związek

Kiedy tracisz w związku samego siebie…

Od 1 lutego trwa kampania Dbam bo kocham, którą współprowadzę razem z Madzią z bloga Save the magic moments. Codziennie pod hasztagiem #DbamBoKocham znajdziecie nowe teksty dotyczące dbania o związek. Swoimi historiami i emocjami dzielą się blogerzy parentingowi, eksperci, rodzice, mężowie, a nawet psychologowie.

Akcja trwa do końca tego miesiąca. Jeśli masz ochotę, dołącz i podziel się swoją historią. 🙂


Mimo tego, że jeden tekst w ramach kampanii już stworzyłam (recepta na udany związek. Przeciwieństwa czy wspólne pasje?), poczułam, że chciałabym Wam opowiedzieć jeszcze o czymś bardzo ważnym. O czymś, co sama kiedyś przeżyłam.

Byłam młoda, niedoświadczona i zakochana. I co najgorsze: na rzecz związku, straciłam samą siebie.

 

Kiedy tracisz w związku samego siebie…

Przez cały miesiąc rozmawiamy o tym, jak ważne jest dbanie o drugą połówkę, lecz cienka granica leży między wspieraniem partnera i byciem przy nim a życiem jego życiem, zamiast swoim. 

Kiedy kochasz, chcesz dla tej drugiej osoby, jak najlepiej. Chcesz, żeby czuła się przy Tobie zadbana, kochana i aby zawsze mogła na Ciebie liczyć. Gorzej jednak kiedy w tym wszystkim zapominasz o sobie, do tego stopnia, że kiedy się rozstajecie… nie masz pojęcia, kim Ty w ogóle jesteś. 

Niestety, przeżyłam to bardzo mocno na sobie.

Byłam w związku, w którym za bardzo chciałam dać siebie. Chciałam pokazać, że wszystko jestem w stanie zrobić dla tego człowieka, cokolwiek tylko by chciał. Chciałam, by nie było dla mnie rzeczy niemożliwych. Ze świecą szukać tego, czego nie zrobiłabym w tamtym momencie mojego życia, żeby pokazać (udowodnić?) swoje uczucie.

Dziś, nie mam pojęcia, co wtedy mną kierowało. Trudno mi nawet przypomnieć sobie teraz tamtą mnie. Byłam jak cień. Cień jego. Tamte czasy zamiast dziś wspominać z nostalgią, są dla mnie kulą u nogi. Czasem, który mogłam wykorzystać dla siebie, a tego nie zrobiłam. I najgorsze, że to był mój wybór. Mniej lub bardziej uświadomiony, ale mój wybór.

Myślę, że złożyło się na to wiele czynników naraz: życiowe mądrości, które wtedy słyszałam, cytaty, które przyświecały mi w głowie, obserwacja związków w moim otoczeniu, a zarazem charakter byłego partnera i moje poczucie misji.

Tak zafiksowałam się na byciu i dawaniu, że zupełnie zapomniałam o sobie. 

 

Kiedy tracisz siebie i stajesz się kimś innym

Związek, o którym mówię, trwał około 5 lat, więc nie był wcale krótki. Uwierzcie mi, że w takim czasie doskonale można zapomnieć, kim się jest naprawdę.

W trakcie tego związku porzuciłam swoją pasję pisania, przestałam robić to, co wcześniej sprawiało mi przyjemność. Moje życie wyglądało tak: studia, praca, on. Nie było w nim miejsca na rodzinę, ale przede wszystkim nie było w nim miejsca dla mnie samej. Próbuję sięgnąć pamięcią, co w tamtym czasie robiłam dla siebie i nic nie przychodzi mi do głowy. Zdecydowanie więcej robiłam dla niego. Czułam się częścią czegoś większego, ale sama nie stanowiłam w tamtym czasie żadnej wartości – przynajmniej przed samą sobą. 

Większość rzeczy porzuciłam, dlatego że on tak chciał. Jednak prawda jest taka, że nie walczyłam o nie zbyt mocno. Wychodziłam z założenia, że jeżeli on tak chce, to tak zrobimy. Byleby był spokojny i zadowolony.

Dziś, kiedy to piszę, nóż otwiera mi się w kieszeni. Dziś, nigdy nie powtórzyłabym tych samych błędów sprzed lat. Dziś wiem, że zdrowy związek są w stanie stworzyć jedynie dwie zdrowe osoby. Takie, które oprócz dbania o związek, nie zapominają też o sobie. Pamiętają, że tylko bycie spełnionym i szczęśliwym, daje możliwość bycia pełnoprawnym partnerem w związku. 

To był wielki, ogromny błąd z mojej strony, że tak się poświęciłam. Jednak on z premedytacją to wykorzystywał i wygodnie mu się żyło, kiedy jego partnerka była na każde zawołanie. Dlatego nie rozpatruję tego w kategoriach winy. Gdyby choć jedno z nas w tamtym momencie było inne, być może wszystko potoczyłoby się inaczej.



Pozostań sobą, kimkolwiek jesteś

Po pierwsze, po rozstaniu naprawdę nie wiedziałam, kim jestem i co lubię robić. Żyjąc życiem drugiej osoby, kiedy jej już nie ma, nie wiesz jak się odnaleźć. Nie wiesz co zrobić z wolnym czasem. Nic nie wiesz.

Ja w tym momencie, nie wiedziałam nawet, co lubię robić, co sprawia mi prawdziwą, szczerą przyjemność. Potrzebowałam czasu, żeby ponownie odnaleźć siebie, ale tamta sytuacja nauczyła mnie, że nigdy już nie pozwolę sobie, zapomnieć kim jestem. Nigdy nie dam zabić w sobie pasji, marzeń i pragnień. 

Po drugie, czuję, że dałam się wtedy omamić. Dałam wejść sobie na głowę i wykorzystywać się. Z perspektywy czasu, tak to widzę. Nie słuchałam rodziny i przyjaciół, którzy mówili, że on nie zasługuje na mnie, że nie docenia tego, co dla niego robię. Nie słuchałam, bo już dawno nie miałam swojego życia.

I dopiero ogarnięcie się, zmiana swojego nastawienia, skupienie się na sobie i odnalezienie na nowo pasji, spowodowało, że na mojej drodze pojawił się zupełnie inny ktoś. Ktoś, kto zamiast zakazów, dawał mi motywację. Zamiast ciągnięcia w dół, wypychał mnie ku górze. Zamiast Po co to robisz? Daj sobie z tym spokój, pytał Dlaczego jeszcze tego nie zrobiłaś? Zrób to. 

To było jak chłodny wiatr w 40-stopniowej gorączce. To było mi potrzebne. To dało mi siłę i wiarę. Nie tylko w miłość i w związek, ale także w siebie samą.


Dlatego, jeżeli czujesz, że zatraciłaś się w związku, że dajesz za dużo, że jakby się zastanowić, to nawet nie wiesz, co lubisz w życiu robić – to zastanów się dobrze, czy dzisiaj nie przypominasz trochę mnie z tamtych lat. Jeżeli tak, to jedno Ci powiem: istnieje życie, poza tym, które teraz wiedziesz. Lepsze życie. Życie ze smakiem. Życie z Tobą w roli głównej.

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)