Kiedyś chcieliśmy zakładać blogi, dziś chcemy je zamykać.

Wstaję rano, myję się, jem śniadanie i zaczynam przeglądać Internet.

Okazuje się, że kolejna blogerka chce zamknąć bloga. Kolejna osoba robi sobie weekend offline. Jeszcze inna wypisuje się ze wszystkich grup facebookowych.

Mamy dość. Dość życia w sieci. Chcemy żyć tu i teraz. Offline.


Pamiętam, że jeszcze rok temu dziwiłam się, kiedy coraz popularniejsze robiły się wyjazdy offline, do dziczy, bez dostępu do Internetu. Zadawałam sobie pytanie: czy naprawdę jest tak źle, że tego potrzebujemy?

Dziś widzę, że pomysłodawcy dokładnie przemyśleli, w którym kierunku to wszystko zmierza. Dziś sama widzę po sobie, że ciągłe bycie online, na zawołanie czytelnika, może męczyć, jeżeli damy mu się pochłonąć całkowicie.

 

Kiedyś chcieliśmy zakładać blogi, dziś chcemy je zamykać

Coraz częściej natykam się na wpisy w Social Media, w których blogerzy zaczynają zastanawiać się, jaki jest sens ich bloga. Myślą o zamknięciu go, mówią, że są zmęczeni walką o każdego czytelnika, zasięgi spadają, a oni coraz więcej czasu poświęcają na pisanie, a to mimo wszystko w żaden sposób nie przekłada się na widoczność i dotarcie do obserwujących.

Pojawiają się głosy, że bycie w Internecie męczy. Coraz częściej szukamy miejsc bardziej odludnych, szukamy rozrywki poza siecią, doceniamy czas spędzony z rodziną na spacerze i chcemy pobyć poza Internetem. Pobawić się z dziećmi, czy oddać się swoim dawnym pasjom. Niektórzy przepraszają, że chcą wziąć sobie kilka dni offline, inni znikają, nie mówiąc nic nikomu, sprawdzając, czy ktoś się o nich upomni, a jeszcze inni po prostu chcą wszystko rzucić i zacząć od nowa. Bez bloga. Bez profilu na Facebooku. Bez tych wszystkich Internetowych dyskusji i gówno-burz, których w sieci coraz więcej.

Kiedyś chcieliśmy zakładać blogi, dziś chcemy je zamykać. Kiedyś chcieliśmy wyrażać głośno swoje zdanie w Internecie, dziś coraz więcej osób ma dosyć tych nic niewnoszących do życia internetowych przepychanek.

Problem przebodźcowania

W czym leży problem?

Według mnie jest to bardzo złożona kwestia, na którą składa się wiele czynników. Między innymi to chęć bycia wszędzie, zbyt duża ilość czasu spędzanego w sieci, brak równowagi między życiem online i offline, zbyt wysokie wymagania w stosunku do siebie, perfekcjonizm i poczucie, że życie ulatuje gdzieś obok nas.

Ogromnym problemem w dzisiejszych czasach jest przebodźcowanie. To znaczy, że do naszego mózgu dociera zbyt wiele informacji, a on nie nadąża z ich przetwarzaniem. Większość z nich jest tak mało istotna, że jedynie przelatuje przez nas, nie pozostawiając po sobie żadnej wiedzy, czy refleksji. Zbyt duża ilość bodźców, które bombardują nas z każdych stron (sms, mail, telefon, oznaczenie na fb, nowy komentarz na blogu, nowy artykuł, film ulubionej youtuberki, czy odpowiedź na instagramie) powoduje bóle głowy i permanentne zmęczenie. Bezwiedne przeglądanie Facebooka, głupich stron, czytanie komentarzy na grupach facebokowych, marnowanie czasu w sieci na czytanie, przeglądanie i oglądanie treści, które nic nie wnoszą. Brak umiejętności logicznego myślenia i brak umiejętności rozdzielania informacji przydatnych i nieprzydatnych. Tak, to wszystko ma prawo nas męczyć.

Co więcej, doskonale wiemy, że to przeładowanie informacjami. Wiemy, co nam dolega, bo instynktownie wybieramy zamykanie kont, robienie sobie dni offline, czy ograniczanie czasu w sieci.

 

Internet, a świat rzeczywisty

Mnie osobiście bardzo daleko do zamykania bloga. Rozumiem i znam jego sens, kocham to, co robię i robię to na takich warunkach, jakie sama sobie ustalę. Pamiętasz jeszcze tekst o tym, że za każdym blogiem stoi inna historia? No właśnie. Skoro ustaliliśmy już, że nie zawsze warto porównywać się do innych blogerów, bo nasze cele i drogi życiowe, a także miejsca, w których aktualnie jesteśmy, są zupełnie różne, nie do porównania, to skierujemy swoje zainteresowanie na siebie, a nie na innych.

To, że nie wyobrażam sobie zamknięcia bloga, nie oznacza, że mnie przeładowanie informacjami nie dotyczy. Dotyczy jak najbardziej. Coraz mocniej odczuwam na sobie przemęczenie i pogorszenie nastroju po kilku godzinach intensywnego bycia online. Dlatego zdecydowanie szanuję wybory innych, kiedy chcą pobyć poza siecią i potwierdzam, że:

A) robienie sobie dni offline, pomaga obudzić w sobie na nowo energię,

B) robienie sobie wyjazdów offline, pomaga jeszcze bardziej skupić się na tym, co istotne i przewartościować swoje życie,

C) wypisywanie się z nadmiaru grup facebooków, czy forów, które nic nie wnoszą do naszego życia, sprawia, że odzyskujemy sporo wolnego czasu,

D) wyłączanie telefonu i komputera na przykład na kilka godzin wieczorem, pozwala spędzić bardziej wydajnie czas z rodziną i skupić się na relacjach. Kiedy nic nas nie rozprasza, bardziej angażujemy się w to, co aktualnie robimy, niezależnie czy miałaby to być rozmowa z bliską osobą, gotowanie czy nawet branie kąpieli i relaksowanie się przy tym. A zajęcia, w które się angażujemy, dają nam więcej satysfakcji i radości niż te robione pomiędzy jednym a drugim lajkiem.

E) rezygnacja z telewizji oddaje nam kolejny czas do wykorzystania inaczej, a także nieraz pozwala wyrobić sobie o czymś zdanie samodzielnie, a nie za sprawą tego, co usłyszy się w telewizji śniadaniowej, czy w wieczornych wiadomościach.


Dlatego, nawet jeżeli zarabiacie za pomocą Internetu, kochacie blogować, uwielbiacie być w sieci i prowadzić zażarte dyskusje, rozgraniczcie czas na bycie online, a bycie offline. Nie bądźcie cały czas w zasięgu, gotowi odpowiedzieć na każde pytanie i na każdy komentarz. W końcu poczujecie, jakie to męczące. Obserwatorzy poczekają.

Ja wiem, że teraz mówi się, żeby być wszędzie i udzielać odpowiedzi jak najszybciej się da, ale zdrowia i dobrego samopoczucia już nikt Wam nie odda.

Więc czy warto?

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)