Jak minimalizm zgrzyta z zero waste – opowieść osobista

Pamiętam ten moment, kiedy poczułam, że między mną a minimalizmem zaczyna się budować nić porozumienia. Kiedy wcześniej daleki był mi minimalizm, w zeszłym roku poczułam, że go potrzebuję.

Zaraz potem natknęłam się na ideę zero waste i kiedy usłyszałam o tym nurcie, już na wstępie przybiłam mu piątkę. A potem okazało się, że te dwa podejścia, w wielu sytuacjach zgrzytają między sobą i utrudniają codzienne wybory.


Nie będę rozpisywać się tu na temat moich początków z minimalizmem i z zero waste. O tym pisałam w innych tekstach, do których odnośniki macie wyżej. Wystarczy kliknąć podkreślony tekst.

I kiedy na początku motywacja była ogromna, pierwsze działania cieszyły i były bardzo widoczne, tak w pewnym momencie, chcąc robić więcej, natknęłam się na mur. Zaczęły pojawiać się sytuacje, w których żaden wybór nie był do końca dobry. Powodowało to nie tylko spadek motywacji do działania w ogóle, ale i złość na siebie, że nie wiedziałam, co jest dla mnie ważniejsze.

Mniejsza ilość rzeczy, czy ograniczanie śmieci i bycie bardziej eko?

To były te momenty, w których traciłam wiarę w sens jakichkolwiek działań.

 

Jak minimalizm zgrzyta z zero waste

Czasem zastanawiam się, czy człowiek nie za wiele zmian chce wprowadzić w swoim życiu na raz. Analizowałam swoją sytuację i za każdym razem, wspólnie z mężem stwierdzaliśmy, że dużo łatwiej byłoby, gdybyśmy zainteresowali się tylko jedną z tych idei. A tak, chcąc dobrze zarówno dla siebie, jak i dla świata, utrudnialiśmy swoje codzienne wybory i decyzje, przez co traciliśmy czas, nerwy i motywację. 

Już mówię, o co chodzi.

Zasady minimalizmu są zapewne każdemu dobrze znane. Ograniczamy ilość rzeczy w swoim otoczeniu, do potrzebnego minimum. Dla każdego to niezbędne minimum może być inne, ale warto byśmy rozumieli, gdzie leży nasza granica. Czego mamy za dużo i gdzie jest ten moment, w którym zaczynamy czuć, że uwalniamy się od przedmiotów. Ilu z nich musimy się pozbyć, by to poczuć?

I tu już na wstępie pojawia się pierwszy zgrzyt.

Pozbywanie się rzeczy. Pozbywanie się rzeczy nie jest zero waste, jeżeli chcemy je wyrzucić. Każda wyrzucona rzecz to generacja śmiecia. Czyż nie? Zero waste zachęca do niewyrzucania, tylko wykorzystywania ponownie. Kolejny zgrzyt. Spoko, rzeczy można sprzedać, czy oddać potrzebującym. Jednak jest to znów bardzo czasochłonne, co mocno poczułam na swojej skórze. Obfotografowanie, wrzucanie na portal, a potem czekanie, aż ktoś kupi. Odpowiadanie na wiadomości, spotkania – to wszystko pochłania czas. Czasem rzeczy nie chcą się sprzedać, czasem nie chcą też pójść za darmo, a z niektórymi naprawdę nie wiadomo co zrobić. Komu mogłyby się przydać. Zalegają w naszym domu dalej, przez co minimalizm też stoi w miejscu i nie może zostać osiągnięty. Czasem mamy takie rzeczy, że nie pozostaje nic innego, jak je wyrzucić, bo nikomu się nie przydadzą.

Pamiętam swoje wyrzuty sumienia, jak wyrzucałam niektóre z nich, bo generowałam tym samym śmieci.

Inna sprawa. Nie potrzebujemy w domu 20 kubków, wystarczy 10 (jeżeli często zapraszamy gości). Tak naprawdę wystarczyłyby tylko 2, jeżeli mieszkacie we dwójkę, a jak już robicie imprezę, to możecie wyjątkowo posiłkować się wtedy plastikowymi kubkami, ale ale… to nie jest zgodne z ideą zero waste. Plastik jest zakazany!

Nie chcemy mieć w domu tysiąca pojemników na zaś, które się przydadzą do weków, własnoręcznie robionych kosmetyków, jako pojemniczki na niewiadomoco. Jednak idea zero waste zachęca, by zbierać takie pojemniczki i słoiki po zużytych ketchupach, majonezach itd. Nie wyrzucać ich, zostawić je, bo może się do czegoś kiedyś przydadzą i zamiast kupować wtedy nowe, macie stare pod ręką. No i nie generujecie śmieci, bo pojemniki zostają u Was w domu. Tylko gdzie to wszystko składować?

Posiadanie kompostownika w domu również jest tutaj dyskusyjne. Zero waste’owcy zachęcają, by taki kompostownik mieć u siebie w domu, a dla minimalisty to zbędna rzecz zajmująca przestrzeń i zabierająca czas – jak to pogodzić?

Osoby parające się zero waste zachęcają, by nosić ze sobą zestaw sztućców, słomki, kubki na kawę, czasem nawet talerze, czy pojemniki, jak będziemy chcieli brać coś na wynos. Fajnie, tylko to powoduje, że minimalista musi te wszystkie rzeczy kupić i nosić ze sobą. A przecież minimalizm to w szerokim rozumieniu także minimalizm “nie kupuję” czy minimalizm np. torebkowy, czyli nie noszę w torebce zbędnych rzeczy, miliona pierdół itd. A taki zestaw zero waste’owca to już jednak pewne dodatkowe gramy i zajęte miejsce w torbie.

 

Minimalizm, czy zero waste – muszę wybierać?

Nie chcę, byście pomyśleli, że negują, którąkolwiek z tych idei. Obie są mi bardzo bliskie i obie są dla mnie ważne.

Chciałam Wam tylko pokazać, jak wiele pytań i wątpliwości generuje zestawienie tych obu idei obok siebie. Ja to wszystko przeanalizowałam na własnej skórze. I czasem musiałam wybrać “mniejsze zło” w zgodzie z samą sobą.

I morał z tego jest taki, że początki mogą być trudne, ale nie można wtedy zbyt wiele wymagać od siebie. Nie przejmujcie się opiniami innych, czy że ktoś Wam powie, “Ty nie jesteś zero waste, bo nie nosisz ze sobą pojemników, nie masz kompostownika itd.” To są wasze prywatne decyzje, co chcecie wprowadzić do swojego życia, a co nie. Jeżeli mimo wszystko myślicie o planecie i w innych aspektach nieźle sobie radzicie z ograniczaniem śmieci – ok.

Nie bądźmy w stosunku do siebie samych zbyt surowi, bo to powoduje tylko jedno… tracimy motywację do robienia czegokolwiek, nawet najmniejszych rzeczy, jeśli cały czas torturujemy się za to, czego nie zrobiliśmy.

Ja zawsze wychodzę z założenia, że nawet najmniejsza dobra zmiana jest zmianą dla Twojego życia i dla ludzkości. Sama świadomość tego, że przytłaczają nas rzeczy (zabierają naszą energię) albo że toniemy w plastiku, który zalewa nasz świat – daje już zupełnie inne spojrzenie na nasze codzienne wybory, a jeżeli coś gdzieś zgrzyta, nie obwiniaj się, zrób tak, jak czujesz w danym momencie.

Co jest Ci bliższe. Co jest dla Ciebie ważniejsze.


Wymienilibyście jeszcze jakieś sytuacje, w których zero waste zgrzyta z minimalizmem?

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)