Świadome niewychodzenie ze strefy komfortu

Człowiek to jednak dziwna istota. Im dalej w życie, tym więcej wątpliwości. A jednak czasem dopadnie go taki przebłysk, myśl jakaś, która niweczy cały poukładany do tej pory system.


Pamiętam, jak zaczynałam blogować i poznawać coraz to nowe miejsca w sieci. Zachłysnęłam się przez chwilę światem Internetu. Wydawało mi się, że tak wiele mogę tu zrobić. Dzielić się, dyskutować, pomnażać dobro, działać, rozwijać siebie, ale i uczyć się od lepszych.

I od tych lepszych cały czas słyszałam: wychodź ze swojej strefy komfortu. Tak bardzo w to uwierzyłam, że wychodzenie z tej strefy stało się dla mnie ważne. Bardzo ważne. I wiele razy robiłam coś przeciwko sobie. Mimo że nie byłam gotowa do podjęcia pewnych decyzji, nie czułam ich, powodowały silny lęk, robiłam to. Na tamtym etapie nie zdawałam sobie sprawy, że robię to na siłę. Nie potrafiłam dobrze postawić granicy. Bo przecież wszyscy mówili, że robienie czegoś pierwszy raz, zawsze wiąże się z lękiem czy stresem. Wydawało mi się to normalne. Do czasu, aż nie poczułam emocjonalnego zmęczenia.

Robiłam to, bo tak trzeba, bo inaczej człowiek stoi w miejscu i nie rozwija się… ale czy faktycznie tak jest?

Strefa komfortu – wróg czy przyjaciel?

Nie czuję się na siłach oceniać dzisiaj w kategoriach dobry-zły wychodzenia ze strefy komfortu. To zależy od człowieka, od jego sytuacji życiowej i planów.

Z jednej strony, jeżeli nie wychodzilibyśmy z tej strefy – faktycznie nasz rozwój byłby na ograniczonym poziomie, ale z drugiej strony nie każdy potrzebuje tak mocnych bodźców co chwilę. Niektórym jest dobrze w tym miejscu, w którym teraz są i do szczęścia nie potrzebują niczego więcej. Mi nie raz wychodzenie ze strefy komfortu przynosiło wiele radości i korzyści, a czasem stres, jaki przypłaciłam, był niewspółmierny do efektu. 

Gdzie leży ta granica?  W każdym z nas. Ja chyba po prostu w pewnym momencie przestałam słuchać swojej intuicji i to był błąd. Każda oferta, która miała na celu wykopać mnie ze swojej strefy komfortu była dla mnie intratna. Myślałam sobie: ok, skoro przyszła do mnie TAKA oferta, nie mogę jej przegapić, po prostu muszę to zrobić, nie zastanawiając się, czy w ogóle jest to dla mnie ważne, czy przybliża mnie do moich życiowych celów? Raczej podchodziłam do tego, w stylu: trzeba próbować w życiu wielu nowych rzeczy, jeżeli ma się okazję, bo a nuż widelec okażą się dla nas czymś ważnym, czy pobudzą w nas nową pasję.

Dziś widzę, że to nie jest wcale takie zero jedynkowe. Z jednej strony to piękna idea, która mi przyświecała: wychodź naprzeciw temu, co daje Ci los, ale z drugiej strony dla introwertyka takiego jak ja, zgadzanie się na każdą okazję od losu, jest wyniszczające. Wysysa energię, zamiast ją dawać i pobudza stres. Czasem niepotrzebnie. 

 

Dorosłam do niewychodzenia ze swojej strefy komfortu

I w pewnym momencie, zmęczona tym ciągłym robieniem nowych rzeczy, przypomniałam sobie o sobie. Zrobiłam bilans zysków i strat … i zaczęłam odmawiać.

W ostatnim miesiącu dostałam kilka naprawdę ciekawych propozycji, którym odmówiłam. I czy czuję się z tym źle? Nie, czuję się z tym dobrze. Oszczędziłam czas na przygotowania, a w niektórych przypadkach także oszczędziłam zdrowie, nie narażając się na długotrwały i silny stres.

Oczywiście tym samym jednak nie zyskałam nowego doświadczenia, czy nie poznałam nowych osób. Ale zrozumiałam, że w tym momencie mojego życia nie jest to dla mnie tak bardzo ważne.

Inne osoby na moim miejscu złapałyby się za głowę i powiedziały: czemu tego nie zrobisz? Nie każdy ma taką możliwość, a Ty odmawiasz? I ja zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób mogłyby ucieszyć propozycje, które czasem los mi podsyła. Dla niektórych może i byłoby to spełnienie jakichś marzeń… ale ja nie chcę spełniać cudzych marzeń. Nie chcę przez to tracić z oczu swojego celu. Robienie wszystkiego zaburza moje postrzeganie tego, co ważne. Ważne dla mnie.

A jedną z rzeczy, które bardzo sobie cenię – jest spokój. Szeroko pojęty. Stąd ciągłe wychodzenie ze strefy komfortu i przyjmowanie każdej okazji, jaką podrzuca mi los – nie jest dla mnie. Dziś to wiem.


I dziś z czystym sumieniem, bez żalu odmawiam. A kluczowe jest tu określenie bez żalu. Bez żalu, co by było, gdybym jednak się zgodziła, może byłabym dziś w innym punkcie swojego życia, może coś by to zmieniło… ale nie. Dziś odmawiam bez żalu, bo wiem czego potrzebuję. To kolejny ważny dla mnie krok do większej świadomości samej siebie.

 

BONUS!

Do wpisu zaprosiłam jeszcze 3 wyjątkowe osoby. Agnieszka sama na sobie przekonała się, że pokonywanie strefy komfortu zamiast ją rozwijać, jeszcze bardziej ją blokuje. Kinga zrozumiała, że bycie w strefie komfortu jest tak samo istotne jak wychodzenie z niej, a Ania, opowiada jak wychodzenie ze strefy komfortu wygląda z perspektywy psychologii. Mam nadzieję, że te 3 wypowiedzi jeszcze bardziej zobrazują Wam, jak wychodzenie ze strefy komfortu bywa niejednoznaczne.

 

Jeśli miałabym jakoś zdefiniować, czym jest dla mnie strefa komfortu, to powiedziałabym, że to taka przestrzeń, w której czuję się bezpiecznie ze wszystkimi swoim działaniami. Jeśli jestem w tej strefie, to rzeczy, miejsca, osoby są mi znane. Wiem, czego się spodziewać i co robić w określonych sytuacjach. Analogicznie, wyjście ze strefy komfortu oznacza dla mnie naruszenie tego poczucia bezpieczeństwa ze względu na zmianę, która ma się dokonać w którejś sferze życia.

Od kilku lat modne jest stwierdzenie, że dopiero wyjście z strefy komfortu może zagwarantować sukces, rozwój, osiąganie marzeń i celów. Na pewno słyszeliście takie powodzenie „Bój się i rób!”. O ile mogę się zgodzić, że czasami zmiany są po prostu nieuniknione, żeby się rozwijać (albo inaczej: zmiany, a tym samym wyjście ze strefy komfortu, są nieuniknioną częścią życia), to wcale nie czuję, że tylko wyjście z tej sfery przynosi nowe doświadczenia. Wręcz przeciwnie! Widzę, ile daje mi proste bycie w tym, co tu i teraz, w moim kokonie bezpieczeństwa, pośród ludzi dobrze mi znanych.

Czasem z tego kokonu wychodzę, ale tylko wtedy, gdy jestem pewna, że nie stracę swojej energii na gonienie za czymś, co może w społecznym uznaniu jest tego warte, ale tak naprawdę dla mnie znaczy niewiele. Na przykład w te wakacje po raz pierwszy od 8 lat pływałam w jeziorze. Rozebranie się do stroju kąpielowego przy setce innych osób było dla mnie wyczynem na miarę zdobycia najtrudniejszego szczytu świata i zajęło mi niemal dekadę. Zrobiłam to wtedy, kiedy poczułam, że wyjście ze strefy komfortu nie będzie przymusem albo działaniem wbrew sobie. I wtedy, kiedy wiedziałam, że rezultat przewyższy koszt.

Na co dzień jednak pielęgnuję swoją strefę komfortu, lubię ją. Wierzę, że w niej też zdarza się wiele wartościowych rzeczy, nawet jeśli z pozoru nieważnych albo błahych. Nie chcę poddawać się presji wychodzenia z kokonu bezpieczeństwa tylko po to, by „się rozwijać”. Bo czasem wystarczająco dobrze to po prostu dobrze. I jeśli można w tym dobrze trwać przez tyle, ile tego potrzebuję, to dlaczego tego nie robić? Wyjdę, kiedy poczuję, że potrzebuję więcej.

Kinga

autorka Zaparzę Ci herbatę.

Z wykształcenia etnolożka, z zawodu copywriterka i VA.

Kociara, wolontariuszka kociej fundacji i opiekunka dwóch burasków, Freddiego i Greya.

Zainteresowana tematyką uważności, uczy się, jak cieszyć się tym, co tu i teraz,

w czym pomaga jej praktyka jogi.


dzisiejszych czasach na każdym kroku można usłyszeć, aby wychodzić ze swojej strefy komfortu, ponieważ przyniesienie to wiele korzyści i pomoże lepiej żyć, bo ograniczenia są w naszej głowie.

Po sporym czasie podejmowania prób takiego działania nie mogę się z nim zgodzić. Z natury jestem osobą wstydliwą i raczej siedzącą cicho. Mając trochę czasu w domowym zaciszu postanowiłam zająć się swoim rozwojem, gdyż człowiek uczy się całe życie. Oglądając, słuchając szkoleń znanych mówców motywacyjnych spróbowałam poprowadzić swoje wystąpienie, akurat wtedy online przed małą grupką osób. Mimo że osoby, do których mówiłam były gdzieś tam za ekranem swojego monitora mój stres miał bardzo wysoki poziom. Za pierwszym razem jest najgorzej mówiono. Zatem spotkań było więcej, a moje nerwy nie malały. Poszłam nawet dalej i wystąpiłam raz publicznie w swojej małej miejscowości. Spełnienia nie poczułam, a jedynie wrażenie, iż ze mną jest coś nie tak. Inni czuli się swobodnie i wcale nie było widać po nich lęku. Ja niemalże cała się trzęsłam, a z czasem doszły problemy ze snem związane z przewlekłym stresem.

Może zrobiłam coś nie tak, ale na pewno nie powtórzę tych doświadczeń. Jednak nie wszystko jest dla każdego. Efekt pracy, który przynosi negatywne emocje oraz doświadczenia nie jest pożądany w życiu, a tak było w moim przypadku. Spadało poczucie własnej wartości, skoro inni potrafią, a ja nie, dominował smutek i zdenerwowanie, bo trzeba spróbować znów. 

Wolę czuć się swobodnie i robić rzeczy, które sprawiają radość, przyjemność i dają spełnienie. Posiadam swoją pasję i o niej mogłabym opowiadać godzinami z uśmiechem na twarzy, nawet do osób mi obcych. Natomiast w kwestii zawodowej nie umiem pokonać strachu pomimo chęci i wysiłku jaki w to włożyłam. Pozostanie w swojej strefie komfortu na pewno będzie lepsze dla mojego zdrowia. 

Agnieszka

Z zawodu ekonomista pracujący w branży marketingu.

Pasjonat literatury i książek różnego rodzaju.

https://www.instagram.com/booksmyhobby/


Poza strefą komfortu – czyli tam gdzie dzieją się cuda czy tam gdzie będzie nam niewygodnie? 

Wychodzenie ze strefy komfortu, podobnie jak wiele innych popularnych haseł rozpowszechnianych przez osoby zajmujące się szeroko rozumianym rozwojem osobistym, wcale nie jest takie czarno białe i uniwersalne. Ludzie są różni, mają różną tolerancję i zapotrzebowanie na stymulację, różną kondycję psycho-fizyczną, znajdują się w rożnych sytuacjach życiowych no i przede wszystkim mają różne potrzeby oraz cele. 

Warto uważać na przekaz bazujący na osobistych doświadczeniach kogoś, kto podaje siebie za przykład do naśladowania: „mnie się udało, tobie tez może!”. To, że coś jest odpowiednie dla kogoś i działa, wcale nie znaczy, ze zadziała na kogoś innego. Zmiany i podejmowanie wyzwań są potrzebne ale szyte na miarę i w miarę gotowości. Nie dla każdego sukcesem są pieniądze i sława. Dla kogoś sukcesem może być życie bez nawrotów choroby i taka osoba nie będzie poszukiwała stymulacji w takim stopniu jak ktoś, kto pragnie być rozpoznawalny. 

Aby dobrze zrozumieć zjawisko wychodzenia z tzw strefy komfortu, należy wziąć pod uwagę nie tylko indywidualne różnice pomiędzy ludźmi ale także różne zmienne, które wpływają na proces decyzyjny. Podejmowanie lub zaniechanie działania jest bowiem decyzją. Podczas podejmowania decyzji ulegamy często zniekształceniom poznawczym oraz wpływowi ze strony otoczenia. 

Niektóre osoby zarabiające na sprzedaży produktów popularno rozwojowych wywierają presję kupienia od nich czegoś co otworzy drogę do sukcesu i pieniędzy. Opór będzie w takim przypadku piętnowany jako nierozwijające, ograniczające zachowanie. Pytanie na ile tak podjęta decyzja jest rzeczywiście autonomiczna i konstruktywna? 

Bardzo trudno jest przyznać przed samym/samą sobą, że zostało się wprowadzonym w błąd, zmanipulowanym. Większość z nas ulega tendencji do redukcji dysonansu poznawczego i przekonuje siebie, że było jednak warto. Tak właśnie m.in. działają zniekształcenia poznawcze kiedy podejmujemy decyzje. 

Nie tylko proces podejmowania decyzji jest bardziej złożony niż może się wydawać, także to co się dzieje po jest istotne. 

Często można się spotkać z popularnymi hasłami o tym, że będziemy żałować bardziej jeśli czegoś nie zrobimy niż jeśli podejmiemy ryzyko. Tymczasem np. z badań  Kahemana i Tverskiego wynika, ze ludzie bardziej żałują nieudanych decyzji, złych inwestycji niż zaniechania działania. 

Z innych badań wynika jednak, ze żałowanie zaprzepaszczonych szans pozostaje z nami dużo dłużej niż żałowanie drobnych nieudanych działań (to trwa około dwóch tygodni). 

Tak więc hasła: Opuść strefę komfortu! Działaj, poza strefą dzieją się cuda! Zawierają w sobie dużo więcej elementów do przeanalizowania niż może się wydawać. 

Czy zatem warto strefę komfortu opuszczać? Pewnie warto, ale może na własnych warunkach i we własnym tempie? 

Anna Baczyńska 

psycholożka, trenerka, trainee counsellor 

https://anna-baczynska.com

https://www.facebook.com/psychotrening/

Kahneman, D., & Tversky, A. (1982). The psychology of preferences. Scientific American, 246(1), 160-173. 

Beike D.R., Crone T.S. When experienced regret refuses to fade: Regrets of action and attempting to forget open life regrets. Journal of Experimental Social Psychology Volume 44, Issue 6, November 2008, Pages 1545-1550


A jak to jest u Ciebie z tą strefą komfortu?

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)