Zbliżanie się do siebie.

Kiedy zrozumiałam, że wielozadaniowość nie jest dla mnie, bo zabija magię każdej wykonywanej czynności i codziennej rutyny (a że rutyna jest w porządku, to pewnie pamiętacie z tego tekstu), priorytet na dany okres mam tylko jeden.

I tak od kilku miesięcy… jestem nim ja sama.


Jedni mogą pomyśleć, że to oczywiste, że w naszym życiu to my jesteśmy priorytetem, inni znów mogą uważać, że stawianie siebie ponad wszystko jest egoistyczne. I jedni i drudzy mają trochę racji, a trochę się mylą. Wszystko zależy od bardzo wielu czynników, między innymi od punktu odniesienia, tego, co przemawia za naszym ustawieniem priorytetów, w jakiej jesteśmy sytuacji życiowej i tego, jaki mamy kontakt z samym sobą.

Ostatnio wróciłam wspomnieniami do czasów szkolnych. Czasów, w których podczas wakacji spędzałam tak wiele czasu ze samą sobą, że wiedziałam o sobie wszystko.

Będąc nastolatką, często szłam pod prąd, ponieważ wiedziałam, kim jestem, czego potrzebuję, co lubię, a jaka nie chcę być. Byłam bardzo świadoma siebie, jak na czasy, w których wszyscy chcieli komuś dorównać i robili to, co było modne, społecznie akceptowane i fajne. Dlatego nie zawsze byłam rozumiana przez innych, bo ja miałam swoje wartości, swój punkt widzenia. Czasami zupełnie inny niż reszta.

Słuchałam wtedy siebie i dziś patrząc na tamtą Dagmarę, jestem z niej bardzo dumna. Asertywność była jej mocną stroną i dziś wiem, że to tylko i wyłącznie dlatego, że wiedziała, kim jest i jaka chce być. Miała ogromną świadomość siebie. Dużo czasu spędzała na poznawaniu siebie, a potem tylko słuchała wewnętrznego głosu. Na tamte czasy to była jej ogromna siła.

Życie weryfikuje wiedzę o samym sobie

Niestety, w pewnym momencie, kiedy życie pochłania nas bez reszty, wciąga w wir szaleństwa uciekającego dnia za dniem – czasu na poznawanie siebie, analizowanie swoich myśli, odczuć, emocji, zainteresowań… jest coraz mniej.

To nie tak, że zupełnie nie wiemy o sobie nic. Przecież cały czas czujemy, że coś jest nam bliższe, a coś dalsze. Że coś lubimy robić, a coś innego nie sprawia nam radości. Cały czas dokonujemy wyborów, jak: studia, praca, życiowy partner, dodatkowe kursy, czy jak będziemy spędzać wolny czas. Jednak może zabraknąć w tym poczucia bliskości do siebie samego i 100% zaufania, że robimy dobrze, że podejmujemy dobre decyzje. 

U mnie wszystkie fundamenty pewności siebie i wiedzy o samej sobie runęły po nagłej śmierci bliskiej mi osoby. To było niecałe 1,5 roku temu. Straciłam grunt pod nogami. To był ten moment, kiedy w wątpliwość poddałam wszystko i niczego nie byłam już pewna. Nawet tego, kim jestem i po co jestem. Traumatyczne przeżycia potrafią tak przeczołgać, że człowiek traci wiarę we wszystko. Niestety bardzo dobitnie przekonałam się o tym na sobie.

Kiedy zauważyłam, że straciłam swoją pewność i wyraźny kontur własnej osoby, zaczęłam od nowa zadawać sobie podstawowe pytania, takie jak: co naprawdę lubię, jaka chcę być, jaka być nie chcę, co jest dla mnie ważne, a co ważniejsze, z czego mogę zrezygnować, bo nie wnosi do mojego życia niczego potrzebnego, a czego chciałabym spróbować. Obserwuję siebie. Swoje reakcje, wybory, emocje, jakie mi towarzyszą przy niektórych działaniach i odpowiedzi wyłaniają się same.

Kiedy zaczynamy skupiać się na sobie i codziennie poświęcamy czas na poznawanie siebie (sposobów jest bardzo dużo), możemy dotrzeć do prawdy o sobie samych, która często jest zakopana w nas gdzieś bardzo głęboko. Ciekawi jesteście, co ją przykryło? Opinie innych, rady od dobrych osób, wpływ innych na nas samych, to, co czytamy i oglądamy, co zaburza nasze postrzeganie świata i siebie w nim, kalki z dzieciństwa, niezainteresowanie sobą samym itd.

Powodów, często nieuświadomionych, jest wiele. Kiedy więc decydujemy się na przybliżenie się do siebie, możemy być zaskoczeni. Naprawdę zaskoczeni.

Zbliżanie się do siebie.

Dziś widzę, że zbliżanie się do siebie to praca, która nigdy się nie kończy.

Zmieniamy się, zbieramy doświadczenia, poznajemy nowych ludzi, zmienia się nasze zdanie i postrzeganie świata. Dlatego bycie ze sobą blisko to proces, który się nie kończy. To rzecz, o którą cały czas trzeba dbać. Bo jeśli znów się oddalimy od swojego wnętrza, będzie trzeba działać od początku. Sprawdzać, czy fundamenty cały czas są mocne, czy jednak już zachwiane.

Jest wiele sposobów, dzięki którym można zbliżyć się do siebie. Czytam o tym sporo, więc wiele metod wypróbowuje na sobie. Traktuję to poniekąd jako pracę nad sobą poprzez zabawę. Niektóre rzeczy działają lepiej, inne mniej, ale to historia na zupełnie inny wpis. Kto wie, może, kiedy skończę eksperymentować, stworzę wpis o sposobach, które mi pomogły.

Tak więc od jakiegoś czasu każdego dnia żyję w ogromnym skupieniu i świadomości. Utwierdzam się w przekonaniu, jaka jestem albo jaka nie jestem, co lubię, a czego nie. Na razie to etap zbierania informacji. Jednak pewnego dnia, stwierdzę, że to, co wiem, jest wystarczające.

Z wypiekami na twarzy myślę o dniu, w którym całą tę wiedzę zdecyduje się uporządkować i wyłoni się obraz pewnej osoby. Czy ją polubię? Czy zaprzyjaźniłabym się z nią? (pamiętacie to pytanie?). I przede wszystkim: czy ją akceptuję taką, jaka jest?

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)