie, ale przede wszystkim bardziej świadomie.


Kiedy jakiś czas temu pierwszy raz użyłam pojęcia fleksitarianizm na swoim fanpage – spotkałam się z różnymi głosami.

Większa część życzyła mi powodzenia, wspiera mnie w mojej decyzji i uważała, że to dobry kierunek, natomiast znalazło się kilka osób, którym nie spodobało się używanie pojęcia fleksitarianizm. Nie ukrywam, że bardzo mnie to zaskoczyło. Rozumiem, że to dość nowe słowo i nie każdy musi je znać, ale skoro jest i istnieje – to nie uważam, aby używanie go odejmowało powagi danej sytuacji.

Jasne, mogę używać cały czas określenia: ograniczanie mięsa w diecie, na rzecz produktów roślinnych, ale nie widzę powodu, skoro istnieje jedno słowo, które je zastępuje. Przypadkiem okazało się, że nie wszyscy są gotowi na nowe słowa, jakie pojawiają się w naszym języku, czują się nimi zgorszeni i kiedyś to było lepiej, bo człowiek ograniczał mięso i nie musiał mieć na to odrębnej nazwy, a teraz to tylko moda. Serio? Zupełnie nie rozumiem wnerwiania się o takie rzeczy i szukania dziury w całym. Wręcz uważam, że warto znać nowe określenia. I nie po to, by być modnym, tylko po to, by być świadomym.

Niektórzy uważają też, że fleksitarianizm nie ma sensu, bo albo rezygnuje się z mięsa, albo nie, a ograniczanie to półśrodek, który do niczego nie prowadzi. Nic bardziej mylnego.

Dlatego postanowiłam podzielić się z Wami, dlaczego zainteresowałam się właśnie tym sposobem odżywiania i dlaczego chcę ograniczać mięso w swojej diecie.

 

Fleksitarianizm – dlaczego właśnie to ma sens?

Ograniczanie mięsa w codziennej diecie chodziło już za mną od zawsze. W moim przypadku okazało się strzałem w 10, z kilku powodów, o których zaraz Wam opowiem.

Nie zgadzam się z osobami, które uważają, że ograniczanie mięsa w diecie jest bez sensu (dokładnie z takim głosem się spotkałam).

Każdy jest inny i nie na każdego zakazy i nakazy działają dobrze. Nie każdy też może mieć ochotę rezygnować z mięsa całkowicie i to także trzeba uszanować. Dla niektórych (jak np. dla mnie) jest to dopiero połowa drogi do celu. Nie każdy skacze z miejsca na miejsce – niektórzy wolą małymi krokami dochodzić do określonego celu.

Dlaczego fleksitarianizm?

1.Próbowałam kilka razy rzucić spożywanie mięsa całkowicie i nic z tego nie wyszło. Nakaz, jaki na siebie wprowadzałam – od dzisiaj już nigdy nie zjesz nic mięsnego – powodował jedynie frustrację i demotywacje do zmiany nawyków żywieniowych. Zawsze miałam wtedy ochotę sięgnąć po mięso i nie potrafiłam się powstrzymać. Tak działają na mnie zakazy. Jestem idealnym przykładem na to, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Nie przekonywały mnie moje ideologiczne nastawienie, czy zrozumienie, że dieta roślinna również może być smaczna, a przede wszystkim zdrowsza. Cały czas wydawało mi się, że każdy, kto je przy mnie mięso jest szczęściarzem i powracałam do starych nawyków.

Dopiero kiedy zrozumiałam, że może i tę zmianę warto wprowadzić powoli, bez spiny – przestałam tęsknić za mięsem. Mając świadomość, że kiedy będę miała ogromną ochotę sięgnąć po mięso – mogę to zrobić, okazało się, że przestałam za nim tęsknić. Bo jak tęsknić za czymś, co w teorii jest cały czas dostępne i możesz to zjeść. Wszystko zależy od Twojego wyboru w danej chwili.

Moim pierwszym najważniejszym sukcesem stało się przestanie przygotowywania mięsnych posiłków w domu. Nie jem ani wędlin, ani nie kupuję mięsa. Czasem w mojej lodówce można uraczyć parówki, które kupuję z myślą o psie. Czy mnie nie kuszą? Czasem, ale na palcach jednej ręki policzę momenty, kiedy dałam się na nie skusić.

Mięso jem zazwyczaj w gościach, chociaż zdarza się, że jeżeli mam całkiem niezły wybór czegoś innego, po prostu go odmawiam. Jednak to właśnie imprezy okolicznościowe, obiadki u rodziny, teraz grille, to najgorsza zmora dla mojej silnej woli. Na szczęście nie zdarzają się co tydzień, więc nie muszę martwić się wyrzutami sumienia.

Czasem problem pojawia się też na mieście. Mam kilka swoich ulubionych restauracji, w których wiem, że zjem dobrze, pysznie, zdrowo i bezmięsnie i ich staram się trzymać – chociaż nie w każdej części miasta mam takie miejsce i tu zaczynają się schody.

Mimo wszystko odkąd jestem na etapie ograniczania mięsa – jem je maksymalnie 2 razy w miesiącu, a jak już jem, to staram się wybierać to chude jak drób czy ryby, albo po prostu jem je w dużo mniejszych ilościach niż kiedyś.



2. Musiałam nauczyć się gotować na nowo. Przy moich pierwszych próbach porzucenia mięsa miałam ogromny problem z tym, jak gotować bezmięsne posiłki, kiedy moje dwa ulubione obiady to spaghetti bolognese i schabowy z ziemniakami i mizerią. 😀 Bywało, że brakowało mi pomysłów i z ich braku sięgałam ponownie w sklepie po mięso. Dlatego też  w końcu zdecydowałam się najpierw na ograniczenie mięsa, a dopiero potem na całkowitą rezygnację.

Jest to też dla mnie moment (czas), w którym uczę się nowych smaków i nowych potraw. Na całe szczęście pokochałam soczewicę i ciecierzycę, które stały się świetnym zamiennikiem mięsa. Okazało się także, że wędzone tofu również zjem ze smakiem.

Moja codzienna kuchnia bardzo się zmieniła. Ze względu na rezygnację z wędlin, na śniadanie przestałam jeść ciągle kanapki (ile można jeść sera i warzywnych past), więc częściej wybieram owsianki. Na kolacje: albo kanapki, albo sałatki, czasem zupy. Obiad coraz rzadziej komponuje się z ziemniaków. Teraz królują u mnie różnego rodzaju kasze, ryże i makarony – z warzywami. Sporo pomagają mi książki kucharskie, które stają się dla mnie cudowną ostoją, kiedy zaczyna brakować mi pomysłów na bezmięsne dania, ale widzę, że im więcej czasu mija, tym rzadziej zastanawiam się nad tym, czym zastąpić mięso, biorąc pod uwagę, że mięso przede wszystkim jest bogate w białko – rośliny strączkowe (które jem często, bo uwielbiam), również mają go bardzo dużo.

Poza tym zdrowa dieta nawet mięsożercy nie powinna opierać się na jedzeniu mięsa codziennie, więc też nie daję się zwariować z tymi zamiennikami mięsa. Chociaż dla kogoś, kto na mięsie był wychowany, początki uświadamiania samego siebie były bardzo trudne.


3. Chciałam sprawdzić, jak będę się czuć, rezygnując z mięsa i czy wyniki badań się nie pogorszą. To dość śmieszne, bo kiedy jemy mięso na potęgę, to nie zastanawiamy się tak nad tym, czy na pewno dostarczamy swojemu organizmowi wszystkich niezbędnych składników, ale kiedy już chcemy zrezygnować z tego mięsa, zaczynamy się nad tym zastanawiać, tak jakby mięso było pełne wartości odżywczych, których nie da się niczym zastąpić – co nie jest prawdą, biorąc pod uwagę chociażby jakość mięsa, jaką dzisiaj mamy dostępną.

Od razu zauważyłam, że nie jedząc mięsa, czuję się lepiej, mam więcej energii, czuję się najedzona, ale lżejsza. Przekonałam się także, że to nie mięso nadaje smaku potrawom, ale dobre przyprawy, a najlepsze są te świeże, jak np. świeże zioła. Czasem daje się namówić na zjedzenie mięsa czy kiełbaski z grilla, zawsze jednak czuję się po tym ociężała i śpiąca. Nie zmienię tego, że kocham ten smak i są momenty, że jeszcze mu się poddaję, ale wiem, że później zazwyczaj odbija się to na moim samopoczuciu.

Dlatego wiem też, że rezygnacja z mięsa jest w moim przypadku wskazana. 



4. Zdecydowałam się na ograniczanie mięsa z dwóch powodów.

Po pierwsze z ideologicznych. Kocham zwierzęta, od zawsze były mi bliskie i zawsze gdzieś jedząc mięso, miałam wyrzuty sumienia, że zjadam żywe zwierzę. Nie wiedziałam jednak jak zabrać się za rezygnację z mięsa. Miałam wiele obaw. Czym je zastąpić, czy nie zacznę chorować, czy będę umiała zrezygnować z tego smaku, który przecież bardzo lubię, jak gotować inaczej – jednak dzięki blogom i wielu publikacjom rozwiałam wiele swoich obaw i zrozumiałam, że można żyć zdrowo i smacznie, bez mięsa i zarazem bez żadnego uszczerbku na zdrowiu.

Po drugie, naczytałam się, nasłuchałam na Konferencjach i naoglądałam sporo o jakości dzisiejszego mięsa. To, co jemy – to nie jest to samo mięso, które kiedyś hodowały nasze prababcie. Wszędzie konserwanty, ulepszacze, wspomagacze smaku i antybiotyki. Mięso sprzedawane w niepewnych źródłach bywa myte płynami, sprzedawane jest nieświeże, spleśniałe, czy z chorobami. Za dużo wiem i za dużo widziałam, by jeść mięso kilka razy w tygodniu. Wystarczy, że o tym pomyślę, by odechciało mi się wkładać je do buzi w ogóle.


Wiele jeszcze przede mną, ale cieszę się, że odkryłam sposób na to, jak wyeliminować mięso ze swojej diety, bez szarpania się, bez spiny, bez łez i potu. Jak to zrobić bez tęsknoty za mięsem i w zgodzie ze sobą.

Dlatego nigdy nie powiem, że fleksitarianizm nie ma sensu. Ma sens, niezależnie czy ma stać się naszym nowym sposobem odżywiania, czy jedynie przejściową drogą prowadzącą do wegetarianizmu.

 

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)