pomagać

Pomaganie na pokaz – czyli jak deprymujemy pomagających

Z pomaganiem w przestrzeni publicznej jest jeden problem. Kiedy o tym mówimy, możemy zostać posądzeni o pomaganie na pokaz.

Ponieważ nie jesteśmy w stanie określić czyichś powodów i intencji, dużo łatwiej ocenić nam z góry, że są one złe i osoba, która pomaga i mówi o tym, na pewno chce coś na tym ugrać dla siebie.

Jednak tak naprawdę, w ilu przypadkach to może być prawdą?


Pomaganie innym – piękny temat, który siłą rzeczy powinien nas łączyć, a dzieli społeczeństwo. Na niczym nie potrafimy zostawić suchej nitki. Nawet w sprawie pomagania musimy deprymować się wzajemnie i oceniać swoje decyzje. W końcu to przychodzi dużo łatwiej niż próba zrozumienia.

Wielu z nas mówi: pomagać powinno się po cichu. Czy aby na pewno?

Wyobrażenia vs Rzeczywistość pracy w Fundacji

Początkowo, kiedy chciałam pokazywać na blogu, że formy pomocy mogą być różne i możemy pomagać w taki sposób, jak nam odpowiada, w zgodzie ze sobą, nie sądziłam, że pomaganie może być tematem kontrowersyjnym. To wyszło jakoś z czasem, kiedy zaczęłam zagłębiać się w ten temat i zobaczyłam, jak wiele instytucji i osób musi odpierać zarzuty i ataki, że zarabiają na niewinnych osobach.

Co tu dużo mówić. Między jednymi studiami a drugimi (może ktoś tu jeszcze pamięta, że zanim poszłam na socjologię, studiowałam chwilę pielęgniarstwo) miałam sposobność pracować kilka miesięcy w jednej z fundacji pomagającej niepełnosprawnym dzieciom. Pracowałam tam tylko kilka miesięcy, ponieważ nie mogłam odnaleźć się w tym miejscu. Po doświadczeniach, jakie tam zebrałam, mogłabym powiedzieć, że faktycznie być może nie każda fundacja pracuje, tak jak bym chciała, po mojemu. Jednak czy po mojemu, znaczy lepiej? Niekoniecznie.

Zrezygnowałam z tamtej pracy, bo inaczej wyobrażałam sobie fundację. Fundacja równała się dla mnie z ogromną chęcią i potrzebą pomocy innym. Wydawało mi się, że to podopieczni fundacji są najważniejsi, ale zapomniałam w tamtej chwili, że fundacja to także biznes, a czynnikiem, który zawsze pierwszy zawodzi – są ludzie. I mnie właśnie Ci ludzie pracujący w fundacji zawiedli najbardziej.

Dzisiaj nie patrzę już na to wszystko tak jednoznacznie. Może wtedy za szybko postawiłam na nich krzyżyk? Może trafiłam na gorszy moment w czyimś życiu? Nie chcę dzisiaj nikogo wybielać, ale nie chcę też nikogo pochopnie osądzać.

Po tamtej pracy miałam okazję w swoim życiu poznać inne osoby pracujące w fundacjach i przekonałam się, że może być inaczej, z sercem, z większym zaangażowaniem, po prostu bardziej po mojemu. Z nastawieniem na drugiego człowieka, tego, któremu potrzebna jest pomoc. Czasem trzeba postawić sobie priorytet.

Dla mnie oczywiste było, że w pracy w fundacji jest nim drugi człowiek, ale okazało się, że może to być także biznes, a w konsekwencji dobrze zarabiającego biznesu dopiero pomoc innym. Czy to jest takie złe w 100% skoro w konsekwencji i tak ta pomoc do kogoś trafia? Zresztą, nawet jeżeli intencje nie są dobre (nie pochwalam tego, żeby było jasne), to w konsekwencji i tak ktoś otrzymuje pomoc, więc może warto spojrzeć na to w szerszym kontekście? Coś tam sobie ugrał, ale też do kogoś została wyciągnięta pomocna dłoń, więc nie jest aż tak źle… Tylko czy taka fundacja zarabia na nas? Ich pensją są nasze pieniądze, które wysyłamy na podopiecznych? No właśnie. Łatwiej by było, gdyby wszystko było transparentne.

Prowadzenie fundacji budzi wiele kontrowersji i pojawia się wokół niego wiele niewygodnych pytań, ale ja zawsze będę uważać, że to jeden ze szlachetniejszych biznesów, jaki można prowadzić – nawet jeżeli ktoś pokaże mi fundacje, które wykorzystują dobro innych. Wszędzie ludzie i ich pobudki są różne, ale to nie znaczy, że stanowią większość Ci z tymi nieczystymi.

Przecież mam też swoje nie do końca pozytywne doświadczenia i wiem, że są sytuacje, w których wiele osób chce zarobić na pomaganiu innym, albo ich intencje nie są do końca szczere (bo pomagają, żeby ocieplić swój wizerunek w mediach), ale to tylko niewielka część, dlaczego więc tak łatwo wszystkich mierzymy tą złą miarą? Nie lepiej wychodzić z założenia, że wszyscy są z natury dobrzy? Wiem, że to trudne, ale może moglibyśmy spróbować?

 

Pomaganie na pokaz

Pokazujesz publicznie, że pomagasz? Mówisz o tym? Musisz liczyć się z tym, że część naszego społeczeństwa zarzuci Ci, że robisz to na pokaz i wcale nie zależy Ci na dobru innych.

Czasem też potrafimy dokuczać innym, z powodu tego, komu pomagają. I tego nigdy nie zrozumiem. Ile razy słyszałam, że “wszyscy teraz pomagają zwierzętom, a nikt nie chce pomagać dzieciom”, albo “zamiast wspierać fundację (w zamyślę “złodziei”) pomóż lepiej swojej sąsiadce za ścianą”. Każdy jest najmądrzejszy. Każdy powie Ci nie tylko jak, ale i komu powinieneś pomóc. I to jest straszne. Skoro i zwierzęta, i rodziny, i dzieci, i emeryci potrzebują pomocy, mam prawo do tego, by samemu zdecydować komu chcę pomóc i jak chcę to zrobić (czy przez swoją obecność, zrobienie zakupów, nagłośnienie jakiejś sprawy czy przekazanie pieniędzy).

Nie daj sobie nigdy umniejszyć swojego pomagania. Działaj w zgodzie ze sobą. A jak ktoś mówi, że ważniejsze jest pomaganie starszym, a nie zwierzętom – niech sam to zrobi, jeżeli tak czuje. Różnimy się i to jest piękne i dzięki temu, że jesteśmy różni, możemy wspierać wszystkich, tych, których los jest nam najbliższy.

Trudno dzisiaj wsłuchać się w głos wywodzący się z głębi siebie, kiedy wokół tylu doradców, ale to ważne, bo tylko takie pomaganie da nam 100% satysfakcję, że zrobiliśmy coś dobrego i to w zgodzie ze sobą. To napędzi też nas do dalszego pomagania.

Pomaganie na pokaz – zalety i wady

O wadach pomagania nazwijmy to “na pokaz” już wspomniałam. Kiedy mówisz o tym, że pomagasz, zarzucą Ci, że robisz to z nieszczerych intencji, chcesz coś na tym ugrać, ocieplić swój wizerunek i tak dalej. Wystawiasz się na ocenę, która może być nieprzychylna i może Ci się nie spodobać.

Ale z drugiej strony pomaganie “na pokaz” ma jedną ważną zaletę, która według mnie przysłania wady całkowicie: możesz zainspirować kogoś do pomagania. Jeżeli chociaż jedna osoba, która zobaczy, jak pomagasz, zrobi to samo – to uważam, że warto. Warto wysłuchać tych wszystkich niedowiarków, którzy zarzucą Ci nieszczerość, jeżeli tylko ktoś da, a ktoś inny otrzyma pomoc w wyniku Twoich działań.

Według mnie inspirowanie innych i pokazywanie, że da się pomóc (nawet jak ma się mało czasu, albo mało pieniędzy), jest ważne i nie każdy, kto mówi głośno o tym, gdzie i jak pomaga, ma złe intencje.

 

Dużo lepiej żyłoby nam się, gdyby każdy to rozumiał i nie oceniał tak łatwo. Jak sądzisz?


Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)