targi

Warszawskie Targi Książki – relacja

Tak, jestem jedną z tych osób, która przepychała się w tłumie w poszukiwaniu okazji! 😉


antykwariat

relacja

Na Warszawskie Targi Książki udało mi się dojechać jedynie w sobotę. Oczywiście jak to z pechem bywa – wstaję rano w sobotę z łóżka, szczęśliwa, że dziś jest ten dzień i co widzę? Mega opryszczkę na wardze! No ale cóż, naklejam pasterek i jedziemy! Z godziny na godzinę czułam się coraz gorzej, więc nie dotrwałam do ostatniego wykładu na który chciałam iść, trudno. Wczoraj już totalnie czułam się chora i sparaliżowana, więc także musiałam zrezygnować.

Co by nie było cieszę się jednak, że udało mi się być w sobotę i uczestniczyć w tych atrakcjach na których zależało mi najbardziej.

Warszawskie Targi Książki – relacja

  1. Wielka wymiana książek czyli “z półki na półkę” – ponieważ to były pierwsze targi książki, w których uczestniczyłam nie wiedziałam czego spodziewać się po tej wymianie. Na jakiej zasadzie będzie się ona odbywała i czy warto w ogóle dźwigać ze sobą dużą ilość książek. Dla równowagi wzięłam więc 6 pozycji do których wiedziałam, że już nie wrócę. Kilka rzeczy podczas tej wymiany podobało mi się, a kilka nie, ale zacznijmy od początku. Wchodzimy na płytę stadionu jakoś 15 minut przed rozpoczęciem wymiany, a tam już gigantyczna kolejka. Serwis lubimyczytac.pl który zorganizował tę wymianę, zadeklarował się, że wystawi trochę nowości. Miałam nadzieję, że książki te będą sukcesywnie dokładane, tak aby każdy czy ten na początku kolejki, czy ten na końcu miał możliwość złapania do rączki chociaż jednej nowości. Okazało się jednak, że tylko pierwsze osoby, które wchodziły na wymianę wychodziły z górą samych wydawniczych perełek. Reszcie nie zostało już nic. Trochę byłam zła, bo akurat było tam kilka pozycji, które pragnęłam przeczytać, ale okazało się, że kto pierwszy ten lepszy. Ogólnie wyglądało to tak, że podchodziłeś do osób wpuszczających na wymianę, dawałeś swoje książki, które były przeglądane i liczone przez wolontariuszy (początkowo myślałam, że przeglądają je, aby sprawdzić ich stan, ale później okazało się, że co lepsze egzemplarze odkładali dla siebie do pudeł – to było słabe) a następnie rzucane na stoły do wymiany. Ty dostawałeś karteczkę z liczbą książek, które oddałeś na wymianę i z taką liczbą książek mogłeś z tej wymiany wyjść. Sam pomysł według mnie super – gdyby nie to, że nowości były tylko rzucone na początku, gdyby pracownicy nie zabierali sobie najlepszych egzemplarzy, gdyby kilku sępów nie stało nad pracownikami i nie wyrywało im książek, które właśnie ktoś przyniósł, zanim oni w ogóle donosili je na stoły. Więc tak naprawdę na stoły trafiały tylko ochłapy. Potrzeba było naprawdę wiele samozaparcia i sprytu, aby zdobyć co lepsze egzemplarze. Generalnie inicjatywa bardzo fajna, chociaż podejrzewam, że Ci co przyszli na sam koniec, nie mieli za dużego wyboru spośród książek, które zostały i mogli się lekko załamać. Dobrze, że chociaż mój mąż był zadowolony z tej wymiany, bo znalazł dla siebie dwie książki Koontza, które dzień wcześniej chciał kupić w księgarni, ale coś go powstrzymało. 🙂 Wiedza, którą wyniosłam z tej wymiany, to przede wszystkim to, iż za rok pojawię się tam godzinę wcześniej, aby być pierwszą w kolejce i załapać się na nowości. 🙂wymianawarszawapge narodowy
  2. Wystawcy – na jednym piętrze wystawione były same antykwariaty i wydawnictwa z komiksami. Komiksy mnie nie interesują, więc buszowałam w antykwariatach. Niestety nic nie udało mi się znaleźć. Jak już była książka, która mogłaby mnie zainteresować to zazwyczaj w bardzo kiepskim stanie. Nie cierpię jak książki są gdzieś zalane na kartkach, więc jakakolwiek cena by nie była – po prostu nie biorę. Oczywiście także tłum ludzi nie ułatwiał spokojnego przeglądania książek, więc na wielu stoiskach po prostu się poddawałam (nie jestem mistrzem polowań). Piętro wyżej natomiast, swoje boksy miało większość wydawnictw. Tam to już w ogóle był tłum ludzi i żeby coś zobaczyć potrzeba było wiele szczęścia. To tam na stoisku CzwartejStrony udało mi się zakupić najnowszą książkę Sylwii Kubryńskiej (którą jak wiecie uwielbiam, pisałam recenzję jej książki Kobieta dość doskonała) “Furia Mać” za 25 zł, a także zakupiłam książkę Remigiusza Mroza “Zaginięcie”, której brakowało mi w mojej biblioteczce, również za 25 zł. Wielu autorów podpisywało książki. Szczerze mówiąc zależało mi jedynie na podpisie od R.Mroza, ale nie na tyle, aby stać w tej gigantycznej kolejce. Nic jednak nie przebiło kolejki do Krystyny Jandy i do Jaume Cabré, którego niestety nie miałam okazji czytać, ale myślę, że gdybym przeczytała, którąś z jego pozycji mogłabym stać w tym tłumie. 🙂 Zależało mi także, aby nabyć książkę Jacka Walkiewicza o którym już pisałam wam tutaj. Okazało się, że był na stoisku, więc od razu podpisał mi mój nowo zakupiony egzemplarz, a 15 minut później trafiłam na jego wykład. pge ksiazkirelacja
  3. Wykład “Pełna MOC życia” – cóż, utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że uwielbiam tego człowieka. Za osobowość i poczucie humoru. Wykład mówił o tym, jak w ciągu naszego całego życia zmienia się percepcja i jakie mamy przemyślenia i rozterki w konkretnych przedziałach wiekowych. Oprócz tego dużo motywacji, humoru i opowieści o książce, jak i historii z życia wziętych. Dużo prywaty, przez co pan Jacek stwarzał wokół siebie atmosferę autentyczności i naturalności. Sala była przepełniona, wiele osób siadało na podłodze, albo stało. Zdecydowanie wykład zaliczam do udanych i ważnych w moim życiu. Na minus jedynie kwestia związana z talizmanem o którym pan Jacek powiedział kilka słów. Otóż do zakupu jednej z jego książek za minimalną opłatą mogliście nabyć talizman. Niestety nie wierzę w takie rzeczy i na chwilę odrzuciło mnie to od niego, ale zaraz naprawił to złe wrażenie swoim humorem. 🙂 walkiewiczjacek walkiewiczwyklad

Chciałam jeszcze uczestniczyć w wykładzie “Napisałeś – i co dalej?”, ale niestety jak wam pisałam na początku nie udało mi się dotrzeć. Za to w restauracji mieli naprawdę pyszne jedzenie. Dorsz w sosie chrzanowym pycha! 😉

A na koniec kilka zdjęć z moimi łupami! 😉

relacja

targi ksiazki

czytam

Podobne posty, które pojawiły się na blogu:

Światowy Dzień Książki

Wojciech Chmielarz “Podpalacz”

Wojowniczki – recenzja

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)