Zero, zero, zero – recenzja

Trochę opóźniony, ale jest. Kolejny wpis z projektu 5/1, czyli 5 blogerów i jedna książka.


Wychowałam się na książkach o narkotykach. Pewnie spora większość z Was czytała “My, dzieci z dworca ZOO”? Dla mnie to był dopiero początek literatury związanej z ćpaniem. Przeczytałam prawie wszystko na ten temat,  co było w tamtych czasach dostępne w bibliotece. Po co? Już od nastolatka interesowało mnie, po co ludzie to robią i jak opisują swoje stany po zażyciu danych substancji.

Można powiedzieć, że stan psychiczny po zażyciu narkotyków był w kręgu moich największych zainteresowań. Przez bardzo długi czas chciałam pracować w MONARZE. Było to naprawdę moim wielkim marzeniem. Zarazem jednak nienawidziłam narkotyków i nigdy nie miałam ochoty, aby ich próbować.

Trudno mi teraz powiedzieć, dlaczego z czasem to marzenie umarło, myślę, że złożyło się na to wiele czynników, które nieświadomie odwiodły mnie od niego.

Skąd jednak ten długi wstęp? Otóż, kiedy Ania wybrała książkę do recenzji “Zero, zero, zero. Jak kokaina rządzi światem”, nie ukrywałam swojej radości. Cieszyłam się, że w końcu powrócę do tego, co kiedyś spędzało mi sen z powiek i sprawdzę, czy tego rodzaju literatura dalej wzbudza we mnie takie uczucia.

Zero, zero, zero – recenzja

Wstęp książki mnie zachwycił. Dowiadujemy się w nim, kto z naszego otoczenia może mieć problem z kokainą. Autor próbuje przekazać nam, że tak naprawdę każdy w naszym otoczeniu może zażywać kokę, a jeżeli tego nie widzimy, to znaczy, że nie przyglądamy się zbyt uważnie. Lubię takie zagrywki w literaturze. Problem jednak z tym że trudno to przełożyć na polskie realia. Roberto Saviano, autor tej książki jest Włochem i być może kokaina opanowała ten region, może i opanowała Stany, ale moim zdaniem Polska jest jeszcze daleko w tyle, jeżeli chodzi o zażywanie kokainy w takich ilościach, o jakiej pisze autor.

Jednak co ja mogę wiedzieć, to nie ja jestem dziennikarzem specjalizującym się w organizacjach przestępczych. 🙂

Po dość konkretnym wstępie zawiało nudą. Okazało się, że książka to przede wszystkim opis historii kokainy w kontekście z polityką, biznesem, a nawet szeroko pojętą kulturą. Brzmi całkiem nieźle, jednak opisy karteli, mafii, struktury dilerów, kto z kim i dlaczego oraz w jakich latach – są bardzo nużące i wyczerpujące (psychicznie!).

Nie jest to napisane przystępnie. To natłok informacji, który wcale nie jest ciekawy, wręcz odwrotnie. Ma się ochotę rzucić tę książkę w kąt.

Mimo że tematyka jest mi bardzo bliska, a wszystkie możliwe patologie mają u mnie w sercu specjalne miejsce – trudne tematy trzeba umieć dobrze ograć. Uwielbiam reportaże, ale dobre reportaże. Takie, które mnie zaciekawią, a zarazem mną wstrząsną. Ten reportaż do takich niestety nie należy. Jego specyficzny styl zupełnie mnie nie porwał.

Literatura faktu – nie zawsze dobra

Rozumiem, że Saviano opisuje to, co udało mu się w tej sprawie zbadać przez większą część swojego życia, jednakże nie każdy ma tak ogromną zajawkę, aby 400 stron drobnym drukiem czytać o tym, kto z kim miał konflikt na dzielni, kto, kogo zabił i kto kogo zastąpił w czasach, o których miało się pojęcie tylko ze słyszenia. Oczywiście teraz trochę prześmiewczo traktuję tę pozycję, ale niestety w większości książki – tak to wyglądało.

Co jakiś czas pojawiał się rozdział, który dawał mi nadzieję i czytało się go w miarę przystępnie. W tych przypadkach była opisywana między innymi terminologia, jaką posługiwały się osoby związane z kokainą oraz nawet ich preferencje i upodobania. Z książki dowiadujemy się, że handlarze narkotyków lubią oglądać kreskówki w szczególności Homera Simpsona. Tatuaże, które sobie najczęściej robią to między innymi skorpion, wąż, kotwica. Dowiadujemy się także, jakie marki ubrań noszą najczęściej.

I takie zestawienia mi się podobają. Jak dla mnie jeden taki rozdział mówi mi o tego typu osobach dużo więcej niż cała prześledzona historia mafii przez autora.

Czy warto przeczytać tę książkę?

Trudno jednoznacznie powiedzieć. Z jednej strony ta książka jest bardzo nudna i w moim odczuciu słaba. Z drugiej strony Saviano poświęcił tym badaniom sporą część swojego życia. Jego to interesowało, więc może i innych mogłoby wciągnąć. Byle nie na tyle, by zacząć wciągać. 😉

Ja nie polecę nikomu tej książki, ale jeżeli czujesz, że historia kolumbijskiej i meksykańskiej mafii narkotykowej to coś, co chcesz poznać – może się w tym odnajdziesz.

Emocje: 1

Język: 2

Pomysł: 4,5

Akcja: 2


Podobne posty, które pojawiły się na blogu:

Igrając z ogniem – recenzja

Podpalaczka – recenzja

Inna dusza – recenzja

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)