odmienność

Tolerancja – tego nauczyła mnie mama.

Skąd bierze się w człowieku tolerancja? Czy to kwestia urodzenia, wychowania, towarzystwa, w jakim się przebywa? Jak to jest, że jedni z nas potrafią uszanować każde stworzenie, łącznie z naturą, a inni nie mogą zaakceptować nawet tego, że ktoś ma inny styl ubierania się i różnymi środkami próbują wymusić dostosowanie się?

Nie wiem, czy Ty też, ale ja coraz częściej zadaje sobie te pytania.


Zacznę od historii z mojego życia. Od mojego pierwszego spotkania face to face z nietolerancją wobec inności.

Tolerancja – tego nauczyła mnie mama

Jak byłam mała na tę samą ulicę, kilka bloków dalej, wprowadzili się Cyganie. To był ten okres w moim życiu, że każde popołudnie i każdy weekend spędzałam na dworze. Lataliśmy z innymi dzieciakami po trzepakach, górkach, zaroślach i bawiliśmy się wszystkim, co akurat znalazło się w zasięgu naszych rąk. Żarliśmy chipsy, piliśmy oranżadę i żuliśmy gumy turbo.

Kiedy córki naszych nowych sąsiadów wyszły na podwórko, dla mnie było oczywiste, że trzeba je dołączyć do paczki. Dla innych jednak nie. Okazało się, że inne dzieci były wrogo nastawione do dziewczynek o trochę innym kolorze skóry niż my. Ja wtedy tego nie rozumiałam. Chciałam się z nimi bawić i byłam jedynym dzieckiem, które na podwórku bawiło się z nimi. Bywało i tak, że reszta bawiła się osobno, a ja z nowymi sąsiadkami. Polubiłam te dziewczynki. Pamiętam sytuację, jak wracałam z mamą z zakupów, a młodsza z nich, jak mnie zobaczyła podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję. Szczery przypływ uczuć.

Moją mamę to cieszyło. Chciała zaprosić koleżankę do nas, ale ta odmówiła. Powiedziała, że nie wolno jej wchodzić do cudzych mieszkań.

Pamiętam, że rozmawiałam z mamą o tym, że dzieci nie chcą bawić się z nowymi sąsiadami i czy może ja też nie powinnam? Do dziś pamiętam, co mi wtedy powiedziała: to dzieci jak każde inne. To skąd pochodzą i jaki mają kolor skóry, a także, w co wierzą, nie ma najmniejszego znaczenia. Są inni, taka kultura, ale tak samo jak Ty, są ludźmi. Dlaczego miałabyś się z nimi nie bawić, skoro je lubisz?

Nie wiem, czy wtedy mama wytłumaczyła mi, dlaczego mimo wszystko inne dzieci nie chcą się z nimi bawić, ale podejrzewam, że zapytałam o to. Dziś wiem, że niechlubne komunikaty pod względem nowych sąsiadów padały już w domach tych dzieci. Przykład więc szedł z góry. Bywało, że coraz częściej byłam świadkiem jak sąsiedzi, rozmawiając z moją mamą, wykazywali się wręcz słowną nienawiścią. Nie podobali im się “obcy”. Przestali żalić się mojej mamie, kiedy zobaczyli, że ja jednak bawię się razem z nimi.

Niestety relacja ta była krótka. Społeczny ostracyzm był tak silny, że cygańska rodzina musiała się wyprowadzić, mimo iż nie zrobili nic złego. Dziewczynki opowiadały mi, że nawet ona stawały się celem ataków, drwin, złośliwości, polskiej agresji. Do dziś wspominam tę sytuację ze smutkiem, niesmakiem i żalem. My Polacy, dumnie wypędziliśmy obcego wroga. Wtedy straciłam dwie przyjaciółki.

To nie była jedyna taka sytuacja, którą pamiętam z dzieciństwa. Kiedyś jedna z młodych sąsiadek przyjechała z czarnoskórym chłopakiem – przez kilka miesięcy byli na językach wszystkich. Nawet my dzieci, o tym rozmawialiśmy. Nie będę przytaczać tu tych słów, ale nawet 11-latki potrafiły używać niecenzuralnych epitetów o kimś, kto odstaje od “ich normy”. Mam wrażenie, że to były moje pierwsze, tak realne spotkania z ludzką nietolerancją do odmienności.

Mogłam wtedy wybrać: słucham tego, co mówią koleżanki i koledzy, a także moje otoczenie, czy słucham siebie i moich rodziców. O dziwo, ale i na szczęście!, wybrałam to drugie.

Od tamtego czasu minęło 20 lat i mogłoby się wydawać, że już się z tego wyleczyliśmy. Mieszkają obok nas inne nacje i już nie reagujemy w ten sposób. Przynajmniej większa część z nas. Wielu z nas nie rozumie, ale toleruje. Mogłoby się wydawać… bo jednak cały czas mamy problem z zaakceptowaniem odmiennej orientacji seksualnej. Cały czas nie potrafimy uszanować czyichś wyborów, tożsamości, sposobu ubierania, a nawet sposobu mówienia.

 

Nietolerancja rodzi się ze strachu

Może w dzieciństwie nie miałeś wyboru. Rodzice o innych wypowiadali się tylko w jeden sposób, znajomi tak samo, sąsiedzi tak samo. Może Twoja wrogość wynika z tego, że nigdy nie usłyszałeś, że można inaczej? Nikt nie wytłumaczył Ci, że inność to normalność. Dla Afroamerykanina ty też jesteś inny. Nikt nie wytłumaczył Ci istoty wolności. Może po prostu się bałeś?

Nienawiść rodzi się w strachu. I choć przeciwnik np. homoseksualizmu, powie Ci, że nie boi się lesbijek czy gejów, nie do końca będzie to prawdą. To właśnie obawa przed tym, że inna orientacja seksualna wyprze tę “tradycyjną/normalną”, to właśnie lęk przed innością (bo skoro inne to nieznane, a jak nieznane to nie warto ufać), to strach nieraz przed czymś, co jest dla nas bliżej nieokreślone, popycha nas w kierunku agresji. Po prostu to brak poczucia bezpieczeństwa w swojej codzienności.

Oczywiście, jeżeli przez całe życie słyszeliśmy mowę nieposzanowania z ust bliskich nam osób, w większej części będziemy powtarzać zasłyszane slogany. Bywa, że to jest tak silnie w nas zakorzenione, że nawet dowody naukowe, fakty, rozmowy z innymi osobami dorosłymi, które myślą inaczej nie są w stanie zmienić naszego braku tolerancji.

Nawet jeżeli jako dziecko nie miałeś wyboru i zabrakło w Twoim życiu edukacji o poszanowaniu odmienności, otwartości względem różnic między ludźmi, to masz wybór jako dorosły. Możesz czytać, edukować się, rozmawiać, wymieniać poglądy, słuchać innych, mówić, a nie tylko przekazywać puste komunikaty. Szczególnie teraz, gdy jest obok Ciebie wiele osób, które myślą inaczej i masz okazję dyskutować.


Pytanie, czy chcesz rozmawiać z innymi, czy tylko chcesz wyrażać swoje opinie. To drugie nigdy nie doprowadzi do komunikacji między ludźmi.

Drugie pytanie, czy komunikacja w aktualnej sytuacji, w której teraz jesteśmy, ma jeszcze szansę coś zmienić, czy jednak potrzebujemy innych (a jeżeli tak, to jakich) narzędzi do tego, żeby agresja i przemoc przestały być naszym orężem?


Masz oczekiwania względem innych osób? Przeczytaj tekst: Wszystkich nas wykończą oczekiwana.

 

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)