praca

Zdjęcie za link – czyli o urokach pracy twórcy internetowego.

Praca twórcy internetowego, nie zawsze jest kolorowa, choć może wydawać się zupełnie inaczej.

Dzisiaj gościnnie zaprosiłam Martę, która opowie o swoich negatywnych doświadczeniach związanych z pracą twórcy internetowego.


Marta Ostrowska

 

Pasjonatka Łodzi i właścicielka bloga “Fabryczna”, na którym opowiada o swoim mieście. Od kilku lat zajmuje się fotografią. Zafascynowana światem mediów społecznościowych. Kocha koty, uwielbia otaczać się roślinami.

 

Wszystkie zdjęcia, które pojawiły się w ramach wpisu są autorstwa Marty.

 

 


Praca twórcy internetowego jest fajna.

Jest twórcza – piszesz lub robisz zdjęcia, wyrażasz się, poruszasz jakieś tematy, przekazujesz innym, jak postrzegasz rzeczywistość.

Jest rozwojowa – samemu decydujesz jakich spraw się podejmujesz i w jakim kierunku idziesz.

Taka praca potrafi dać wiele satysfakcji i jest ciekawym sposobem zarówno na życie, jak i na poznanie otaczającego nas świata. Niestety. Jak to w każdej pracy bywa, taka z pozoru łatwa i przyjemna praca ma też swoje wady, które ostatnio dają mi dużo do myślenia i zwracają uwagę na poważny problem.

 

Uroki pracy twórcy internetowego.

Prowadząc internetową działalność, pojawiam się tu i tam, robię zdjęcia i piszę. Treści publikuję na blogu i w mediach społecznościowych. Piszę o tym, co mnie cieszy, smuci, denerwuje lub rozbawia. Piszę też o innych ludziach, o ich działalnościach lub produktach. Oczywiste jest, że skoro coś/kogoś pokazuję, to składane są mi propozycje współpracy. Jest to bardzo miłe, świadczy przecież o tym, że ktoś chce być u mnie pokazany – ale to, co jest tak miłe, paradoksalnie przysparza mi najwięcej trudności. Dlaczego? Ano dlatego, że chodzi tu o wynagrodzenie, a wiadomo przecież, że ostatnio najchętniej wynagradza się w barterach i linkach.

Barter znany jest ludzkości od dawien dawna. Wymiana barterowa jest opłacalna – przy niewielkiej (lub prawie żadnej) inwestycji możemy sporo zyskać. Na przykład w sytuacji “promocja za promocję” czyli ja piszę o tobie, ty piszesz o mnie. Drugą i jeszcze bardziej popularną formą zapłaty za pracę twórcy internetowego są linkowania. Są proste do obgadania i szybkie do realizacji, bo nie wymagają pisania o twórcy lub o jego pracy.

Wszystko ładnie pięknie, ale zaczyna mnie niepokoić fakt, jak bardzo powszechne stały się już takie formy zapłaty za czyjeś dzieło.



Czy praca za pieniądze nie jest już możliwa?

W ostatnim czasie odnotowuję bardzo duży wzrost propozycji współpracy za barter lub linkowanie, i  wprost proporcjonalnie do ilości takich ofert rośnie moja irytacja.

Czy to jest jakiś łódzki trend? Czy cały świat już tak działa? Zdjęcie za linkowanie. Galeria zdjęć za linkowanie. Napisz o mnie, a ja napiszę o tobie.

I teraz tak… barter jest fajny, obydwie strony na tym zyskają, ale jedynie promocję, która niewątpliwie jest potrzebna, niestety jak wiadomo, z samej promocji twórca nie wyżyje. Linkowania są OK. Czasami. Czasami można się podpromować u kogoś, ale nie można bazować tylko na tym i każdych zdjęć udostępniać innym za linkowanie. Jeśli ktoś jest początkującym twórcą, takie korzyści są dla niego na wagę złota, jeśli zajmuje się tym już kilka lat, nie zawsze zadowoli go taka forma docenienia. 

Oferty współpracy są różne. Nie traktuję wszystkich tak samo. Jeśli zgłosi się do mnie osoba, która sama, na własną rękę tworzy wielką inicjatywę, wkłada w nią ogrom swojej pracy i tylko swój budżet, zawsze chcę pomóc w promocji. Frustracja natomiast pojawia się wtedy, gdy o współpracy rozmawiam z firmami, które zatrudniają po kilkanaście pracowników, a na marketing nie przeznaczają żadnego budżetu. Gdy od takiej firmy dostaję propozycję zrobienia np. fotorelacji lub napisania tekstu, to wiecie, co to dla mnie oznacza? Dokładnie to, że ja włożę w zadanie moją pracę, a firma będzie dowolnie z niej korzystać, podając mnie jedynie za autora – na swojej stronie internetowej doda linka do mojej strony, lub na swoim fanpage doda znacznik do mojego fanpage. Tyle.

Nie uważam, żeby to było w pełni uczciwe.

 

Napracuj się i zostań… niedocenionym.

Największym hitem, jak do tej pory, była super intratna propozycja współpracy, która polegała na zrobieniu przeze mnie fotorelacji z wydarzenia, trwającego 4 weekendy z rzędu, promowanie w ciągu miesiąca wydarzenia na facebooku, instagramie, oraz oczywiście pisanie postów na bloga. Stawka była żadna. Zaoferowano mi promocję, w postaci podpisania autora prac.

Współpracy  nie podjęłam, nie dlatego, że nie zależało mi na promocji, bo promocja zawsze dobra, ale dlatego, że firma miała takie, a nie inne podejście i zupełnie nie szanowała ogromu mojego czasu, który musiałabym w tę pracę włożyć. To się chyba nazywa wyzysk. Inaczej tego się nazwać nie da.

Najbardziej oczywiście znam swoje własne “podwórko” czyli sytuację łódzką, ale od znajomych blogerów z innych dużych miast nieraz dostawałam info, że tam sytuacja wygląda inaczej. Tam częściej są stawki wyjściowe, tam częściej są konkretne propozycje finansowe, można je modyfikować, można się trochę potargować. W Warszawie takimi sprawami często zajmują się agencje marketingowe, u nas najczęściej jeden z pracowników firmy. Czuję się z tym niezbyt komfortowo i trochę niesprawiedliwe. Może to u nas taka mentalność?



Z czego wynika niedocenienie pracy twórców internetowych?

Zastanawiałam się, z czego to wynika i znalazłam kilka przyczyn.

Po pierwsze, wszyscy widzą jedynie gotowy efekt pracy twórcy/blogera, nie są w stanie zauważyć ani w żaden sposób zmierzyć tego, ile czasu poświęca on na przygotowanie treści. Bardzo łatwo jest więc zaproponować tylko promocję. 

Po drugie, twórcą internetowym może zostać każdy. Wystarczy posiadać komputer z podłączonym internetem i umieć pisać (w sumie nawet nie trzeba umieć, wystarczy to robić) lub mieć aparat fotograficzny i umieć robić zdjęcia (w sumie nawet nie trzeba umieć, wystarczy to robić). Trzeba założyć bloga/stronę internetową. I tutaj właściwie kończą się wymagania. Dlatego twórców, którzy piszą i dodają zdjęcia jest wielu, niestety wielu z nich nie bardzo docenia swoją własną pracę i bardzo często oferuje jej efekty za promocję lub linkowanie. Im więcej takich osób jest na rynku, tym trudniej będzie wynagrodzić tych, którzy podają konkretne ceny za swoje dzieła.

Nie wiem, czy Wy też spotkaliście się z takim podejściem: “Po co mam komuś płacić skoro ten zrobi to za darmo, wystarczy, że go oznaczę na fejsie”. Ja się spotkałam. Przeraziło mnie to. Temu, który był oznaczony to pasowało, bo miał #fejm, ale to paskudnie wpływa na przyszłe współprace zarówno jego, jak i innych.

Po trzecie, duże portale czy strony na facebooku “święcą przykładem”. Jeśli bardzo znany fanpage stosuje praktykę pobierania zdjęć z innych fanpage (bez pytania) i publikowania ich od siebie z dysku, bez wyraźnego i dobrze widocznego wskazania autora pracy, wielu ludzi myśli, że to jest dobre.

Tymczasem do tego typu akcji przeznaczona jest funkcja “udostępnij” i czyjeś prace powinno się udostępniać, a nie zapisywać u siebie i publikować jeszcze raz. Takie praktyki służą zwiększeniu swojego zasięgu, a nie zasięgu twórcy. Wygląda to trochę jakby czyjąś pracę traktowano jak swoją własną. Moim zdaniem takie sytuacje absolutnie nie powinny mieć miejsca, chyba, że za wcześniejszym porozumieniem obydwu stron. Skoro magazyny płacą dziennikarzom za teksty, dlaczego czyjeś zdjęcia bez pytania lądują w innych miejscach? Bo zdjęcie opublikowane na facebooku jest własnością facebooka i każdy może nim dysponować? Owszem, może, ale czy powinien?



Ostatnio zwykło się mawiać: “Takie mamy czasy”, “Teraz się tak robi”, mnie to nie przekonuje. Praca twórcy internetowego, niezależnie od tego, jakiej dziedziny dotyczy, i niezależnie od zachodzących zmian cywilizacyjnych, powinna być w sieci odpowiednio doceniana.

Sposób, w jaki zapłacimy twórcy, należy realnie dostosować do jego zasięgów, jego potencjału i jego nakładu pracy, a nie do swojego widzimisię.

Wydawać by się mogło, że wszyscy to wiedzą, dlaczego więc coraz trudniej jest to wprowadzać w życie?

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)