Odkąd pamiętam, niosę na sobie ciężar innych ludzi.

Od powstania tego bloga zachęcam Was do większej empatii, zrozumienia i współodczuwania. Denerwuję się, kiedy zauważam jej brak

Dziś jednak chciałabym opowiedzieć o tej drugiej stronie medalu, o niekontrolowanej empatii, która niegdyś doprowadziła do tego, że nosiłam na sobie ciężar innych ludzi.


Kiedyś ktoś jest słabym mówcą, zazwyczaj bywa dobrym słuchaczem. Od zawsze słyszałam, że jestem dobrą koleżanką/przyjaciółką/znajomą, bo umiem wysłuchać, zrozumieć, nie oceniam, a nawet doradzę, kiedy jestem o to proszona.

Nieoceniania nauczyło mnie życie. Los nie raz ze mnie zakpił, pokazując bezczelność i zuchwałość innych osób. Odbiło się to na mnie na tyle, że dziś nie wyobrażam sobie z łatwością oceniać czyichś wyborów i decyzji. Wiem, że składowa jest bardzo szeroka i jakkolwiek wydawałoby nam się, że kogoś znamy – nigdy nie będziemy na jego miejscu. Nie poznamy do końca jego przemyśleń, dzieciństwa, doświadczeń, emocji i decyzji, jakie w całym swoim życiu musiał podjąć.

Im bardziej ktoś staje się mniej oceniający, tym bardziej bywa empatyczny. Do tego stopnia, że jest czasem w stanie (w pojedynczych przypadkach) współodczuwać nie tylko z poszkodowanymi, ale i z oprawcami, którzy popełniają czyny karalne z samej zemsty czy z poczucia niesprawiedliwości.

Odkąd pamiętam, niosę na sobie ciężar innych ludzi

Poruszam ten temat, bo bycie nad wyraz empatycznym, może wyniszczać. Przekonałam się o tym, przechodząc z innymi ich najtrudniejsze chwile i momenty, takie jak śmierć, wypadki czy choroby.

Kiedy jesteś dobrym słuchaczem, ludzi ciągnie do Ciebie. Będą opowiadać Ci o swoich problemach i wypuszczać nieco bólu w eter, aby się go pozbyć. Empatyczne osoby z chęcią przyjmują ten ciężar i starają się pomóc. Czują się z tym dobrze. Chcą, żeby inni mogli na nich liczyć i chcą pomagać. Problem jednak zaczyna się w momencie, kiedy sami nie potrafią z siebie zrzucić tego ciężaru i noszą go ze sobą. 

Takie osoby nazywamy w różny sposób: Wysoko Wrażliwe, bardzo empatyczne, usłużne. To właśnie te osoby poznasz po tym, że będą płakać razem z Tobą, cieszyć się z Twoich sukcesów, ale i niestety bywa, że zamartwiać się Twoimi problemami, kiedy zostają już z nimi sami w czterech ścianach.

 

Problemy osób Wysoko Wrażliwych

Czytałam ostatnio, że z tym problemem zmagają się także Ci bardziej współodczuwający psycholodzy i psychiatrzy, którzy co jakiś czas sami muszą wybierać się na terapię, która pozwala im nie przywiązywać się do problemów swoich słuchaczy, bo wtedy przestają być obiektywni i pomocni i ich praca traci po prostu na znaczeniu.

W moim życiu również bywało, że nosiłam na sobie ciężar innych ludzi. Martwiłam się tym, jak sobie poradzą. Nawet kiedy robiłam wszystko, co w mojej mocy, by pomóc – dalej zastanawiałam się, czy to wystarczająco. Szczególnie jeżeli były to bliskie mi osoby. Wtedy jeszcze bardziej przejmowałam się ich losem i przeżywałam ich ból razem z nimi.

Kiedy jednak miałam za dużo swoich problemów, a jeszcze przejmowałam się innymi – czułam się bardzo przytłoczona. Dopóki nie otrząsnęłam się i nie zrozumiałam, że empatia to piękna cecha, którą kocham w sobie, ale muszę na nią uważać, bo bywa zwodnicza. Nie jestem w stanie ocalić całego świata. Najważniejsze to zdać sobie sprawę, że nie jestem w stanie nawet czasem ocalić życia jednego człowieka. 100% wpływ mam jedynie na swoje.

Mogę podać pomocą dłoń czy służyć ramieniem, kiedy ktoś płacze, ale tylko i… aż tyle. 

Niosąc na sobie ciężar doświadczeń innych ludzi, można nie tylko popaść w depresję, ale także zapomnieć o sobie i po prostu kolokwialnie mówiąc: zamęczyć się.

Każdy ma swoją historię i każdy ma swój ciężar do niesienia. Póki jest lekki to dobrze, niech jak najdłużej taki będzie, ale póki życie dowala Ci kolejne kilogramy na plecy – musisz coś z nimi zrobić, ale jednego nie rób na pewno. Nie ważne jak Wysoko Wrażliwy jesteś – nie dokładaj sobie ciężaru innych osób. Niech Twoje współodczuwanie będzie Twoją zaletą, a nie upośledzeniem. Niech Twoje współodczuwanie nie przejmie nad Tobą kontroli.

Wiem, że to trudne. Wiem, że granica bywa nieraz bardzo cienka i łatwo ją przekroczyć, bo sama z tym nieustannie walczę, ale wiem też, że moje zdrowie i samopoczucie w tym momencie jest najważniejsze!

Kiedy więc czujesz, że zaczyna Cię coś przygniatać i za dużo myślisz o tym, jak poradzą sobie inni – mam dla Ciebie tylko jedną radę. Wyciągnij pomocną dłoń, a potem zrób krok w tył i skup się przede wszystkim na sobie. Nabierz dystansu i dopiero wtedy wróć z podwójną siłą do pomocy.

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)