Jak zrozumiałam minimalizm…

Jeszcze ponad pół roku temu nie rozumiałam idei minimalizmu i wydawała mi się grubo naciągana, zbędna, niepotrzebna. Skoro mnie na coś stać, to dlaczego mam sobie tego odmawiać?

Dzisiaj widzę to zupełnie inaczej.


Do idei minimalizmu popchnęły mnie dwie rzeczy. Jedna to traumatyczne przeżycia i strata bliskiej osoby. Przewartościowałam swoje życie i zrozumiałam, co jest w nim najważniejsze. Okazało się, że na rzeczy nie ma tam miejsca.

Druga rzecz natomiast to poczucie rzeczozmęczenia. Zmęczenie nadmierną ilością rzeczy w moim otoczeniu zrozumiałam po przeczytaniu tej książki. Bardzo Wam ją polecam. Wyjątkowo książka ta nie zachęca do minimalizmu (co na tamten okres bardzo mi się podobało). Czytając ten post, możecie zauważyć, jakie kiedyś miałam podejście do minimalizmu.

Dziś widzę, że można jednak połączyć minimalizm z doświadczaniem, zamiast kolekcjonowania – i znaleźć gdzieś w tym wszystkim swój złoty środek.

Jak zrozumiałam minimalizm

Dziś doskonale rozumiem, że do minimalizmu trzeba dojrzeć. Nie każdy jest na to gotowy i jestem to w stanie zrozumieć. Wychowani w latach PRL-u, czy odczuwający ich skutek na sobie, jesteśmy przywiązani do rzeczy i boimy się, że kiedyś ich zabraknie, więc wolimy chomikować, czy kupować na zapas, skoro akurat teraz nas na nie stać.

Dlatego uważam, że do decyzji o pozbyciu się większości rzeczy, których nie potrzebujemy i nie używamy, trzeba dojrzeć. Trzeba zrozumieć, że rzeczy w żaden sposób nas nie identyfikują i nie sprawiają, że stajemy się kimś lepszym. Owszem kiedyś oceniało się jaki samochód ma sąsiad i czy na pewno ja mam lepszy. Dzisiaj po tych, co masz, oceniają jedynie ludzie słabi i mali.

Świadomi rozumieją, że rzeczy to coś, co dzisiaj jest, a czego jutro może nie być. Wiedzą, że prawdziwa wartość człowieka leży daleko poza tym. W jego wnętrzu i postawie. Tym, jakim po prostu jest człowiekiem. 

Myślę jednak, że nie jesteśmy w stanie namówić nikogo na zmiany ku ograniczaniu rzeczy, dopóki dana osoba sama nie zrozumie i nie zechce tego zrobić.

 

Pierwsze kroki do minimalizmu

Pierwszym punktem zapalnym do zmian był film Minimalism: A Documentary About the Important Things. Po jego obejrzeniu od razu zabrałam się za zmiany, bo porządki to jednak zbyt mało powiedziane. Film bardzo dał mi do myślenia. Pokazał, że nie ma żadnego sensu pracowanie po godzinach, by zarabiać jeszcze więcej, tylko po to, by kupować jeszcze więcej rzeczy, które w żaden sposób nie dają nam szczęścia. Jedynie chwilowe, złudne podniesienie nastroju, które w konsekwencji opada i często po takich zakupach czujemy się jeszcze gorzej.

Chciałam więc spróbować i poczuć smak ograniczania rzeczy w swoim domu ku idei minimalizmu. Zobaczyć, czy pozbycie się ich nadmiaru oczyści nie tylko moją przestrzeń, ale przede wszystkim umysł. I tak się stało.

Zrobiłam kilka pierwszych kroków ku idei minimalizmu, ale cały czas mam wrażenie, że to za mało, że jeszcze wiele przede mną.

Minimalizm: moje pierwsze działania

1.Przejrzenie szafy łącznie z butami, chustami, czapkami, torebkami i sprzedanie oraz oddanie prawie połowy z nich. Co wcale nie było takie proste. Pozbycie się dobrych ubrań, które spokojnie nadają się do noszenia, nie jest rzeczą łatwą dla kogoś, kto ubrania lubi. Jednak poczułam, że potrzebuję rewolucji. Zrozumiałam, że tych rzeczy jest po prostu za dużo jak na jedną osobę i spokojnie mogą przydać się komuś bardziej potrzebującemu.

2. Przejrzenie szafek w kuchni: oddanie nadmiary kubków, miseczek, filiżanek i misek, które nie były potrzebne w tak dużych ilościach. Wyrzucenie przypalonych garnków i patelni. Sprzedanie tego, co w naszej kuchni okazało się zbędne: chlebaka, drugiej foremki na babeczki czy kolejnej na ciasto. Przejrzenie robotów kuchennych i sprzedanie, tych, których nie używamy. Przejrzenie zapasów pożywienia i wyjedzenie tego, co zalega w szafkach, zanim dokupi się nowe.

3. Porządki w łazience: dzięki porządkom w łazience zrozumiałam, że żadnych kosmetyków na ten moment mi nie brakuje, a zdecydowanie mam ich nadmiar. Misją jest więc zużywanie na bieżąco tego, co zalega w koszach: próbek, prezentów, nagród w formie kosmetyków i niekupowanie więcej, dopóki nie zużyję tego, co mam.

4. Pożegnanie się z rzeczami trzymanymi z sentymentu: kartki pocztowe, karteczki, listy od przyjaciół, zeszyty, moje prace DIY, których było za dużo i których nie byłam w stanie w żaden sposób wykorzystać.

5. Sprzedanie/oddanie rzeczy, które nie były aż tak potrzebne i bez których spokojnie można żyć, a zajmują tylko przestrzeń: gry planszowe, puzzle, maszynka do ubrań, nadmiar ramek na zdjęcia, nadmiar segregatorów, z których nikt nie korzystał, hantelki, koce, nadmiar pościeli itd., itd. Jestem pewna, że każdy z nas ma wiele takich rzeczy, których po czasie przestaje używać i tylko zabierają miejsce, bo może kiedyś się przydadzą. 

Zrozumiałam, że przy ograniczaniu rzeczy, ważne jest, aby podchodzić do nich na zasadzie: co jest mi potrzebne teraz, dzisiaj, a nie co będzie mi potrzebne za 2 miesiące, kiedyś, może kiedyś. To kiedyś może nigdy się nie nadejść, a my dalej pozostajemy w zagraconej przestrzeni.

Plusy, jakie widzę, po wprowadzeniu pierwszych zmian:

1. Sprzedaż rzeczy sprawia, że do naszego portfela trafiają nowe pieniądze. Jeżeli sprzedajemy rzeczy droższe, jak kanapa, aparat fotograficzny, drukarka to możemy naprawdę sporo zyskać. Jeżeli sprzedajemy rzeczy drobne, zarobek jest mniejszy, ale mimo wszystko mamy nieco więcej kasy, którą możemy odłożyć np. na wakacje. 

2. Oddawanie rzeczy sprawia radość na sercu, że komuś może się przydać coś, co u nas niepotrzebnie zalega. Dobry uczynek połączony z przyjemnością i poczuciem spełnienia. 

3. Rzeczy nagle dostają swoje miejsce. Kiedy pozbywamy się tych niepotrzebnych, nagle w szafkach robi się luźniej i nie ma problemu z szufladą “do wszystkiego”. Każda rzecz znajduje swoje nowe miejsce.

4. Mała przestrzeń nagle okazuje się wystarczająca. Ludzie mają tendencję do mówienia: mam za mały dom, za małe mieszkanie, nie mieszczą mi się rzeczy. Tak naprawdę to jest problem z metrażem mieszkania, tylko z nadmiarem rzeczy, które nazbierali. Gdy chociaż 1/3 z nich się pozbędziemy, okazuje się, że nasza “mała” przestrzeń – okazuje się 100% wystarczająca. 🙂


To na razie początek tego, do czego dążę w przyszłości. Minimalistyczna łazienka, kuchnia bez zbędnych przedmiotów, duży pokój, w którym czuć wolność i bardzo prosta sypialnia. Szafa, w której każda rzecz do siebie pasuje i wymienienie rzeczy na mniejsze, tych które dziś wydają mi się za duże, jak np. stół, łóżko, czy inne meble.

Wszystko przede mną, ale nie nakładam na siebie zbyt dużo od samego początku. Powolne zmiany, krok po kroku, tak by nie stracić motywacji, a zarazem nie przeżyć szoku dużym zmian.

A jak u Was wygląda sprawa minimalizmu?

 

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)