refleksje i pytania

Śmierć – 3 refleksje i 3 pytania

Śmierć to potężna siła. Siła, która jest nieodłącznym elementem naszego życia. Śmierć bliskich osób, ludzi, których podziwiamy, ukochanych zwierząt, aż w końcu ta śmierć ostatnia. Nasza własna. Mimo że jest tak blisko nas, często bywa tematem tabu, budzi lęk i strach. Nieraz bywa też fascynująca i staje się przedmiotem badań i dociekań filozofów oraz naukowców.

Jedno jest pewne, nie można obok niej przejść obojętnie.

Z okazji 1 listopada zapraszam na kilka refleksji związanych ze śmiercią.


Na jednej z wizyt, moja psychoterapeutka niegdyś zapytała mnie, jakie mam podejście do swojej śmierci i jak sobie ją wyobrażam. To nie był dla mnie łatwy temat, a wizja ta nie była zbyt kolorowa i nie do końca czułam, że chcę się nią dzielić.

Mimo tego, powiedziałam, tak, jak w tamtym momencie czułam. A czułam strach. Ogromny strach, że po śmierci wpadnę w jedną wielką czarną dziurę i utknę w niej. Nie znajdę drogi.

– Nie znajdziesz drogi do czego? – zapytała psycholożka.

– Nie znajdę drogi do wyjścia. Do moich bliskich. Nie spotkam się z nimi już nigdy, nie trafię do tego innego świata, ale zarazem mój duch nie zostanie też tutaj na ziemi. Będę tylko ja ze swoją pełną świadomością… samotność  i ciemność.

A jaka jest Twoja wizja śmierci?

Nie piszę tego bynajmniej po to, by Cię przerazić. To są moje lęki i moje obawy. Ty możesz mieć inne, swoje własne.

Znam osobę, która w śmierci najbardziej boi się momentu przejścia. Nie tego, co będzie po i jak wygląda życie pozagrobowe. Boi się samego momentu przejścia między życiem, a … no właśnie czym? Śmiercią, drugim światem, wiecznym światem?

Znam ludzi, którzy najbardziej boją się piekła. Tego, że nie zasłużyli się wystarczająco na ziemi, by trafić do dobrego miejsca. Ale znam też historię osób, które jedynie, o co się martwią to, jak poradzą sobie bez nich ci, którzy zostaną na ziemi. W ogóle nie myślą o sobie.

Nie wiem, czy istnieje na ziemi ktokolwiek, kto nie ma żadnych obaw związanych ze śmiercią. Czy to w ogóle możliwe? Nie mając pewności, co nas czeka i co czeka ludzi na ziemi bez nas, czy można zupełnie się nie bać?

Chciałabym, żebyś dzisiaj Ty zastanowił się, czego najbardziej boisz się, kiedy myślisz o śmierci? Jak w ogóle ją sobie wyobrażasz? Kiedy sobie to uświadomisz i zrozumiesz swój lęk, może łatwiej będzie Ci go pokonać, czy urealnić, bo najgorsze co może być, to świadomość, że się boimy, ale nie do końca wiemy czego.

A kiedy już wiemy, to nawet czytając o śmierci, czy pogłębiając swoją wiedzę na jej temat, dużo łatwiej trafią do nas informacje, które być może ten lęk rozwieją. Chociaż trochę.

Śmierć, która łączy ludzi

Śmierć przede wszystkim rozdziela. Rozdziela nas z osobą, którą kochaliśmy i która była częścią naszego życia. Zabiera nam kogoś, często zbyt szybko i niesprawiedliwie. Jej nadejście zwiastuje rozstania, koniec jakiegoś etapu, koniec budowania przyszłości z daną osobą. Zostają wspomnienia, dziura w sercu i pustka.

Mimo wszystko, choć nie zawsze potrafimy to nazwać i nie zawsze też się nad tym zastanawiamy: śmierć łączy. Śmierć nieraz bardzo silnie łączy ze sobą ludzi, które po tej osobie zostały. Zaczyna się od wspólnej tragedii, po wspólne przeżywanie żałoby i wspominanie zmarłego, aż po zbudowanie relacji i przyjaźni nieraz na całe życie.

Mówi się, że w różnych okresach naszego życia spotykamy różnych ludzi, z którymi w danym momencie nas coś łączy. Często po czasie nasze drogi się rozchodzą, gdy jesteśmy w innych punktach życia. Mam jednak bardzo silne wrażenie, że śmierć jest jednak w tej kwestii wyjątkowo mocną siłą i łączy większość ludzi na zawsze. Nawet jeśli gdzieś drogi się rozejdą, a kontakt zatraci, to w sercu zawsze będzie się czuć tę bliskość.

Mówi się też, że tragiczne sytuacje nieraz ludzi zamiast łączyć, rozdzielają. Pewnie bywa i tak. Ja mam to szczęście, że w moim przypadku zadziałał ten bardziej optymistyczny scenariusz w obliczu nieszczęścia.

Jeżeli przeżyłeś śmierć bliskiej ci osoby, zastanów się, czy w Twoim przypadku śmierć rozdzieliła, czy jednak połączyła tych co pozostali?

 

Wspomnienie tych, których już z nami nie ma…

Ze względu na dzisiejsze święto chciałabym Was zachęcić nie tylko do wspominania osób, których już z Wami nie ma. Nie tylko do pomodlenia się za nich (jeżeli jesteście wierzący) i nie tylko do odwiedzenia ich grobów.

Oczywiście, to wszystko jest ważne i pobudza do refleksji nad przemijalnością. Ale pomyślałam sobie, że Uroczystość Wszystkich Świętych to też dobry moment, by poznać historię kogoś zmarłego ze swojej rodziny, której jeszcze dobrze nie znamy. Może Twój dziadek może opowiedzieć ci, jakim człowiekiem był jego ojciec? Może Twoja mama, opowie ci jakie pasje miał Twój wujek, którego ledwo pamiętasz? Albo jak Twoja mama nazywała/wyobrażała sobie twoją nienarodzoną siostrę, zanim poroniła?

Śmierć to trudny temat, ale święto wszystkich zmarłych pobudza do refleksji i rozmów na ten temat, więc powinno być łatwiej. Poza tym poznanie lepiej swojej rodziny, której już z nami nie ma jest o tyle ważne, że często kryje się tam też historia o nas samych. Historia lubi się powtarzać. Często nasze dzisiejsze lęki są zakodowane w nas z pokolenia na pokolenie. Podobno, jeśli dzisiaj boisz się węży, to może być znak, że ktoś z Twoich przodków kiedyś został ukąszony przez węża. Istnieje też teoria, że jeśli Twoi dziadkowie/rodzice pięknie malowali, Ty też powinieneś nosić gdzieś głęboko w sobie tę umiejętność. Często nie zdajemy sobie sprawy z tych powiązań, bo często nawet nie wiemy, jacy byli i czym interesowali się nasi przodkowie.

Ja wierzę w te zależności. Jeśli Ty nie masz na ten temat zdania, to może to jest właśnie dobry moment, żeby porozmawiać o zmarłych przodkach, dowiedzieć się, jacy byli i samemu wyciągnąć wnioski patrząc dzisiaj na siebie?


1 listopada to nie jest łatwy dzień. Szczególnie dla tych, których życie doświadczyło już stratą kogoś naprawdę bliskiego. Wykażcie się więc dzisiaj większymi pokładami empatii niż na co dzień i bądźcie dla siebie dobrzy. Po prostu. <3

 

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)