zycie

Strach przed życiem.

Ciekawa jestem, czy podobnie do mnie znacie ludzi, którzy boją się życia. Jak w ogóle można bać się życia? Co to za życie, żeby jak najmniej w nim przeżyć? Rozumiem ludzki strach. Ale serio, przed życiem? Ja boję się śmierci.


Ostatnio na mojej drodze pojawiła się osoba, ale nie jedna, czy dwie. Więcej osób. Powiedziałabym nawet, że całkiem spora grupa ludzi, którzy boją się żyć.

Zastanawiacie się pewnie co mam dokładnie na myśli. A więc chodzi o to, że ludzie Ci żyją w odgórnie narzuconych systemach. Nie żyją po swojemu, nie żyją według własnej, wewnętrznej prawdy i ideologii. Żyją tak jak wypada i tak jak oczekuje tego od nich społeczeństwo.

Jestem socjologiem i wiem, że w swoim życiu każdy z nas nakłada niejednokrotnie maski. Nie jedną role społeczną w życiu wykonujemy. Często te role kłócą się ze sobą np. rola matki i rola striptizerki w nocnym klubie. To tak na dość dosadny przykład. Jednak może to być zupełnie coś innego np. rola matki i rola kobiety spełniającej się zawodowo (karierowiczki). Te role, także w niejednym miejscu będą się nakładać i gryźć. Bo czasem trzeba zdecydować, czy dzisiejszy wieczór poświecę dziecku, czy na dokończenie ważnego projektu.

Wydaje mi się jednak, że prawdziwy wewnętrzny konflikt pojawia się dopiero wtedy, gdy rola społeczna, która została nam nadana kłóci się z naszym JA. Z tym co naprawdę czujemy, myślimy, kiedy ściągamy wszystkie z naszych masek i jesteśmy wolni od pełnionych ról. Kiedy nikt od nas niczego nie oczekuje.

I powiem Wam, że ludzie nie potrafią tak żyć. Nie potrafią być po prostu sobą w każdej sytuacji: bo nie można, bo nie wypada, bo co ludzie powiedzą, bo się BOJĘ. I kiedy spotykają na swojej drodze człowieka, który nie zastanawia się nad tym, co by było gdyby, tylko żyje z dnia na dzień nie martwiąc się o jutro, widzą w nim kogoś kto mógłby odmienić ich los. Pomóc im, w ich życiowych dylematach.

Nie rozumiem tego. I kiedy widzę takich ludzi wpatrzonych we mnie jak w święty obrazek, bo ja się niczego nie boję to jest mi żal. Bo są zamknięci we własnych klatkach z których nie potrafią się wydostać. Mimo, że one nie są zamknięte na klucz, wystarczy popchnąć drzwi. Ale jednak obawa przed tym co jest poza klatką jest silniejsza, niż życie tak jak wypada.

A tak naprawdę poza tym czeka lepsze życie, pełniejsze, smaczniejsze, swojskie, indywidualne i mogłabym tak wymieniać bez końca. Naprawdę warto być sobą w 100%. I dziś nie zamieniłabym tego na żadne więzienie.

Często praca jest takim hamulcem wśród wielu ludzi. Z obawy, że ją stracą. A ja uważam, że skoro nie mogą w niej być sobą i nie mogą wyrażać swojego zdania to to nie jest w żaden sposób rozwijająca praca. Bo co z tego, że zarabiam coraz więcej i coraz wyższe mam stanowiska, skoro nie pozwala mi się samodzielnie myśleć w tych najprostszych sprawach jak np. relacje między współpracownikami, czy szef, a podwładny?

Polecam Wam uwolnić się z własnych prywatnych klatek.

Ja chcę żyć. Bo nie mam nic do stracenia, oprócz życia.

A Ty?

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)