Zabiłam człowieka. Jak pozbyć się zwłok?

To będzie jeden z tych bardziej osobistych wpisów. Także mam nadzieję, że zostanie on między nami. 🙂


Poznałam kiedyś dziewczynę. Bardzo zakompleksioną, zamkniętą w sobie dziewczynę, która była marzycielką.

Jak to z zamkniętymi osobami bywa – im mniej kontaktów społecznych, tym lepiej. Dziewczyna ta miała naturę introwertyczki. I mimo wielkich odważnych planów, które snuła wieczorami i nocami (planów dotyczących jej życia), nie potrafiła wcielić ich w życie.

Każdy plan wiązał się z wyjściem do ludzi, rozpoczęciem od nowa, próbowaniem nowych rzeczy i co najgorsze, opuszczeniem, tej jakże modnej dzisiaj strefy komfortu.

Dla introwertycznej duszy było to wręcz nierealne. I mimo wielkich planów i ambitnych marzeń, lęk i wewnętrzne obawy cały czas zatrzymywały jakiekolwiek działania. 

Marzenia mocno zgrzytały z rzeczywistością i nie mogły się dogadać.

Strach przejął kontrolę nad działaniem.

 

Strefa komfortu, a życie młodej dziewczyny.

Nie lubię patrzeć, kiedy kobiety mają problem z realizacją własnych celów. Jeżeli stawiam cel, jeżeli mam marzenie to robię wszystko, aby je zrealizować. Zasadniczo tak powinno być. Tak właśnie działają mężczyźni.

Kobiety jednak mają to do siebie, że nie zawsze potrafią docenić swoje: możliwości, umiejętności, kompetencje, cechy osobowościowe i zazwyczaj zaniżają swoją wartość.

Ta dziewczyna również taka była. Niestety wiązało się to z tym, że podejmowała mało działań, które zmuszałyby ją do wyjścia poza to, co znane.

Poznawanie nowych osób? Nawiązywanie nowych relacji? Rozpoczynanie nowych projektów? Realizacja nowych zadań? Jeżeli nie była zmuszana siłą, to sama z siebie na pewno nie wyszłaby do ludzi z czymś nowym. Nie wyszłaby do ludzi  nawet z  samą sobą i tym, co reprezentuje.

 

Zabiłam człowieka. Jak pozbyć się zwłok?

Tak, tą osobą byłam ja – jeszcze kilka lat temu.

Nie doceniałam swojej wartości, nawet jeżeli doceniali mnie wszyscy wokoło. Nie starałam się grać pierwszych skrzypiec, wolałam gdzieś z tyłu przemykać niezauważona, mimo iż czułam, że nie do końca jest to zgodne ze mną.

Marzyłam o tym, aby być z przodu, ale strach mnie paraliżował. Łatwiej było wybrać pelerynę niewidkę.

Mówi się, że zazwyczaj przełomowe momenty w życiu, uświadamiają nam sens i cel życia. Przede wszystkim pokazują nam jego przemijalność. 

W moim życiu pojawiły się 2 takie momenty: strata osób, które wydawało mi się, że będą ze mną zawsze oraz diagnoza lekarska, która dobitnie pokazała mi, że zdrowie fizyczne, również może płatać figle, choćby wydawało nam się, że jesteśmy zdrowi jak ryba.

Jestem jedną z tych osób, które przerażają szpitale i która po szpitalnym korytarzu chodzi z reguły z zapuchniętymi oczami i co chwile płacze.

W szpitalu doznaje życiowego olśnienia, bo co, jeśli po operacji się nie obudzę? Co, jeśli przez przypadek w szpitalu wstrzykną mi zabójczą substancję? W tym miejscu jestem uzależniona od osób, które przecież są tylko ludźmi. Nikt nie jest nieomylny – szczególnie po 12 godzinach dyżuru.

Lekka paranoja, wiem, ale to właśnie dzięki niej w tak dramatycznych sytuacjach podejmuję odważne decyzje.

 

Zmień wszystko, co Ci nie pasuje.

Ulotność życia, która uderza prosto w nas, jest jak kubeł zimnej wody na głowę. To dzięki tym kilku momentom w swoim życiu zabiłam starą siebie.

Czy dzisiaj już nie boję się zaczynać od nowa? Boję się jak cholera!

Czy dzisiaj łatwiej wychodzi mi się ze strefy komfortu? Nie, jest tak samo trudno, jak na początku.

Czy dzisiaj odważniej zawieram nowe relacje? Nie, dalej język mi się plącze, kiedy mam się przedstawić i gadam od rzeczy, żeby potem analizować, jakie pierdoły zdarza mi się mówić w tym momencie.

Ale robię to. Mimo strachu, obawy przed ocenieniem, lęku, czasem i trzęsących nóg i łamiącego się głosu – robię to. Oczywiście dalej wolę, jeżeli to ktoś pierwszy zainicjuje kontakt, ale staram się i ja, jak najczęściej wychodzić do innych.

To dzięki temu zdecydowałam się na spełnienie mojego marzenia, którym był własny biznes. To dzięki temu zaczynam nowe projekty, próbuję nowych działań i realizuję zadania, z którymi wcześniej nie miałam do czynienia.

No bo, jak inaczej znaleźć swoją drogę?

 

Jak pozbyć się zwłok?

Pytanie powinno brzmieć: czy chcesz pozbywać się tych zwłok? Ja nie chcę! Dalej uważam siebie za introwertyczkę, a moje marzenia i cele, które sobie stawiam – onieśmielają mnie, a czasem wręcz zawstydzają.

Uwielbiam spędzać czas sama ze sobą, wtedy czuję się najlepiej, ale to kontakt z ludźmi i wychodzenie z ukochanej pieczary daje mi motywację, energię i kopa do działania. 

Odkryłam, że to ludzie są moim motorem napędowym, mimo że najbliższy jest mi domowy spokój.

Bez połączenia tych dwóch części mnie, nie realizowałabym postawionych sobie celów, bo czegoś by zabrakło. Dlatego nie mogę pozbyć się zwłok, bo mimo iż zabiłam dziewczynę sprzed lat, jej część musi pozostać, aby zachować pełnię równowagi i działać.

Wiele osób pewnie zastanawia się, czy po dokonaniu zmian, coś się zmieniło?

 

Zmieniło się wszystko. 

Ludzie inaczej Cię postrzegają – jedni lepiej, inni gorzej w zależności od tego, czy sami są w życiu spełnieni i czy stąpają po tej drodze, o której zawsze marzyli. Kiedy zaczynasz działać po swojemu, nagle pojawi się wokół ciebie tyle samo sprzymierzeńców, którzy będą ci kibicować i pomagać, jak i tyle samo przeciwników, którzy czekają na Twoje potknięcie.

Ty inaczej postrzegasz siebie. Już nie żyjesz w sferze „a może kiedyś zrobię to”, teraz jesteś nastawiony na działanie, a Twoja myśl brzmi „kiedy i jak to zrobię”.

Mimo spełniania swoich celów i marzeń nie żyjesz w mniejszym stresie. Początkowo żyjesz w jeszcze większym, bo zaczynasz robić rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiłeś, a wiesz, że stawką jest coś dla Ciebie bardzo ważnego. Więc nie zdziw się, kiedy na głowie zobaczysz pierwsze siwe włosy. 🙂

Ale czy warto? Chyba nie muszę Cię do tego przekonywać.

 

Wolę żyć w zgodzie ze sobą mimo siwych włosów, niż być statystą czyjegoś życia, ale bez zmarszczek.

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)