Jak łatwo się pomylić…

Tylko ten, co nic nie robi, nie poddaje się pod żadną ocenę – i to jest prawda. Gorzej jednak gdy ocena przychodzi zbyt łatwo, bez znajomości całokształtu, jedynie po skrawku rzeczywistości, której jesteśmy świadkami.


Nie lubię tłumaczyć się, kiedy ktoś przychodzi i na dzień dobry mnie o coś oskarża. Od początku jestem postawiona jako winna i ta najgorsza. Zupełnie inaczej sprawa wygląda, gdy ktoś przychodzi z radą, gdy ma pewność, że coś jest nie w porządku, w końcu nie ma ludzi idealnych. Inaczej też sprawa się ma, gdy ktoś po prostu zapyta, zamiast oceniać – szczególnie jeżeli widzi Cię pierwszy raz.

 

Jak łatwo się pomylić…

W takich sytuacjach rozumiem, jak ludzie denerwują się, kiedy ktoś na kimś wymusza zmiany np. związane z ekologią, czy bardziej świadomym stylem życia. Roszczeniowy ton i zamysł “ja wiem lepiej” na mnie też działa jak płachta na byka.

Problem jednak zaczyna się już w momencie, gdy mamy misję zmiany świata (tak, ja też chciałabym mieć realny wpływ na świat) i na siłę chcemy wszystkim powiedzieć, jak mają żyć. Niestety to tak nie działa.

Niestety takie ocenienie dotknęło ostatnio mnie samą. Po jednym zdjęciu zostałam oceniona. Niestety niesłusznie. To, co zostało mi najbardziej zarzucone – nie miało żadnego przełożenia na rzeczywistość. Na swoim przykładzie odczułam niesłuszną ocenę, mijającą się z prawdą i dalszy szereg działań, które miały swoje konsekwencje.

Ponieważ gdy “coś Ci się wydaje”, a przedstawiasz to jako prawdę objawioną innym – Ci ludzie nie mają czasu, ani ochoty sprawdzać, czy to, co mówisz, na pewno jest prawdą. Przyjmują to, nawet jeśli Cię nie znają. I to jest najgorsze. Właśnie w taki sposób niszczy się kłamstwami innych ludzi.

Niestety sieć ma też to do siebie, że jeden nakręca drugiego i nie dość, że w dyskusji stałam się ofiarą czyjejś opinii to dodatkowo znalazła się osoba, która gdzieś z sieci mnie kojarzyła i zdecydowała się opowiedzieć na mój temat zmyśloną historię! Tak, zmyśloną. Historię, w której wymyśliła rozmowę ze mną, która nigdy w życiu nie miała miejsca.

Myślała, że się o tym nie dowiem w żaden sposób, więc jej wyobraźnia podpowiedziała jej, że warto coś wymyślić na poczet dyskusji – przecież będzie śmiesznie, co nie? Wszyscy się pośmiejemy.

Niestety, dowiedziałam się o tym, co dziewczyna wypisuje i dostała stosowną wiadomość, bo pomówienia i oszczerstwa to nie jest zabawa. Swoje komentarze usunęła.

Po co Wam o tym wszystkim mówię?

 

Jak sobie z tym wszystkim radzić?

W ten weekend na SeeBloggers sporo rozmawialiśmy o hejcie i powiem Wam szczerze, że nie do końca miałam zdanie, jak sobie z tym radzić.

Hejt, niesłuszna ocena, oczernianie, bawienie się czyimś kosztem. Od początku prowadzenia bloga, jednego czego się nauczyłam to ignorowanie takich wiadomości, a nawet usuwanie. Były przypadki, że wchodziłam w dyskusję, ale szybko orientowałam się, że Ci, którzy przychodzą do Ciebie z wyrobioną już opinią na Twój temat, albo z chamskimi odzywkami, wcale nie chcą dyskusji, bo ich celem jest wyciąganie z Twoich wypowiedzi, czegoś, czego nie powiedziałaś i zgnojenie Cie.

Stąd, kiedy ktoś na dzień dobry mnie oceniał, szufladkował, karmił chamstwem – nie reagowałam. Traktowałam jak powietrze. Dzisiaj widzę to trochę inaczej. Dziś, kiedy prowadzę firmę, pomówienia i kłamstwa nie są czymś, obok czego powinnam przechodzić obojętnie. Nie, nie mam zamiaru wchodzić w dyskusję – od razu będę wysyłać odpowiednie pisma.

Bo jeżeli ktoś za pośrednictwem Internetu pomówił inną osobę o takie zachowanie/postępowanie które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania (potrzebnego dla danego zawodu lub rodzaju działalności, który wykonuje) – to czyn ten jest zagrożony karą grzywny lub nawet ograniczeniem wolności.

Na szczęście nie ma takich sytuacji zbyt wiele, by zabrało mi to zbyt wiele czasu. Ale wiecie co, serio uświadomiłam sobie, że nie możemy dawać cichego przyzwolenia na hejt, ignorując go. I uświadomiłam sobie to, dopiero w ten weekend. Lepiej późno niż wcale. 😀

Jeżeli ludzi stać na kłamstwa, oszczerstwa, groźby – to niech płacą za to i niech tłumaczą się z tego, ale nie przed osobą, którą obrażają – tylko przed sądem. 


Jak Wy radziliście sobie do tej pory z hejtem/kłamstwami na Wasz temat? Jakie rozwiązania są według Was najskuteczniejsze?

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)