Dofinansowanie z Urzędu Pracy na prowadzenie bloga

Dofinansowanie z Urzędu Pracy na prowadzenie bloga – brzmi absurdalnie, prawda?

Jeszcze rok temu myślałam tak samo, ale mimo wszystko zaryzykowałam i… udało się!


Ponad rok czekałam na to, żeby publicznie opisać swoją historię starania się o dofinansowanie z Urzędu Pracy na założenie jednoosobowej działalności gospodarczej.

Mogłam pisać na bieżąco, ale wolałam wstrzymać się i dopiero po zakończeniu umowy z Urzędem, zdradzić wszystkie swoje odczucia i doświadczenia. Nie chciałam, aby ktoś wszedł na post, w którym piszę jedno, a po jakimś czasie Urząd odwraca kota ogonem, a ja w kolejnym tekście coś prostuje – nie mając pewności, że ta sama osoba trafi na oba te teksty. Rozumiecie? Nie chciałam, żeby ktoś dostał połowiczną prawdę, na podstawie której wyrobiłby sobie niesłuszny poniekąd osąd.

Dzisiaj minął już rok prowadzenia przeze mnie działalności i minął także termin umowy z Urzędem. Jednym słowem: jestem wolna i pełna informacji, które mogą Was zainteresować.

 

Dofinansowanie z Urzędu Pracy na prowadzenie bloga

Jak to się stało, że stałam się osobą bezrobotną zarejestrowaną w Urzędzie Pracy? Odeszłam z etatu w Sądzie i od razu wiedziałam, że zarejestruje się w Urzędzie Pracy i przez Urząd będę szukała odpowiedniej dla siebie pracy. Istotne było dla mnie ubezpieczenie, ale i to, aby mieć czas na znalezienie sobie zadowalającej pracy (zanim zarejestrowałam się w Urzędzie, sprawdziłam, że mają nawet sporo ciekawych ofert pracy!). Uznałam więc, że to będzie dla mnie najlepsze rozwiązanie. Od jakiegoś czasu byłam także mentalnie gotowa na założenie firmy – potrzebowałam jedynie jakiegoś wsparcia na start. Dlatego brałam też pod uwagę dotację na założenie działalności gospodarczej, ale nie miałam pewności, czy kwalifikuję się na ten rodzaj aktywizacji zawodowej, więc na to w ogóle się nie nastawiałam.

Pamiętam jak dziś, moment, w którym po kilku miesiącach po zarejestrowaniu się, poszłam do Urzędu zapytać, czy są jakieś pieniądze na założenie działalności gospodarczej i czy mój profil bezrobotnego ma szansę się o nie starać. Dostałam informację, że tak, jeszcze są ostatnie pieniądze w tym roku, ale muszę się spieszyć, bo zostało tylko kilka dni na złożenie wniosku.

Kilka dni?! To była decyzja podjęta na wariackich papierach. Powiedziałam sobie: albo teraz, albo nigdy. Ryzykuję! Nie miałam wspaniałego, rozbudowanego planu. Jestem totalnym przeciwieństwem wszystkich poradników (miej kosztorys, budżet, biznesplan, klientów i wszystko, co tam można jeszcze mieć). Ja na tamten moment nie miałam nic, oprócz pewności, że chcę tego i błagam, nie bierz ze mnie przykładu.

Za to uwielbiałam swojego bloga i zawsze gdzieś chodziła za mną myśl, aby związać z nim kolejne lata, a w tamtym czasie spływało sporo ofert współpracy. W głowie też klarowało się wiele wizji własnych produktów, więc… może blog połączony ze sklepem? Przez te kilka dni dopracowywałam wszystko, jak najlepiej potrafiłam.

 

Dofinansowanie z Urzędu Pracy – rzuć wszystko i prowadź bloga

Od razu powiedziałam sobie: jesteś szalona, to jest Urząd. Zaściankowe podejście, biurokracja, brak innowacyjności. Oni pewnie nawet nie wiedzą co to blog, a jak wiedzą to raczej nie zdają sobie sprawy, że można na tym zarabiać, a już na pewno nie dają na to kasy.

Mimo ogromnych wątpliwości stwierdziłam, że zaryzykuję, najwyżej się nie uda. Już podczas składania wniosku (tak, wyraźnie we wniosku zaznaczyłam, że moja firma będzie opierać się przede wszystkim na prowadzeniu bloga i wszystkich działaniach około blogowych) czułam, że się nie uda. Wnioski wpływały jak szalone, a dofinansowań było mało.

Do dziś nie wiem jakim cudem to mnie wybrali, ale dali mi szansę, za którą jestem ogromnie wdzięczna. Podczas tego roku nie zawiesiłam działalności, nie zamknęłam jej i co ciekawe, dalej ją prowadzę (mimo zakończonej umowy), czyli jak widać podjęli słuszną decyzję. Dali szansę komuś, kto tę szansę docenił i wykorzystał. Chyba tak powinno być, prawda?

 

Dofinansowanie z Urzędu Pracy – blogowanie to też praca

Jak widać, wbrew pozorom, nawet Urzędy wiedzą, że blogowanie to też praca. We wniosku zawarłam, że główna działalność będzie opierała się na współpracach z firmami, sprzedaży własnych produktów na blogu, działaniach w Social Mediach, robieniu zdjęć, ale i pisaniu tekstów na zlecenie. Blog miał być także moim portfolio, które miało przyciągać do siebie kolejnych klientów.

Tak opisana działalność, jak widać, spodobała się.

Jednak to był dopiero początek mojej rocznej przygody z Urzędem, która wiecie co? Tak samo szybko się zaczęła, jak i szybko skończyła. Niby rok to dużo, ale zleciało w mgnieniu oka.


Zapraszam na drugą część tekstu: Dotacje na założenie bloga. Część druga. 

Oraz na część trzecią, w której mówię o tym, na co można i na co nie można przeznaczyć środków z dofinansowania na prowadzenie działalności Internetowej. 

A także na czwartą część, w której opowiadam o kontrolach, Urzędnikach i rejestrowaniu firmy na adres zamieszkania.

Jeżeli macie jakiekolwiek pytania dotyczące mojej przygody z dofinansowaniem z Urzędu Pracy – pytajcie w komentarzach. Na wszystkie odpowiem w kolejnym tekście.

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)