Dieta bezmięsna, ochrona zwierząt i wolontariat – rozmowa z Maciejem Kozielewskim.

Pamiętacie tekst dlaczego warto udzielać się w wolontariacie? Jeżeli nie, koniecznie do niego zajrzyjcie. Opowiadam tam, jak to wygląda z mojej perspektywy.

A dzisiaj posłuchamy perspektywy kogoś innego. Osoby, której bliski jest wolontariat, wegetarianizm i walka o prawa zwierząt.


Chciałabym Was dzisiaj zaprosić na wywiad z Maciejem Kozielewskim, który swój wolny czas po pracy poświęca wolontariacie w organizacji Viva!. Rozmawiamy o diecie bezmięsnej, o jej wpływie na dzisiejszy świat, jak możemy wspierać zwierzęta, a także o wolontariacie i działalności w Vivie.

Maćka znam osobiście. Poznaliśmy się stosunkowo niedawno, ale Maciek od samego początku dał się poznać jako wrażliwy społecznik, który kocha zwierzęta. Kwestią czasu było tylko, żebym zaprosiła go tutaj na bloga. Mam nadzieję, że zainteresuje Was nasza rozmowa. 🙂

Maciej Kozielewski – absolwent studiów magisterskich Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku ochrony środowiska. Pasjonat przyrody, aktywista. Miłośnik zwierząt.

autor zdjęcia: Artur Alberciak


 

DS:  Jak długo jesteś wegetarianinem i co popchnęło Cię do podjęcia tej decyzji?

MK: Jestem na diecie wegetariańskiej, właściwie odkąd pamiętam, czyli od jakiś 8 lat. Nigdy nie przepadałem za smakiem mięsa, więc była to dla mnie łatwa decyzja. Skłoniła mnie również do tego, coraz to większa, świadomość ekologiczna, jak i konsumencka. Nie chciałem przyczyniać się do cierpienia zwierząt, zobaczyłem, czym jest chów przemysłowy i zrozumiałem, że nasz codzienny wybór w sklepie ma znaczenie: dla zdrowia, zwierząt, jak i planety. Skończyłem studia na kierunku ochrona środowiska i utwierdziło mnie to w przekonaniu, że dieta roślinna w znacznie mniejszym stopniu oddziałuje na planetę.

 

DS: Czy uważasz, że dieta wegetariańska ma sens w dzisiejszych czasach?

MK: Zdrowy tryb życia jest obecnie “modny”, a dieta roślinna wpisuje się w ten trend. Ludzi na świecie jest ponad 7 mld., coraz bardziej kurczą się zasoby na ziemi w postaci gleby, areału czy wody. Bioróżnorodność w zastraszającym tempie maleje. Dieta wegetariańska ma olbrzymie znaczenie i sens, jeśli chcemy zostawić ten świat w nie gorszym położeniu naszym potomnym, porównując do momentu gdy nam przyszło żyć. 

 

DS: Jakie według Ciebie są najlepsze środki przekazu, by przekonać innych do niespożywania mięsa?

MK: Nie da się ukryć, że największą siłą jest w obecnych czasach internet i media społecznościowe. To w nich możemy niejako przemycać przekaz o danym problemie i kreować świat. Raporty i wyniki badań ekspertów są też przekonujące, ale nie zawsze ktoś ma czas na wertowanie tych wszystkich informacji. Niejako też środkiem przekazu mogą być znane osobistości, które kiedyś urosły do naszych wzorów. Niedawno pojawił się film, w którym Arnold Schwarzenegger promuje dietę roślinną u osób aktywnie uprawiających sport i kulturystykę. Oglądając, można stwierdzić, że jeśli im się udało to mnie się też uda. Wszystko jest w naszych głowach. Dobrą metodą przekazu, by przekonać osoby do niespożywania mięsa są również akcje uliczne i demonstracje. Najłatwiej jest wtedy trafić do szerzej grupy odbiorców, jednak trzeba przygotować się wtedy czasami na krytykę. 

 

DS: Co ludzie krytykują najczęściej, kiedy już stykają się z Wami i waszymi postulatami? Czy jest to krytyka konstruktywna, czy raczej wynikająca z niewiedzy? Pamiętasz jakieś konkretne przypadki?

MK: Na akcjach ulicznych często słyszę, że wyolbrzymiamy problem i lepiej byłoby zadbać o ludzi, a nie o zwierzęta, bo to TYLKO zwierzęta…

Choć jest to dla mnie zastanawiające, ochrona zwierząt kojarzy się politycznie z ugrupowaniami lewicowymi, tak jak, chociażby patriotyzm z prawicą... są utarte jakieś schematy i stereotypy. Może to też dobry moment, żeby wyjaśnić, że wśród moich przyjaciół działających na rzecz zwierząt są osoby wierzące w Boga, praktykujące. Wracając do tematu, słyszę często, że jesteśmy ukrytą frakcją polityczną i działamy po kryjomu w interesie jakiegoś ugrupowania, co oczywiście jest bzdurą.

Odpowiadając na twoje pytanie, krytyka wynika często z niewiedzy. Ostatnio w Białymstoku moi koledzy na akcji ulicznej w proteście przeciwko zakazaniu stosowania klatek dla zwierząt hodowlanych w UE mieli kontrmanifestacje przeciwko eko-terrorystom zorganizowaną przez Stowarzyszenie Dla Życia… Był to dla mnie szok!

Na jednej z akcji przeciw hodowli zwierząt futerkowych w Polsce, usłyszałem, że zwierzęta wcale nie są trzymane w klatkach, a są to jakieś wymysły “Zachodu” o dobrostanie zwierząt. Przykłady można mnożyć, ale nie warto się tym przejmować. 🙂


autor zdjęcia: Magdalena Góra


DS: Jak według Ciebie możemy dzisiaj pomóc zwierzakom hodowlanym/zagrożonym (oprócz niespożywania mięsa)?

MK: Pomóc można na wiele sposobów, zaangażować się w aktywizm w swoich lokalnych społecznościach, wspierać fundacje zajmujące się ochroną zwierząt zagrożonych czy wykupywanym z rzeźni. Jeśli nie możemy wesprzeć finansowo wirtualnych zbiórek, warto zapytać również o wolontariat.

 

DS: Mówisz o wspieraniu finansowym i aktywizmie. Wiele osób boi się wspierać finansowo (wrzucać kasę do puszek, czy robić przelewy na organizację), bo brakuje w nas zaufania, że pieniądze faktycznie trafią tam, gdzie powinny i zostaną wykorzystane w mądry sposób. Masz na to jakąś radę? Jak pomagać, żeby nie dać się oszukać? Co powinno wzbudzić nasz niepokój i odwrotnie… kiedy możemy danej organizacji zaufać?

MK: Jest wiele portali, na których organizacje zbierają pieniądze na różne cele. Do takich stron należy: pomagam.pl, siepomaga.pl, zrzutka.pl. Na tych stronach wcześniej należy przedstawić faktury za leczenie, kosztorys na wybrany cel. Ponadto, żeby móc rozpocząć taką zbiórkę, osoba musi być zweryfikowana przez portal numerem dowodu osobistego, by nie dochodziło do wyłudzeń. 

 

DS:  A co myślisz o takich programach jak “Meat the family” (kontrowersyjne reality show, w którym rodzina bierze pod opiekę zwierzę hodowlane, następnie, po kilku tygodniach, staje przed wyborem: ocalić je czy zjeść)?  Czy według Ciebie to dobry sposób, by przekonać ludzi do wegetarianizmu, czy nie tędy droga?

Nie jestem zwolennikiem przedstawiania cierpienia w programach typu reality-show, program ma szokować i może niektórych przekona do wybrania diety roślinnej, ale bardziej zachęcałbym jechać na akcje nocnego czuwania do rzeźni. Organizacje prozwierzęce organizują takie wyjazdy, coraz więcej osób decydują się na takie wyjazdy, co przykuwa, coraz częściej, uwagę mediów. Z pewnej odległości obserwuje się etapy zwierzęcia, które trafia do rzeźni, słyszy się krzyk, widzi cierpienie zwierząt idących na rzeź. Bardzo działa to na wyobraźnie i  czuje się olbrzymią bezsilność i smutek…

Reality-show może trafić do odbiorców, którzy nigdy by nie pojechali do rzeźni zobaczyć, jak wygląda przemysłowy chów zwierząt, którzy najprawdopodobniej też nie wiedzą, skąd bierze się mięso na ich talerzu. Może taka terapia szokowa jest potrzebna w dzisiejszych czasach.  Jest to ciekawy eksperyment… oby przyniósł zamierzony skutek.

 

DS: Od kiedy działasz jako wolontariusz w Vivie? Dlaczego Viva?

MK: W Fundacji Viva! jestem od roku. Dlaczego wybrałem fundację Viva? Piotrków to małe miasto, chciałem włączyć się bardziej czynnie w działalność prozwierzęcą, wcześniej działałem w fundacji zajmującą się pomocą kotom wolno-żyjących i bezdomnym, jednak mi to nie wystarczyło, stąd decyzja o przystąpieniu do Vivy!

 

DS: Co daje Ci praca w tej organizacji?

MK: Po miesiącu działalności w lokalnym oddziale Vivy zostałem współkoordynatorem, dzięki czemu mogę zająć się organizowaniem akcji ulicznych, wydarzeń promujących dietę roślinną i aktywny tryb życia. Realizuję się na wielu płaszczyznach, biorę udział w szkoleniach, w zjazdach wolontariuszy z całej Polski. W Fundacji łączą nas wspólne zainteresowania i chęć działania dla zwierząt. Z wieloma osobami zaprzyjaźniłem się i jestem w stałym w kontakcie.


autor zdjęcia: Bartosz Sobczak


DS: Jakie są ogólne postulaty Vivy?

MK: Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt Viva! działa w Polsce od 2000 roku. Walczy o prawa zwierząt, stanowczo sprzeciwia się wykorzystywaniu zwierząt w cyrkach, sprzedaży żywych karpi w supermarketach, wykorzystywaniu koni na Morskim Oku, hodowli zwierząt futerkowych, transportowi żywych zwierząt na olbrzymie dystansy, promuje dietę roślinną i aktywny tryb życia, podnosi świadomość ekologiczną, jak i uczy empatii wobec zwierząt.

 

DS: Czy każdy może zostać wolontariuszem? Czy trzeba mieć dużo wolnego czasu, żeby dołączyć do organizacji?

MK: Wolontariuszem może zostać każdy, również osoba niepełnoletnia, nie musisz rezygnować z działalności w innej organizacji, jak to jest w niektórych fundacjach. Dołącz do lokalnej grupy Vivy i zacznij już dziś do walki o prawa zwierząt, w myśl zasady: działaj lokalnie, myśl globalnie! 

Czy trzeba mieć dużo czasu, żeby dołączyć do organizacji? Pracuję na etacie w systemie zmianowym, a mimo to jestem w stanie zagospodarować czas na wolontariat w dwóch organizacjach pozarządowych. Kwestia dobrej organizacji pracy. Z doświadczenia wiem, że im więcej obowiązków tym człowiek bardziej zorganizowany 🙂 Jednak prawdą jest, że jeśli ktoś ma dziecko, rodzinę, o ten czas będzie trudniej. Mnie jeszcze ten temat nie dotyczy.

 

DS: Jeżeli mimo wszystko ktoś nie ma czasu (albo ochoty) dołączać do organizacji, a chciałby pomóc, bo np. bliskie jest mu niewykorzystywanie zwierząt w cyrkach, to jak może to zrobić? Czy tylko poprzez wpłatę pieniędzy na konto organizacji? Czy może są jeszcze jakieś małe drobne rzeczy, które może zrobić? Udostępniać informacje na social mediach, poruszać ten temat na rodzinnych spotkaniach?

MK: Pamiętajmy, że wiele organizacji zaprasza na protesty, można wpaść niejako “jednorazowo” jeśli czas pozwoli i wesprzeć organizatorów swoją obecnością, jest to bardzo budujące dla nas.

Ważną kwestią pomocy jest też podpisywanie petycji, często na akcjach zbieramy podpisy albo rozdajemy ulotki, gdzie można podpisać taką petycję internetowo. Każdy podpis ma znaczenie, rozgłos w mediach sprawia, że nacisk na decydentów rośnie.

Rozmawiając z najbliższymi na różne kwestie, możemy zrobić małą rewolucję w swoim otoczeniu, ważne by nikomu nic na siłę nie narzucać i wzajemnie się szanować, ale warto wymieniać poglądy w słusznej sprawie, jaką są nie wątpliwie prawa zwierząt, być może ktoś z naszego otoczenia zmieni zdanie na ten temat, a wtedy osiągniemy swój mały sukces.

Liczy się każda forma wsparcia. Pomagać można na wiele sposobów: udostępnianie postów w mediach społecznościowych, czy prowadzenie bloga poruszającego tematy praw zwierząt, czy diety wege. To wszystko ma olbrzymie znaczenie dla szerzenia jakiegoś trendu, zwrócenia uwagi na dany problem. Takie działania mają szanse na trafienie do szerszej liczny odbiorców.


autor zdjęcia: Magdalena Góra


Maciej jest przykładem tego, że jeżeli się chce, to można. Każdy z nas może zrobić dla zwierząt coś od siebie. Dołączyć do organizacji (pomagać w wolontariacie można na wiele sposobów), podpisać petycję, przelać drobną kwotę, zrezygnować 2 razy w tygodniu z mięsa, przygotować zagorzałemu mięsożercy wegański posiłek. Nie po to, by na siłę przekonywać go do diety bezmięsnej, ale po to, by pokazać, że obiad bez mięsa też może być smaczny.

Cały czas organizacje walczące o prawa zwierząt spotykają się z niezrozumieniem, ze sceptycyzmem. Powtarzane są różne fałszywe przekonania. Wiele osób udaje, że problemu nie ma.

Jeżeli Ty jednak widzisz problem, a los zwierząt nie jest Ci obcy. Zrób coś. Chociaż jedną rzecz z wyżej wymienionych. Ale zrób to dzisiaj. <3

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)