wece dieta

Dieta wegetariańska – pierwsze dwa lata doświadczeń

W maju 2018 roku napisałam na blogu tekst o tym, dlaczego fleksitarianizm ma sens. Opowiadałam w nim o tym, dlaczego ja, zagorzała fanka smaku mięsa, zdecydowałam się zacząć to mięso ograniczać.

Od tamtej pory minęły prawie 3 lata, a ja jestem już dawno na diecie wegetariańskiej. O mojej drodze chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć.


Zanim zaczęłam spisywać swoją historię, wróciłam do tego tekstu o fleksitarianizmie i oniemiałam! Jak ja się przez ten czas zmieniłam. Przyznam, że już zapomniałam, jakie wtedy targały mną emocje i wątpliwości. Dziś czytając z jaką lubością opowiadałam o smaku parówek czy schabowego, trochę chce mi się śmiać. 😀 A zarazem jestem z siebie dumna, bo przeszłam naprawdę niezłą drogę od mięsożercy do wegetarianki.

 

Dieta wegetariańska – “to niemożliwe”

Wystarczy, że zapytacie mojego męża, moją mamę, czy kogokolwiek z moich znajomych: kto był największym mięsożercom przy stole i jak myślał o dokładce, to myślał o drugim schabowym – odpowiedzą, że ja. W moim domu codziennie jadło się mięso (często zarówno na obiad, jak i na kolacje). Kiedy przeniosłam się z mężem na swoje, mięso też pojawiało się na stole prawie każdego dnia. Nie brałam więc nigdy pod uwagę, że kiedyś z tego mięsa zrezygnuję. A jednak. Zaczęłam być coraz bardziej świadoma: na temat cierpienia zwierząt, o jakości mięsa, o wpływie mięsa na zdrowie, a także świadoma ekologicznie. O tym dlaczego wegetarianizm staje się coraz bardziej popularny, też pisałam (i jeżeli ktokolwiek teraz pomyślał, że to chwilowa moda warta wyśmiania, nie zgadzam się. Nawet jeżeli mielibyśmy nazwać wegetarianizm modą, to jest to bardzo dobra moda, potrzebna nam wszystkim!).

Kiedy więc podjęłam decyzję, że spróbuje zrezygnować z mięsa, nie było łatwo. Targało mną wiele wątpliwości, miałam wiele obaw, ale przede wszystkim nie wiedziałam jak gotować bez mięsa i jak zastąpić ten smak. Bo przyznaję z ręką na sercu, przez całe swoje życie lubiłam smak mięsa. Rezygnując więc z niego, w pewien sposób musiałam odmówić sobie czegoś, co było moją smaczną codziennością. Wiedziałam jednak, że są sprawy ważniejsze: moje wewnętrzne poczucie równowagi kocham zwierzęta, więc ich nie zjadam plus myśl o zdrowiu i wpływie produkcji mięsa na ekosystem.

Najpierw próbowałam rzucić mięso całkowicie, co nie do końca zakończyło się sukcesem. Dopiero kiedy zdecydowałam, że zrobię to krok po kroku, zaczynając od ograniczania mięsa bez spiny, coś kliknęło.

 

Dieta wegetariańska – pierwsze dwa lata doświadczeń

Kiedy przeszłam na fleksitarianizm, poczułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że jeżeli od czasu do czasu, kiedy będę miała chęć, albo nie będę miała pomysłu na obiad, sięgnę po mięso – to nic się nie stanie. Dałam sobie na to przyzwolenie. I kiedy dałam sobie tę zgodę, zdarzył się cud. Coraz rzadziej miałam ochotę na mięso i coraz częściej wśród rodziny mówiłam, że nie jem mięsa. Co powodowało, że zarówno do domu przestałam kupować mięso, jak i nie jadłam go w gościach. Oczywiście nie była to łatwa droga, bo cała moja rodzina to mięsożercy. Pierwszym wyznawaniem była więc akceptacja otoczenia, że o to ja wielbicielka wszystkich mięs, zaczynam ich odmawiać. Wiele razy musiałam tłumaczyć, że ryba to też zwierzę, czy odmawiać zjedzenia mięsa, kiedy na siłę byłam zachęcana, by spróbować chociaż kawałek.

Nigdy nie wymagałam by robić jakieś specjalne wymyślne dania dla mnie, chciałam tylko jednego: by nie namawiano mnie do jedzenia mięsa i uszanowano moją decyzję. I tutaj jedynym ratunkiem był czas. Po prostu wszyscy po czasie przyzwyczaili się, że faktycznie tego mięsa nie jem i przestali namawiać.

Drugim wyzwaniem był smak mięsa, który przecież lubiłam. Na początku ogromnym ratunkiem były dla mnie zamienniki mięsa. Jak ja zaczynałam nie było tak dużo opcji jak teraz, ale coś dało się znaleźć. Kiedy więc nie wiedziałam co ugotować, gotowałam klasycznie, ale zamiast kotleta z mięsa, robiłam kotlety z soczewicy, tofu, warzyw, czy a’la mięs z soi.

Trzecim wyzwaniem było gotowanie obiadów. O ile szynkę na kanapce łatwo czymś zastąpisz, o tyle zastąpienie mięsa do obiadu, nie było już dla mnie takie oczywiste. I tutaj z pomocą przyszedł mi internet i książki kucharskie. Wegetariańskie przepisy znajdziecie między innymi na stronie przepisy.pl. To właśnie z tych miejsc dowiedziałam się jak inaczej można łączyć produkty, a ziemniaki, które często pojawiały się u mnie na obiedzie, zostały zastępowane makaronami, kaszą czy ryżem. Okazało się też, że zupy smakują tak samo dobrze, gdy zrobione są na wywarze warzywnym. Co więcej, dziś już nie wyobrażam sobie zjeść tłustej zupy gotowanej na mięsie.

Dieta wegetariańska – pożegnanie z mięsem na dobre

Dzięki diecie wegetariańskiej poznałam wiele nowych smaków i wiele nowych produktów, po które kiedyś w ogóle nie sięgałam z przyzwyczajenia. Dieta ta pokazała mi, że można inaczej, równie smacznie. Sporo inspiracji czerpałam też z jedzenia na mieście. Wybierając potrawy wege, patrzyłam co zostało z czym połączone i później próbowaliśmy z mężem odtworzyć coś podobnego w domu.

Co ciekawe, im dłużej byłam na diecie wege, tym częściej poznawałam nowe osoby, które również kiedyś z mięsa zrezygnowały. Zaczęłam przyciągać podobne. Miałam też przyjemność, sama być świadkiem, jak niektóre osoby z mojego otoczenia podjęły podobne próby do mnie: ograniczania mięsa, czy całkowitej rezygnacji.

Z czasem też uciszał się we mnie ten wewnętrzny głos, który ciągnął mnie w stronę mięsa. Glos, który mówił pamiętasz jeszcze jak smakuje kiełbaska z grilla? – kolejna moja słabość, gdy jeszcze jadłam mięso.

Glos ten uciszał się, uciszał się, aż zamilkł całkowicie, a dzisiaj… dzisiaj gdy czuję zapach zbyt dużej ilości mięsa (szczególnie gotowanego, czy smażonego na grillu) robi mi się nie dobrze. Nie sądziłam, że kiedyś dojdzie do takiego momentu. Słyszałam, że tak się z czasem dzieje, ale byłam pewna, że mnie to nigdy nie spotka. A jednak. Mięso zaczęło mi po czasie śmierdzieć.

Tych kilka ostatnich lat sprawiło, że zdanie nigdy nie mów nigdy nabrało dla mnie nowego znaczenia. 🙂


Nie wiem co wydarzy się za 5, 10, 20 lat. Nie mówię, że nigdy w życiu już nie spróbuję mięsa. Ale jedno jest pewne. Jestem szczęśliwa, że 2 lata temu podjęłam decyzję o zmianie żywienia i czuję się o niebo lepiej na diecie roślinnej. Cieszę się, że nie poddałam się na początku i dałam sobie czas. Tyle ile potrzebowałam, by poczuć, że mięso w mojej codziennej diecie nie jest mi w ogóle potrzebne.

Wpis powstał we współpracy z przepisy.pl

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)