Rutyna, która nie zabija, a może uratować.

Ile razy słyszeliście w swoim życiu, że rutyna zabija? Zabija przyjemność z robienia czegoś, spontaniczność, radość i ciekawość życia.

Rutyna wygasza ogień w związku, zabiera pasję i nie pozwala się rozwijać.

Pamiętam, jak jeszcze parę lat temu unikałam jej jak ognia. Bałam się, że może być zagrażająca: dla mnie, dla moich bliskich, dla mojego domu. Jednak życie pokazało mi, że to właśnie ona, proza życia, może nas uratować, kiedy nie mamy sił już na nic.


Tak jak wspomniałam na wstępie, rutyna/proza życia/pewien schemat/jednostajność (jak zwał, tak zwał) owiana jest złą sławą. Zresztą podobnie jak emocje, których się boimy bądź ich nie lubimy (smutek, żal, złość). Jednak wszystko to, ma także swoje mocne strony, choć wielu z nas trudno to zrozumieć, a tym bardziej poczuć.

Kiedy jednak staramy się przeżywać życie świadomie, jesteśmy w stanie dostrzec to, jak z pozoru złe doświadczenia mimo że coś nam zabierają, dają coś dobrego w zamian. I być może wcale nie wychodzimy na tym in plus, ale samo dojrzenie tego, co dobre w złych okolicznościach – bywa ratujące i pokrzepiające.

I czasem to wystarczy. Ten dostrzeżony jeden mały impuls, by nie zatonąć…

Rutyna, która nie zabija, a może uratować

Kiedy coś nas przerasta, kiedy czujemy, że wali nam się cały świat, że nie dajemy rady, chcielibyśmy zatopić się pod kocem, zniknąć, przestać odczuwać (i mówię tutaj “my”, chociaż w głowie mam swoje własne doświadczenia) rutyna bywa ratująca.

Kiedy nie mamy siły wstać z łóżka, kiedy jesteśmy mniej wydajni w pracy (albo w ogóle nie jesteśmy), kiedy nie mamy ochoty dbać o siebie i innych – to właśnie ona może pozwolić nam przetrwać ten najtrudniejszy czas.

To rutyna jest nieodłącznym, podstawowym elementem życia, na którym budujemy kolejne klocki (zresztą ciekawa jestem czy Wam też rutyna nierozerwalnie łączy się ze spokojem?). Bo gdyby tak wyobrazić sobie codzienne zadania, które wykonać musimy, to wszystko jest nierozerwalnie związane z naszym życiem, jest bazą naszego istnienia. Jest czymś co możemy znienawidzić (i często się tak dzieje), albo możemy szukać w tym dobrych stron i polubić codzienne obowiązki.

Proza życia, czyli na przykład kilka tych samych punktów, które codziennie powinniśmy odhaczyć na swojej liście: wstanie, przygotowanie posiłku, zjedzenie posiłku, wyjście z psem (jeżeli go mamy), umycie się, przygotowanie drugiego posiłku, ubranie dzieci, zjedzenie drugiego posiłku itd. Każdy ma na swojej liście takie punkty. Im bardziej jesteśmy styrani przez los, tym trudniej wykonuje nam się nawet te najprostsze, podstawowe, dzięki którym żyjemy, jak: wstawanie, jedzenie, oddychanie, czy chodzenie spać.

To są te chwile, kiedy wszystko co wymaga od nas zbyt wiele wysiłku najchętniej byśmy odstawili: organizowanie imprez, rozrywki, obowiązki, czasem nawet praca. Wszystko, na co nie mamy po prostu siły. Wtedy jedyne, na czym się skupiamy i na co tracimy energię to te podstawowe czynności, które pozwalają nam przetrwać. To ten moment, kiedy wpadamy w rutynę, ale która (w zależności od tego, jak do niej podejdziemy) może nas zabić, albo uratować. Jeżeli nie pozwolimy jej się przygnębić, jest duża szansa, że to właśnie ona da nam siłę, by wrócić do wcześniejszego życia na pełniejszych obrotach.

Tak było w moim przypadku. Zaprzyjaźnienie się z rutyną pozwoliło mi dostrzec w niej magię, radość, ale przede wszystkim spokój, który w tamtym momencie był mi najbardziej potrzebny.

Dziś cieszę się, że jest ona podstawą mojej egzystencji.

Zaprzyjaźnij się z rutyną

A jak zaprzyjaźnić się z rutyną? To wbrew pozorom bardzo proste. Wystarczy spróbować dostrzec w każdej codziennej czynności, którą wykonujemy, coś dobrego, zamiast mówić, że to nic nieznaczące zadania. Na przykład, takie wychodzenie zimą z psem na spacer, co może przynieść nam dobrego? Może nas cieszyć radość naszego psa, możemy czuć w tym sens, kiedy pomyślimy, że nasze ciało również zasługuje na spacer dla swojego zdrowia, możemy także poczuć radość ze wspólnego spędzenia czasu z psem i np. z mężem, jeżeli jego również namówimy na wieczorny spacer.

Znalezienie czegoś cieszącego w przygotowywaniu codziennych posiłków – też nie jest trudne. Ja zaczęłam od skupiania się na każdej wykonywanej czynności. Zamiast jak wcześniej robić kilka rzeczy naraz (gotowanie i słuchanie podcastu było kiedyś dla mnie normą), w ciszy kroiłam warzywa i słuchałam, jak podsmażają się pieczarki. Skupienie się na gotowaniu, tego, co się lubi, na zapachu, smaku, wrażeniach czuciowych pozwala dużo bardziej przeżywać element przygotowywania posiłków, przez co jest bardziej przez nas doceniany, kiedy już go zjadamy. Nie będzie nadużyciem, jeśli powiem, że dużo lepiej wtedy smakuje. Jeżeli to dla Ciebie za mało: może sama radość z wykonania posiłku dla kogoś bliskiego da Ci satysfakcję?

W każdej codziennej nawet błahej czynności można znaleźć radość, spokój, ukojenie, chwilę dla siebie – coś, co jest nam najbardziej potrzebne w trudnych chwilach. Kiedyś naprawdę wydawało mi się to niemożliwe. Teraz widzę, że nie ma czynności z tych, które wykonuję na co dzień, w których nie mogłabym znaleźć czegoś dobrego.

Kiedy uda nam się pierwszy, drugi, trzeci raz pobudzić te odczucia i emocje za pomocą rutynowych działań, sama z czasem przyjdzie do nas siła na wykonywanie kolejnych zadań, takich jak powrót do pracy, opieka nad dziećmi, zainteresowanie współmałżonkiem, czy gotowość na powrócenie do swoich pasji.

Kiedy raz zobaczymy, jak przyjemne to uczucie, w każdej rutynowej czynności odnajdywać jakiś plus, szukać go, albo i tworzyć samemu – nie będziemy chcieli przestać. Już zawsze będziemy chcieli przeżywać każdą czynność świadomie i w końcu zrozumiemy, że priorytet na dany moment powinien być jeden. Pewnie ktoś tu teraz mógłby zapytać, ale co z wielozadaniowością? Mimo że dzięki niej możemy jawić się jako bardziej wydajni, powoduje w nas na dłuższą metę spustoszenie, rozdrażnienie i zabiera spokój. Kiedy jednak zajmujemy się tylko jedną rzeczą, jesteśmy w stanie wykonać ją lepiej, nadać jej znaczenie, odnaleźć w niej spokój, ale i radość. Jeżeli tylko zechcemy.

Kiedy robimy kilka rzeczy naraz, siłą rzeczy jesteśmy tego pozbawieni.

W trudnych chwilach, często nie dajemy rady robić kilku rzeczy naraz, jest to więc idealny moment by zobaczyć, jak świadomie można przeżywać życie robiąc tylko jedną rzecz w określonym czasie. Wielu z nas już dawno zapomniało jak to jest, a przecież kiedyś to było normą…


Wpis powstał na podstawie moich ostatnich doświadczeń. Macie prawo do tego, by mieć zupełnie inne, swoje własne. 🙂 Jeżeli macie ochotę, możecie się także nimi podzielić.

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)