Marzenia ściętej głowy.

„If you want to ma­ke God laugh, tell him about your plans” 
tłum. „Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o Twoich planach na przyszłość”

Woody Allen
 
 
Mówcie co chcecie Woody Allen zawsze miał w zanadrzu coś ciekawego do powiedzenia.
Niestety odkąd pierwszy raz usłyszałam to zdanie moje życie diametralnie się zmieniło.
Ten człowiek za pomocą jednego zdania przekreślił wszystkie moje marzenia i plany. W sposób karygodny, podły i nikczemny odważył się powiedzieć światu, że te wszystkie pragnienia, które ludzie w sobie duszą, te wszystkie małe marzenia, które schowali gdzieś na dnie jednej z szufladek w głowie, te wszystkie cele do których dążą i niewypowiedziane myśli, które zalewały podczas nieprzespanych nocy, zimnym potem, one wszystkie są płonne, bezwartościowe i przede wszystkim zbędne!
Trochę to wszystko ( a może bardzo?) ociera się o religię i wyznaniowość, czy bezwyznaniowość- jak kto woli.
Trzeba być absolutnym ateistą, żeby przejść obok tej wypowiedzi obojętnie. Jeśli jednak w coś wierzysz, i nie musi to być Bóg, którego znamy z religii chrześcijańskiej. Może być nawet Potwór Spaghetti. Jeżeli jednak coś/ktoś jest w Twoim życiu ponad Tobą, to przy tym zdaniu się zatrzymasz, choćby to miał być ułamek sekundy.
Możesz to przyjąć jako prawdę absolutną, albo powiedzieć:
„Ta, jasne, przecież wiem, że wszystko zależy ode mnie.”
Bo tak już jest. Jedni wierzą, że nasze losy są z góry zapisane, drudzy, że wybieramy drogi tylko na rozstajach, trzeci, że to, gdzie w tej chwili się znajdujemy zależy tylko od nas, no i Ci czwarci, których podziwiam najbardziej (serio!), to Ci, którzy nie wierzą w nic!
Tą grupę podziwiam za to, że ja, osobiście, nie miałabym odwagi nie wierzyć. Może jestem pod tym względem słaba, ale siły wyższe zawsze mnie trochę przerażały. To nadal coś nad czym nie możesz sprawować kontroli, nie możesz tego racjonalnie wyjaśnić i coś co pozostawia wiele otwartych pytań.
Brr. Na samą myśl mam ciarki.
Moim zdaniem, życie bez wiary jest smutne i bezsensowne.
Nie ważne, czy według mnie losy zapisane są w gwiazdach, w rękach Boga, czy w moich, ale za którąś z tych myśli podążam. Jest ona w pewnym stopniu drogowskazem do tego jak poruszać się po życiu. Mam ją zapisaną gdzieś z tyłu głowy i zawsze mogę do niej sięgnąć. Bez tego bym oszalała. Wolę wierzyć w Boga, mimo, że widziałam już chyba wszystko co ludzie stworzyli na udowodnienie tego, że Boga jednak nie ma. I jakby racjonalne mi się to nie wydawało, gdzieś wewnętrznie mam zasianą tą wiarę. Nie muszę chodzić do kościoła, czy modlić się 2 razy dziennie, żeby to wiedzieć. Wystarczy mi to, że kiedy dzieje się u mnie źle, myślę zawsze o nim i szukam u niego ukojenia, poprzez rozmowę (raczej mój monolog), czy samo wspomnienie o nim.
Tak, tak jestem typowym osobnikiem z powiedzenia:
 „Jak trwoga to do Boga”.
Nie jestem z tego szczególnie dumna, no, ale tak jest.
Nie mogę więc nazwać się chrześcijaninem, czy katolikiem z krwi i kości, ale wierzę i to mnie trzyma przy życiu, w tym łagodnie mówiąc, szalonym świecie.
A co do marzeń to oczywiste, że wszyscy je mamy i powinniśmy mieć, bo bez nich stalibyśmy w miejscu. Jeżeli faktycznie miałyby one kogoś rozbawić, to czemu nie? Umiejętność śmiania się z siebie to bardzo piękna zaleta. Poza tym może dałoby się zaskoczyć Boga i spełnić te swoje małe zachcianki, na przekór jemu? ale to już znów odrębny temat na inny czas.
No i tak…miało być więcej o marzeniach, a wyszło bardziej religijnie. No nic. Może innym razem jak czas pozwoli.
Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)