Pol’and’Rock 2019 – wyobrażenia vs. rzeczywistość

Odkąd byłam nastolatką, marzyłam o tym, żeby pojechać kiedyś na Woodstock (dziś Pol’and’Rock).

Wcześniej nie było możliwości, potem to pragnienie gdzieś ucichło, by pobudzić się znowu na początku tego roku za sprawą kilku osób. Spojrzałam na siebie i pomyślałam: jak nie teraz, to kiedy?

I tak w wieku 30 lat wybrałam się po raz pierwszy na Pol’and’Rock Festiwal 2019.


To ciekawe, że jak tylko się tam pojawiłam, od razu dostałam masę pytań, jak jest, jak mi się podoba, czy warto… Co pokazuje, że nie tylko ja zastanawiałam się jak ten Pol’and’Rock wygląda od środka. Bo wiele można o nim usłyszeć w mediach, ale być tam, zobaczyć i przeżyć to po swojemu – to zupełnie inne bajka…

Dzisiejszy post to nie oczekiwania vs. rzeczywistość, a wyobrażenia vs. rzeczywistość. Chciałabym, żebyście już na początku zwrócili uwagę na tę różnicę, ponieważ wybierając się na darmowy festiwal, ja naprawdę nie mam dużych oczekiwań. Fajnie jak można załatwić swoje podstawowe potrzeby: fizjologiczne, zjedzenia czegoś i potrzebę bezpieczeństwa. Z resztą jakoś dam radę. Co innego jednak z wyobrażeniami, które przecież zawsze jakieś się ma, szczególnie jadąc na wydarzenie, które trwa już od 25 lat.

 

Pol’and’Rock 2019 – wyobrażenia vs. rzeczywistość

Przez cały pobyt w Kostrzynie nad Odrą targały mną różne emocje związane z festiwalem. Moje wyobrażenia mocno zgrzytały z tym, co spotkałam na miejscu. Raz na plus, innym razem na minus – co powodowało, że przez cały wyjazd nie mogłam jednoznacznie wyrazić swojej opinii na temat festiwalu.

Myślę, że powinnam na wstępie wspomnieć, że Pol’and’Rock to drugi festiwal, który zaliczyłam w tym roku. Parę miesięcy temu miałam okazję być na Festiwalu Wibracje, a swoją opinię o nim zamieściłam między innymi tutaj.

Trudno byłoby oceniać Pol’and’Rock bez odniesienia do moich festiwalowych doświadczeń, dlatego może moja opinia też jest, jaka jest. Bardziej analizująca i porównywająca.

Zacznę więc może od tych złych doświadczeń. Minusów, które nie pozwalały mi 100% cieszyć się festiwalem. To te momenty, które chwilami gdzieś uwierały, jak kamyk w bucie.

Pol’and’Rock – nad tym warto popracować

Po pierwsze, i chyba najważniejsze: śmieci na każdym kroku. Nie jestem pedantką, a mimo wszystko tony śmieci na ziemi, po których chodziliśmy, nie dawały mi spokoju. W myślach cały czas miałam obrazy zalanych plastikiem oceanów, umierających od niego zwierząt i takie poczucie wstydu połączonego z zażenowaniem. Jeśli czasem zastanawiasz się, skąd biorą się śmieci w Oceanach, na ulicach, pod twoimi nogami – przyjedź na Pol’and”Rock i zobacz, że to nikt inny, jak właśnie człowiek jest za nie odpowiedzialny. I co więcej, ile jest w stanie ich wygenerować w tak krótkim czasie. Mimo że podobno uważamy się za najinteligentniejsze zwierzę na tej planecie, nie mamy problemu z zostawianiem śmieci pod swoimi nogami, rzucaniem ich gdziekolwiek, co moim zdaniem pokazuje nie tylko brak szacunku dla planety, ale także brak szacunku dla drugiego człowieka, który zaraz z tego samego miejsca będzie chciał skorzystać.

Po drugie, stan, w jakim bawiła się część festiwalowiczów, powodował, że nie czułam się tam do końca bezpiecznie, mimo ogromnej ilości osób z Pokojowego Patrolu. Wiem, że w regulaminie Festiwalu jest zakaz spożywania ciężkich alkoholi i narkotyków, ale niestety nie wszyscy do regulaminu się stosują i tu zaczyna się problem. Będąc na Festiwalu, miałam takie poczucie, że niektórym puszczają wszystkie hamulce i hulaj dusza, piekła nie ma. Dziś mam z Festiwalu obrazki, których nie chciałam zobaczyć, nie chciałam zapamiętać i co więcej, nie spodziewałam się ich. Mając porównanie do Festiwalu Wibracje, gdzie alkoholu nie było w ogóle, albo był w bardzo małych ilościach, festiwalowicze pokazali, że można bawić się spokojnie, bezpiecznie, w rodzinnej atmosferze. Na Pol’and’Rock nie czułam tego chilloutu. Ciągle byłam na czuwaniu, które odpala mi się, kiedy mam poczucie, że muszę jakoś mocniej zadbać o siebie i swoich bliskich w danym momencie. Ciężko więc mi się spało w nocy, nie mówiąc już o zrelaksowaniu się psychicznym.

Pol’and’Rock to ogromny darmowy Festiwal, który może nie powinien w szerszej perspektywie być porównywany do kameralnego Festiwalu Wibracje, na którego wstęp się płaci. Jednak mam poczucie, że na Wibracjach nie było przypadkowych ludzi, czego nie można powiedzieć o Pol’and’Rock i wydaje mi się, że to właśnie kwestia płatnego wstępu rozwiązała ten problem.

Z rzeczy uniwersalnych, które nie przechyliły szali na żadną stronę to: stan i ilość Toi Toi, brak pryszniców z ciepłą wodą (nie licząc płatnych, do których godzinami trzeba było stać w kolejce), duży teren festiwalu, co sprawiało, że nogi poczuły przebyte codziennie kilometry i bardziej śmieciowe niż zdrowe jedzenie. Tego wszystkiego jednak spodziewałam się i o dziwo, to wszystko było dla mnie ok. Traktowałam to jako nieodłączny element festiwalu, na który pisałam się, wybierając tam swoje cztery litery. Wiem, że kilka z tych rzeczy dla innych mogłyby być nie do pomyślenia, dla mnie mimo pewnego dyskomfortu były do zaakceptowania.

I to nie były rzeczy, które powstrzymałyby mnie przed ponownym wzięciem udziału.

Z tym jedzeniem to długa historia. Trzeba po prostu wiedzieć gdzie zjeść, żeby nie mieć rewolucji żołądkowej (jeżeli ktoś ma wrażliwy żołądek) i tutaj z pomocą przychodzą stali festiwalowicze… i wtedy da się przeżyć. 🙂 Warto też mieć swoje jedzenie i swoje przekąski, na ile jesteśmy w stanie zabrać je z domu i przechować pod namiotem tak, by się nie popsuły.

Pol’and’Rock – to mi się podobało!

No i plusy. To, co najlepsze zostawiam na koniec, ale nie dlatego, że jest to najmniej ważne. Wręcz przeciwnie. By na koniec pozostawić akcent pozytywny, bo w końcu Pol’and’Rock to nadal Festiwal, którego organizatorem jest Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i który jest podziękowaniem za wspieranie i działanie osób potrzebujących.

Pol’and’Rock to przede wszystkim cudowne miejsce, żeby pobyć na warsztatach, zdobyć wiedzę, posłuchać mądrych ludzi i pozastanawiać się nad wieloma ważnymi rzeczami w dzisiejszym świecie. Mnogość warsztatów, prelekcji, zabaw, spotkań – zrobiła na mnie ogromne wrażenie! Tematy zahaczające o bezdomność, tolerancję, zero waste, feminizm, bezpieczeństwo, literaturę, muzykę, prawa zwierząt. Gdyby tylko strefa ASP nie była pod górkę, byłoby dużo łatwiej dotrzeć na większość z tych ciekawych wydarzeń. 😉 

Pol’and’Rock to także muzyka. A może to muzykę powinnam postawić na pierwszym miejscu? I tu naprawdę Festiwal robi robotę. Słuchanie dobrej muzyki godzinami przed kilka dni i to do tego na żywo – niezastąpione! Do tego stopnia, że wyjątkowo na tym Festiwalu postawiłam na nocne koncerty, a nie poranne warsztaty. Czy żałuję? Niczego nie żałuję!

Organizatorzy zadbali o naprawdę dużą liczbę osób pilnujących bezpieczeństwa, o służby medyczne na miejscu, o strefy wolne od alkoholi (super, że to miało miejsce także pod sceną), o sklep Lidla na miejscu (który aktualnie robi furorę w sieci), dobre oznaczenia terenu i inne udogodnienia, żeby wszystko było na miejscu i wszystko było jasne.

Poza tym Pol’and’Rock to jakby nie patrzeć społeczność. Małe społeczeństwo, które dla mnie, jako socjologa było bardzo ciekawie obserwować i być jego częścią. 

Jednak przede wszystkim Pol’and’Rock to ludzie. Jeżeli masz to szczęście, że jesteś z fajnymi, podobnymi do Ciebie na poziomie wrażliwości ludźmi, masz szansę spędzić tam z nimi cudowny czas. Na rozmowach, śmiechach, grach i zabawach (Tak, Fitkola o Was mówię:D), na wspólnym skakaniu do ulubionych piosenek i zastanawianiu się wspólnie nad poruszanymi tematami na wykładach. 

I pod tym względem mój Pol’and’Rock był nad wyraz udany!


Dlatego, kiedy już rozbiłam moje wyobrażenia na temat tego festiwalu, następnym razem (jeżeli będzie następny raz) już wiem, czego się spodziewać i jak lepiej się przygotować. I przede wszystkim nie oczekiwać, że na Pol’and’Rock odpocznę fizycznie i psychicznie. Od tego są inne festiwale. Tutaj trzeba się bawić! 🙂

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)