Życie Zero Waste – czy to jest możliwe? + eksperyment!

Życie Zero Waste, czyli żyj bez śmieci i żyj lepiej.

Czy to jest możliwe? Czy naprawdę możemy ograniczyć nasze odpady do jednego słoika rocznie?


Z tym słoikiem to nie żart. Bea Johnson, autorka amerykańskiego bloga Zero Waste Home, zdecydowała, że chce zredukować ilość wytwarzanych przez siebie odpadów do zera. Na blogu miliony ludzi śledziły jej poczynania. Jedni jej kibicowali, inni nie dowierzali, a jeszcze inni oburzali się. I tak, w ciągu roku, na 4-osobową rodzinę Bea wygenerowała jedynie jeden słoik odpadów. 

Czyli, jak widać, da się to zrobić. Jednak, czy nie jest to zbytnią mordęgą?

 

Życie Zero Waste – ekologia + oszczędzanie.

Segregujemy śmieci, ponieważ jest to ustawowy obowiązek każdego obywatela. Jednak czy zdajemy sobie sprawę z tego, po co w ogóle to robimy? Dlaczego to ma dla nas i dla środowiska takie znaczenie?

Czasem wiedzy brakuje już u podstaw, a co dopiero mówić o pogłębianiu jej w tej dziedzinie.

Książka Życie Zero Waste, której autorką jest Katarzyna Wągrowska z bloga Ograniczam się, pokazuje, jak można iść o krok dalej i z większym zaangażowaniem zadbać o naszą planetę, o nasze zdrowie, ale i zarazem o nasz portfel.

Przede wszystkim:

  1. Ekologia – to, jak dziś żyjemy i ile śmieci tygodniowo generujemy, jest zabójcze dla zwierząt, roślin, ale i dla nas. Wszędzie plastiki, folie i trudno rozkładające się odpady. Wystarczy spojrzeć, co codziennie wyrzucamy do śmieci i zrozumieć, na jaką skalę jest to problem, skoro jedna osoba potrafi wytworzyć tyle śmieci. Kilka podstawowych zmian, które nie wymagają od nas większego wysiłku, już może spowodować ogromny przełom.
  2. Oszczędzanie – życie w duchu Zero Waste to nie tylko generowanie mniejszej ilości śmieci, to także dawanie drugiego, trzeciego i czwartego życia przedmiotom, które w innym przypadku dawno byśmy wyrzucali. Dzięki czemu możemy zaoszczędzić na kupnie rzeczy nowych. To także świadoma konsumpcja i oczyszczenie swojej przestrzeni z nadmiaru.

 

Życie Zero Waste – społeczeństwo.

Po przeczytaniu tej pozycji zdałam sobie sprawę, jak wielowymiarowo można spojrzeć na problem śmieci wokół nas i jak ogromne ma to znaczenie dla naszego społeczeństwa.

Z jednej strony, generując tyle odpadów, powodujemy zanieczyszczanie naszej planety, więc tylko dzięki własnym wyborom oddychamy takim powietrzem, jakim dzisiaj oddychamy i… tylko my możemy temu zaradzić.

Jeżeli zastanawiasz się, czy Twoja zmiana może coś zmienić, skoro inni na około mają to gdzieś, odpowiedź brzmi: tak! Każda wielka rewolucja rozpoczęła się od kilku osób. To kropla drąży skałę. Starając się żyć w duchu Zero Waste, pokazujesz, że da się, dajesz dobry przykład i masz realny wpływ na zmianę zachowania swojej rodziny, przyjaciół, znajomych.

To działa jak efekt kuli śnieżnej. Im dalej się toczy, tym jest większa.

Społeczeństwo, w każdym aspekcie życia, który powoduje zmianę na lepsze, nawet w dalekiej perspektywie, potrzebuje takich inicjatorów. Ludzi, którzy zdobędą wiedzę i będą ją nieść szerzej.

Mam wrażenie, że idea zero śmieci, właśnie na tym bazuje. To ludzie, którzy zaangażowali się w nią, są podstawą naszych zmian, które my tylko musimy przechwycić. Jesteśmy w o tyle lepszej sytuacji, że już dziś możemy uczyć się na cudzych błędach.

 

Życie Zero Waste – książka.

Książka Życie Zero Waste bardzo mnie zaskoczyła!

Z jednej strony znajdziemy w niej trochę historii i przybliżenie idei Zero Waste – dla laików w tej dziedzinie, takich jak ja.

Z drugiej strony poznajemy ogrom metod, naprawdę ogrom, które już dziś możemy wprowadzić do swojego życia, aby generować mniej śmieci. Znajdziemy tu przepisy na własnoręcznie wykonany szampon, mydło czy pastę do zębów. Dowiemy się, jak działa kompostownik i jak samemu kompostować swoje odpadki organiczne. Poznamy przepisy kulinarne, do których można wykorzystać resztki pożywienia, które zostają nam np. z poprzedniego dnia, a także jak robić samemu środki czyszczące oraz jak przerabiać ubrania.

Po trzecie w książce pojawiają się krótkie wywiady z osobami, które również próbują ograniczać ilość produkowanych przez siebie odpadów – dzięki czemu poznajemy naprawdę różne punkty widzenia oraz różne metody, a dodatkowo, Kasia-autorka, dzieli się z nami swoimi wpadkami i nieudanymi próbami zmiany na lepsze.

Dzięki temu wszystkiemu mamy kompendium wiedzy na temat generowania śmieci. I to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Widać, że książka jest przemyślana, a żadna z informacji nie znalazła się tam przypadkowo.

Wydaje mi się, że osoba początkująca, jak i osoba, która wdraża się już w idee Zero Waste, znajdzie w tej książce coś dla siebie. Tam jest tyle propozycji, możliwości, przepisów, że w zasadzie, na większość rzeczy, znajdziemy tam odpowiedź.

Po przeczytaniu tej pozycji pierwsze uczucie, jakie się we mnie pojawiło to szacunek. Ogromny szacunek dla osób, które starają się żyć ideą Zero Waste, i dla których czasem jest ono (nie bójmy się powiedzieć tego słowa) celem życia.

I za chwilę pojawiło się pytanie, czy ja także mam w sobie tyle samozaparcia, aby podążyć tą drogą? Jak dalece jestem w stanie zaangażować się w mniejszą produkcję odpadów?

 

Życie Zero Waste – mój eksperyment!

Wraz z książką otrzymałam 4 bawełniane woreczki (na chleb, sypkie produkty i zakupy w ogóle), które miały mnie zachęcić do spróbowania, chociaż jeden dzień, żyć według ducha Zero Waste.

Nie były one w ogóle potrzebne. Sama książka wystarczająco mnie do tego zachęciła.

I już na wstępie chcę Wam powiedzieć, że jeden słoik rocznie to nie jest coś, co obecnie jestem w stanie zrobić, chcę zrobić i mam aspirację, aby to zrobić. Czuję, że to jeszcze nie ten moment, bo wyrzeczeń do takiego życia – nie ukrywajmy – jest sporo. I aby żyć naprawdę bezodpadowo – potrzeba w dzisiejszych polskich realiach, bardzo dużo zaangażowania, co przysparza czasem sporo problemów i nie każdy ma ambicje, żyć jedynie tą ideą.

Jednak COŚ każdy z nas może zrobić. Bo to COŚ wcale od nas wiele nie wymaga. 

Ja bardzo chętnie zainteresowałam się tym tematem i co mogłam zrobić już teraz, od ręki i co nie jest wcale niczym skomplikowanym – zrobiłam.



Moje zmiany:

1.Na zakupy zawsze zabieram bawełnianą torbę. W zasadzie robiłam to zawsze, ale nigdy nie miałam takiej torby w torebce czy plecaku, aby w razie niezaplanowanych zakupów, mieć ją ze sobą. Teraz to zmieniam.

2. Przestaję brać foliowe torebki. W ten weekend dopiero zdałam sobie sprawę, ile razy tak naprawdę muszę odmawiać foliowej torebki. W piekarni, w drogerii, na ryneczku, czy nawet na cmentarzu! Cały czas trzeba się mieć na baczności.

3. Rezygnuję z wody butelkowanej na rzecz wody z kranu. Zainwestowałam w swój prywatny bidon, który będę zabierać ze sobą na siłownię, na wycieczkę czy na zakupy, żeby nie kupować żadnych napojów w plastikowych butelkach.

4. Dowiedziałam się, jak dołączyć do kooperatywy spożywczej w Łodzi, dzięki czemu wiele produktów będę mogła kupować teraz do własnych torebek bawełnianych, czy szklanych pojemników, do tego od lokalnych dostawców i w przystępnej cenie.

5. Zainteresowało mnie wykonywanie samodzielnie kosmetyków. Na początek według przepisu zamieszczonego w książce, samodzielnie wykonałam tonik do twarzy. Mam nadzieję, że się sprawdzi po dłuższym używaniu, bo przepisy są banalnie proste i chętnie kontynuowałabym to, już najdłużej jak się da.

6. Zwracam uwagę na opakowanie tego, co mam kupić. I jeżeli mam wybór, wybieram szklane opakowanie, które jeszcze do czegoś wykorzystam, albo chociaż papierowe.

7. Zanim coś wyrzucę, zastanawiam się, czy na pewno nie mogłabym tego, do czegoś wykorzystać.

8. Odwiedzam second-handy i przerabiam ubrania. To akurat nie jest dla mnie nic nowego, bo w mojej szafie jest sporo przerobionych ubrań, jak i tych z second-hand, ale idea Zero Waste uświadomiła mi, że to nie tylko fajna zabawa i możliwość na mienie oryginalnych rzeczy, ale zarazem i dbałość o środowisko, bo niemodne/zużyte, czy po prostu lekko podniszczone ubranie dostaje drugie życie.


Jest kilka rzeczy, które jeszcze mnie do siebie nie przekonały, a są w duchu Zero Waste: jak kompostownik w domu, czy kubeczek menstruacyjny. Może potrzebuję do tego czasu? Nie wiem. Na pewno nie wszystko na raz.

Czy to, czego już się podjęłam to mało? Sama nie wiem. Z jednej strony to według mnie sporo postanowień i zmian, jak na to, że dopiero kilka dni temu skończyłam czytać książkę. Z drugiej strony mam poczucie, że to na pewno za mało i mogłabym zrobić więcej dla siebie i dla środowiska. Sama jestem zaskoczona, jak bardzo ta książka otworzyła mi oczy i wpłynęła na moje codzienne przyzwyczajenia.

Mam nadzieję, że starczy mi samozaparcia, aby podjąć się kolejnych zmian i być bardziej świadomym obywatelem. Trzymajcie za mnie kciuki! I Was również zachęcam do takiego eksperymentu.

Co moglibyście zrobić już dziś, aby generować mniej śmieci?

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwo Znak.

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)