tv

Moja rezygnacja z telewizji.

Miesiąc temu rozpoczęłam swoje prywatne wyzwanie, zamienienia telewizji na inne przyjemności życia codziennego. Co z tego wyszło? Co się zmieniło przez ten miesiąc? Zaraz Wam to wszystko opowiem.


Przede wszystkim ten miesiąc tak szybko strzelił, że strach mnie bierze, że jutro się obudzę i będę już na serio stara- mimo, że i tak najmłodsza już nie jestem. Tyle mam planów, rzeczy do zrobienia, tyle miejsc do zobaczenia, tyle momentów do przeżycia, a czas ucieka w zastraszającym tempie.

Przerażające.

Ale by nie zbaczać z tematu, pomówmy o moim wyzwaniu, o którym pisałam miesiąc wcześniej, a który dotyczył odstawienia telewizji na najbliższy miesiąc. Kto go nie czytał, może to nadrobić teraz, tutaj.

Łatwiejsze początki

Mimo, że mówi się, iż to początki są najtrudniejsze, u mnie było zupełnie inaczej. Początki były najłatwiejsze. Może też dlatego, że miałam dość telewizji i chciałam się od niej odciąć na jakiś czas. Miałam silną motywację na robienie innych rzeczy, które to właśnie ze smakiem czyniłam.

Miesiąc ten był obfity w wiele nowości dla mnie i mojego otoczenia. Otóż czas wolny poświęciłam na wyszukiwaniu nowości kulinarnych np. upichciłam kotlety z soczewicy, ale także na robieniu (pierwszy raz w życiu!) różnego rodzaju przetworów. Więc niektóre wieczory, zamiast przed telewizorem, były spędzane w kuchni.

Przyznaję sobie +5 punktów do umiejętności gotowania.

Więcej też miałam czasu na czytanie książek, które piętrzą się w kolejce oraz na spotykanie się ze znajomymi- chociaż to było zawsze dla mnie priorytetem, więc niezależnie od wyzwania, czas spędzony z innymi ludźmi nie uległ zmianie.

I w zasadzie to by było na tyle, jeżeli chodzi o przyjemności.

Resztę czasu wolnego spędzałam na wnikliwszych pracach domowych, typu sprzątanie, czy np. porządki w szafkach- które również udało się zrobić.

Trochę więcej czasu, także poświęciłam mojemu blogaskowi, rzeczy najważniejszej, o której nie mogłabym zapomnieć w tym miejscu.

Trudniejsze zakończenie

Kiedy podczas pierwszych 2 tygodni nie ciągnęło mnie do telewizji, w trzecim tygodniu zaczęło mi jej trochę brakować.

Szczególny problem miałam w sobotnie i niedzielne poranki. Ponieważ zawsze jadałam śniadanie przy programach śniadaniowych i naprawdę odczuwałam ich brak. Kilka razy zdarzyło mi się włączyć telewizor w tym czasie, jednak tylko na czas spożycia posiłku. Następnie wyłączałam, nie oglądając do końca.

Niektórymi popołudniami byłam tak zmęczona, że miałam ochotę po prostu włączyć telewizor i patrzeć na głupoty, żeby tylko zresetować swój mózg.

Powstrzymywałam się jednak- czasami włączałam sobie w Internecie, jakiś program, tez nie wymagający intensywnego myślenia, ale taki, który niegdyś oglądałam regularnie; albo najczęściej po prostu kładłam się spać i ucinałam sobie godzinną drzemkę. Wtedy zbierałam siły na zrobienie tego wieczoru, jeszcze czegoś konstruktywnego.

Częściej też bywałam na świeżym powietrzu.

Słabsze dni

Niestety zdarzały mi się dni, kiedy miałam wszystko w dupie łącznie z  moim prywatnym wyzwaniem. I np. wieczorem włączałam sobie telewizje i oglądałam do zaśnięcia. Takie dni miałam 3, może 4 przez cały miesiąc.

Nie jestem z nich dumna, wręcz jest mi trochę wstyd, że nie udało mi się nakłonić siebie do wyłączenia tego zjadacza czasu.  Jednak cieszy mnie to, że na skalę miesiąca i tak wypadło to nieźle. Zrobiłam wiele rzeczy, na które pewnie nie starczyłoby mi czasu, gdyby nie to wyzwanie. Ogarnęłam porządnie kilka spraw, które nade mną wisiały, uszczęśliwiając w ten sposób też inne osoby.

Zdarzało mi się także, włączać telewizor w celu słuchania muzyki, np. podczas wykonywania różnych czynności. Tego jednak nie zaliczam do swoich słabości, ponieważ nie siedziałam przed telewizją i nie wgapiałam się bezmyślnie w ekran.

Podsumowanie

Reasumując, rezygnacja z telewizji do jak najmocniejszego minimum, jest super sprawą i polecam każdemu. Sama zamierzam w tym trwać, tak, aby po prostu telewizja przestała być dla mnie rozrywką, a stała się wyłącznie skarbnicą wiedzy.

Jednak bez znacznej surowizny. Podejrzewam, że dalej pozostanę, przy porannym spożywaniu śniadania, w weekend z telewizją. Bo po prostu to lubię. I czuję, że to mój czas. Podobnie może być w tych dniach, w których nienawidzę świata i mam ochotę po prostu się wyłączyć.

Jednak podczas wieczorów, w których nie będę miała pomysłu na spędzenie wolnego czasu, na pewno nie zgodzę się na włączenie telewizji: “bo może coś się znajdzie”. Bo wiem, że jak się mocno chce, to można wymyślić coś innego, nie ważne, czy nowego, czy starego, ale np. coś co przybliży nas do spełniania swoich marzeń. A jednego jestem pewna: na pewno nie jest tym telewizja.

Aha, i jeszcze jedno. Świadome wybory tak mocno cieszą, że naprawdę warto powalczyć trochę ze sobą i swoimi słabościami, dla samej satysfakcji z tego, że stajemy się świadomymi Panami swojego losu.

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)