oceny

Ty też nie mieścisz się w ramkach?

Odkąd pamiętam, nie mieściłam się w ramkach, chociaż wtedy nie do końca wiedziałam jak nazwać fakt, że czuję się niedopasowana do otoczenia. Na początku nawet nie wiedziałam, że muszę się w nie jakoś wpasować, że to społeczny przymus i presja, którą cały czas będę na sobie czuć. Potem gdy zrozumiałam, jak działa ten świat, na siłę chciałam gdzieś się wcisnąć, gdzieś pasować… by dopiero w dorosłym życiu zrozumieć, że nie muszę mieścić się w cudze ramki.

Mogę być sobą i to jest naprawdę wystarczająco dobre. Dobre dla mnie samej.


Tak naprawdę tym wstępem mogłabym już zamknąć ten wpis, ale przecież nie o to mi chodziło. Pojawił się szkielet, ale chciałabym wypełnić go treścią. Moją historią, Waszą historią, naszą ludzką bolączką, z którą wielu z nas ciągle walczy.

 

Hej, czy Ty też nie mieścisz się w ramkach?

Od małego już miałam pod górkę. Wielkie okulary na nosie z zalepionym jednym okiem i ciągle te same znoszone ubrania. Parę lat później wcale nie było lepiej: ciuchy po bracie, krótkie włosy, niedoskonałości skórne i ciągłe awantury, że chcę wyglądać bardziej dziewczęco.

Nie pamiętam, żeby w moim domu było biednie. Rodzice robili wszystko, żebym zawsze miała ciepły obiad, wyprawkę do szkoły czy drobne na loda. Jednak uwierał mnie fakt, że zeszyty nie mogą być w najmodniejsze bajki tego sezonu, ubrań nie mogę mieć więcej, a cola i chipsy były tylko raz w miesiącu – po wypłacie. Dziecko wielu rzeczy nie rozumie, ale czuje jedno: patrzy na rówieśników i chce tak jak oni. Chce mieć bluzkę z koronką, bo wszystkie dziewczynki mają. Chce mieć ładniejsze karteczki na wymianę, żeby inne dzieci chciały się z nim wymieniać. Chce mieć telefon komórkowy, żeby dzieci się nie śmiały, że jako jedyny w klasie nie ma.

Wszystko miałam z opóźnieniem: komputer, telefon, tamagotchi, wakacje nad morzem. Ale miałam. I wiecie co? Dzisiaj cieszę się, że nie miałam wszystkiego na zawołanie, od ręki. Że nie wychowałam się w domu, gdzie, zamiast poświęcać dziecku czas, dawało mu się pieniądze czy kupowało sterty zabawek (Boże, ile ja się napłakałam, żeby mama mi raz w życiu kupiła kolorowankę z Lalką Barbie, pełną różu i brokatu, a nie z postaciami, których nie kojarzyłam).

Chociaż wtedy tego nie rozumiałam, dziś jest to moją siłą. Po prostu od zawsze byłam przyzwyczajona, że nie mieściłam się w cudze ramki, bo zawsze czegoś mi brakowało, żeby budzić społeczny podziw wśród innych dzieci… I choć wtedy mogłam postrzegać to jako katastrofę, dziś wiem, że to właśnie miejsce, jakie wtedy zajmowałam, nad wyraz mnie ukształtowało w życiu dorosłym.

 

Presja, którą cały czas na sobie czujesz

To nie jest tak, że kończąc szkołę, kończą się Twoje problemy, bo ludzie dorośli są mądrzejsi, bardziej świadomi od dzieci. Jest trochę inaczej. Ale nie powiedziałabym, że lepiej.

Z dziećmi gra się w otwarte karty. Wyśmieją Cię prosto w twarz, jak jesteś inny, wytkną palcem, bez ogródek zapytają, dlaczego czegoś nie masz, albo dlaczego tak wyglądasz. W życiu dorosłym czujemy się mądrzejsi tylko dlatego, że tego wszystkiego nie mówimy wprost…. tylko za czyimiś plecami. Co przecież jest bardziej wyrachowane i podłe, niż powiedzenie komuś wprost nie rozumiem, że jesteś inny.

Dlatego w życiu dorosłym cały czas czujemy presję od ludzi obcych, znajomych, od najbliższych osób, które próbują wsadzić nas w ramki. Ramki, które są zarazem oczekiwaniami względem naszej osoby.

Każdy z Was na pewno nie raz próbował zostać włożony w taką ramkę poprzez presję. Lista jest długa: ślub z partnerem, heteroseksualizm, rodzicielstwo, posiadanie własności: samochód, mieszkanie, dom, praca na etacie, odpowiedni wizerunek (pasujący do danej płci i zajmowanego stanowiska. Wiecie taki, społecznie akceptowany wizerunek), ale i określony sposób zachowania. Pamiętacie tekst o normach społecznych? No właśnie, one są potrzebne, żeby światem nie zaczął rządzić chaos, tylko że w tym wszystkim zagalopowaliśmy się za bardzo, próbując na siłę zmieniać ludzi wokół nas, żeby byli, nie tacy jak chcą, tylko żeby byli, tacy jak my chcemy.

Gdyby tak na siłę się gdzieś wcisnąć…

Przyszedł i w moim życiu taki moment, w którym nie miałam już siły walczyć. Z rodziną, z najbliższymi i z ludźmi, którzy zupełnie mnie nie znają. Po burzliwym okresie buntu, podczas którego w żaden konkretnej ramce byście mnie nie zamknęli, byłam tak kolorowa, dziwna (albo inaczej: wyjątkowa, niepowtarzalna), straciłam siły. Bo bycie innym to ciągła walka. Tłumaczenie się, dlaczego taka jestem, odbieranie nieprzyjaznych spojrzeń, wysłuchiwanie czyichś osądów.

W pewnym momencie swojego życia chciałam gdzieś przynależeć i poczuć, że w końcu świat akceptuje mnie taką, jaką jestem. Ale! Okazało się, że nie tędy droga. Że w zasadzie drogi do 100% akceptacji przez innych nie ma w ogóle. To fatamorgana, która nie istnieje. Zawsze, ale to zawsze komuś nie będziesz pasował. A bycie w jednej ramce, może pogarszać Twój społeczny status gdzie indziej, więc w konsekwencji zawsze ktoś wytknie Cię palcem.

Wtedy zrozumiałam: jedynym słusznym, racjonalnym i najlepszym wyjściem dla mnie samej, jest po prostu życie tak, jak chcę/czuję, ale i przede wszystkim zaakceptowanie tego, że zawsze z kimś już do końca życia będziesz się szarpać. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie wymagał od Ciebie wyjaśnień: dlaczego nie pasujesz w jego ramki i z pretensją zapyta: kiedy masz zamiar się przebudzić.

Już zawsze tak będzie, bo nie mam tak ogromnej wiary w nas ludzi, że to zmieni się diametralnie w ciągu kilkudziesięciu lat.

Dlatego odkrywanie drogi do siebie może nie jest proste, łatwe, ani nawet momentami nie jest przyjemne, ale to jedyna droga, by nie zwariować w tym świecie i nie dać zamknąć się w cudzą ramkę. Ramkę, w której choćby ozłocona była przez większość, będziemy czuć się jak w więzieniu.

To właśnie dlatego mimo 30 lat cały czas nie mam dzieci, zamiast wziąć kredyt na mieszkanie, siedzę w wynajmowanym mieszkaniu, próbuje sił z własnym biznesem, zamiast bezpiecznie zamknąć się na etacie. To właśnie dlatego nie mam cały czas prawa jazdy i poruszam się komunikacją miejską, bo słucham siebie i wszystko zrobię wtedy, gdy poczuję, że tego potrzebuję. A nie dlatego, że inni powiedzą mi, że powinnam. Może to się stanie jutro? A może nigdy? Jedno jest pewne.

To ja zadecyduje o swoim życiu. 🙂


A Ty? W jaką ramkę nie dałeś się zamknąć, mimo społecznego nacisku?

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)