Ludzie, którzy zabijają w nas marzenia…

Szperając w naszej pięknej, polskiej blogosferze w poszukiwaniu ciekawych, wartych uwagi blogów natknęłam się na Los Grafikos. I utonęłam.
Przepiękne rysunki, ciekawa osobowość i lekkie pióro sprawiły, że będę powracać tam jak bumerang. Autorka prowadzi między innymi poradnik dla początkujących rysowników, który serdecznie polecam. Uważam, że jej blog jest naprawdę wart waszej oceny.


Wspomnienia nie zawsze dobre

Notki autorki Los Grafikos wzbudziły we mnie pewne nostalgiczne wspomnienia sprzed 10 (jak nie więcej) lat. Otóż jako nastolatka śniłam o wolnym, artystycznym zawodzie, w którym mogłabym pochłaniać się bez reszty.

Chciałam rysować. Tworzyć. Na plastyce, moje prace malowane farbami były średnie. Oceniane na 4, rzadziej 3. Kiedy patrzyłam na piękne obrazy moich kolegów i koleżanek z klasy – marzyłam, że i ja kiedyś taki namaluję. Jednak farby mnie nie lubiły. Brakowało mi do nich cierpliwości. Zawsze byłam tylko dobra.

Aż przyszedł czas na rysowanie ołówkiem. Zaczęłam być chwalona – okazało się, że stać mnie na 5. Czasem na 5!. Tak, z ołówkiem żyliśmy w komitywie. Doskonale rozumiał moje wizje i pięknie je przelewał na papier. Z ołówkiem też było o tyle łatwiej, że ma super lojalną siostrę gumkę, która w razie czego zamazywała ślady zbrodni, a ołówek stawał się dalej perfekcyjny.

Totalnie wsiąknęłam w rysowanie. Do tego stopnia, że z osiedlowej biblioteki wypożyczałam wszystkie dostępne książki o nauce rysowania.

Rysowałam kiedy mogłam. Musiałam to jednak robić po kryjomu, ponieważ bałam się publicznej oceny. I miałam rację.

Moja mama znalazła wypożyczone książki i została wtedy pierwszym podcinaczem skrzydeł w moim życiu.

Słyszałam takie słowa jak: do tego trzeba mieć talent; szkoda na to czasu; weź się do porządnej nauki, żebyś miała porządna pracę; przestań zajmować się głupotami; nie masz 5 lat, żeby rysować; na tym nie zarobisz itd, itd. Na moją informację, że chciałabym iść na ASP raz wybuchała śmiechem, raz popadała w furię.

Skończyło się płaczem i rzuceniem wszystkiego w diabły!

Później była jeszcze jedna podobna próba podejścia do tematu rysunku, ale skończyła się dokładnie tak samo.

Walka o marzenia

Po przeczytaniu kilku notek na Los Grafikos poczułam smutek i zawód. Zawód na własnej osobie. Że tak łatwo dałam spalić swoje marzenia, bez podjęcia walki. Gdybym jednak rysowała, uczyła się w tym kierunku, kto wie gdzie bym teraz była. Nawet, jeżeli w tym samym miejscu co teraz, to przynajmniej wewnętrznie, duchowo spełniona.

Ludziom tak łatwo przychodzi odzieranie nas z marzeń. Wydaje im się, że mają przyzwolenie na mówienie nam jak mamy żyć. Bo są starsi, doświadczeni życiowo, mądrzejsi, nie jedno już widzieli. I młody człowiek im zaufa. Bo czemu nie? Mama nie ma racji? Mama zawsze ma rację.

Tak mi się przynajmniej wydawało. Wtedy.

Dziś wiem, że za marzeniami trzeba gonić. Nawet jeśli wydają się głupie i naiwne. Tylko one są w stanie doprowadzić nas do szczęśliwego, spełnionego życia. Tylko wtedy, jeżeli się sparzę będę wiedzieć, że nie chcę więcej.

Teraz tego nie wiem. Mogę jedynie gdybać.


Nie mam dziś nastroju.  Ludzie, którzy zabijają nasze marzenia, powodują w moim sercu ogromny smutek.

 

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)