poziom zaufania społecznego

Czy ufasz obcym ludziom? Czyli jak wygląda poziom zaufania społecznego.

Gdyby ktoś Cię zapytał, czy ufasz obcym ludziom, co byś odpowiedział? Z powtarzanych co kilka lat badań CBOS niezmiennie wynika, że jednak większość z nas odpowiada: nie ufam.

Załóżmy więc, że pewnie większość z Was też by tak odpowiedziała. Swoją drogą myślę, że ze mną na czele…


Czy jest w tym coś złego, że uważamy się za nieufny naród? Nic się nie dzieje bez przyczyny, a przyczyn tego stanu rzeczy możemy dopatrywać w wielu sytuacjach. W naszej polskiej historii, w tym, jak wychowywali nas rodzice, a ich nasi dziadkowie. W tym, czym karmią nas media i o czym czytamy w sieci. W migracjach ludności. Do tego dochodzą nasze doświadczenia, doświadczenia naszych sąsiadów i rodziny. Wszystko to składa się na poziom zaufania społecznego w naszym kraju.

Kiedy więc ciągle słyszysz o wykorzystywaniu, naciąganiu, kradzieżach, zabójstwach, oszustwach, przekrętach, napadach – trudno Ci zaufać innym. I w sumie… jest to uzasadnione.

Niski poziom zaufania społecznego – przecież widzimy to na co dzień

Dzisiaj nasze życie podszyte jest lękiem, obawami, niepewnością. Przejawia się to w wielu aspektach.

Zamykanie drzwi na klucz (nawet gdy jesteśmy w domu) to często dzisiaj minimum. Uciekamy się po dodatkowe środki bezpieczeństwa jak drzwi antywłamaniowe, kilka zamków, kamery przed blokiem, czasem też kamery w domach jednorodzinnych. Zamknięte osiedla z ochroniarzem to przecież też potrzeba bezpieczeństwa, która została zauważona.

Kobiety: ile z Was po zmroku nie wychodzi sama z domu, bo się boi? Albo zawsze, kiedy już to robi, ma przy sobie coś, z czym czuje się bezpieczniej, na przykład gaz pieprzowy?

Mężczyźni: ilu z Was wozi w samochodzie jakiegoś rodzaju broń, która miałaby mu się przydać w akcie samoobrony, na przykład pałkę?

Nie mam domku, ale słyszałam, że kiedy właściciele domów wyjeżdżają na wakacje, proszą rodzinę, albo sąsiadów by zerknęli na ich posiadłość pod ich nieobecność. Zresztą podobne prośby zdarzają się i w mieszkaniach w blokowiskach.

Wszystkie te i podobne zachowania podszyte są lękiem. Lękiem, że coś się stanie, że jesteśmy w permanentnym zagrożeniu i powinniśmy uważać, jakoś mocniej zadbać o siebie, swoją przestrzeń, swój dorobek.

Jednak nie na tym kończy się brak zaufania do innych ludzi.

Pamiętacie tekst o tym, jak deprymujemy pomagających? No właśnie. Nie wierzymy innym, że pomagają z dobrego serca. Podobnie, kiedy ktoś wpadnie na jakiś innowacyjny pomysł, zaraz znajdzie się fala krytykantów, którzy będą doszukiwać się tam drugiego dna. Zawsze szukamy drugiego dna.

Kiedy w Polsce pojawiły się lodówki do dzielenia się pożywieniem (tzw. foodsharing), pojawiały się też głosy, że ludzie będą brać jedzenie reklamówkami i je dalej sprzedawać. Kiedy ktoś zakłada Fundację, to po to, by mieć pralnię brudnych pieniędzy. Kiedy ktoś żebrze o pieniądze na chleb, na pewno zbiera na wódkę. Kiedy ktoś chce pomóc drugiej osobie, na pewno liczy na jakieś korzyści. Ile razy złapaliście się na podobnych myślach?

To wszystko to przejawy niskiego zaufania społecznego, które podszyte jest niepewnością i obawą, że wszyscy chcą nas oszukać.

Czy ufasz obcym ludziom?

Podobne sytuacje można by mnożyć.

Pytania, które wcześniej zadałam i sytuacje, które przytoczyłam, miały zwrócić Twoją uwagę przede wszystkim na siebie samego. W ilu tych sytuacjach widzisz samego siebie? Czy ufasz obcym ludziom? Czy jednak nie? I przede wszystkim czy chcesz stać się bardziej ufny w stosunku do innych? W końcu jesteśmy przyzwyczajeni do życia nieufnego. Wolimy podwójnie uważać, chuchać na zimne, niż ślepo zaufać i się sparzyć. Za wiele mamy do stracenia, by tak z dnia na dzień po prostu zaufać. Prawda? Otoczenie się bezpiecznym kokonem jest dużo łatwiejsze, mimo iż zaufanie staje się bardzo cenne w sytuacjach kryzysowych.

Oczywiście nie będę namawiać Cię do niezamykania drzwi na klucz. Jestem daleka od tego, bo sama mam bzika na tym punkcie. Ale może jest coś, co moglibyśmy zrobić, by ograniczyć lęk, który towarzyszy nam na co dzień przed nieznajomym drugim człowiekiem?

Pierwsze, o czym myślę, by wyzbyć się lęku, to konfrontacja z nim. Wyjazd, w którym siłą rzeczy musimy zaufać innym. Na przykład: wyjazd pod namioty (jak bardzo byś chciał, nie zamkniesz namiotu na klucz), skorzystanie z autostopu, szukanie darmowego noclegu w innym kraju u ludzi dobrej woli.

Co ciekawe: dla wielu z nas to są rzeczy codzienne, a dla innych bariery nie do przeskoczenia.

Tak, te sytuacje mogą być zagrażające. Ale tak naprawdę każde wyjście z domu może takie być. To, że jedne osoby nie wyjdą z domu bez gazu pieprzowego, a inne podróżują bez pieniędzy, zdając się na cudzą łaskę, pokazuje, jak bardzo różny może być poziom naszego lęku społecznego.

 

Różny poziom lęku społecznego

Jedni skoczą na bungee, a inni nie pójdą na ściankę wspinaczkową, bo nie ufają, że osoba, która założy im pas i linę, zrobi to bezpiecznie i wzorowo.

Jeżeli poziom lęku jest w Tobie bardzo wysoki i utrudnia Ci codzienne funkcjonowanie w społeczeństwie, wiedz, że możesz coś z tym zrobić. Może warto zacząć od małych kroków. Jak na przykład: zostawienie ręcznika z ubraniami na basenie bez opieki, wyjazd pod namiot na Festiwal, zostawienie na chwilę zakupów pod blokiem – drobne rzeczy. Kiedy zobaczysz, że nic się nie dzieje, może będzie stać Cię na kolejne kroki.

Bezpieczeństwo jest ważne i zawsze warto zachować zdrowy rozsądek w przekraczaniu różnych granic. Jest jednak różnica między dbaniem o swoje bezpieczeństwo a ciągłym lękiem, że ktoś nas okradnie, zrobi nam krzywdę, bo ludzie są z natury źli. 

Poza tym skoro ktoś ma fajny pomysł, jak pomóc innym – nawet jeśli pierwsze co przychodzi nam do głowy, to skrytykować tę osobę za pomysł i powiedzieć to się nie uda, bo ludzie to zniszczą, wykorzystają, będą cwańsi, jesteś naiwny – spróbujcie uwierzyć, że to się może udać, a wielu osobom ten projekt może pomóc.

To cud, że są jeszcze na świecie ludzie, którym się chce. Którym chce się robić, działać, pomagać, tworzyć nowe rozwiązania. Rozwiązania, które mają pomóc biedniejszym, słabszym, starszym, schorowanym. Nawet jeżeli faktycznie te osoby ryzykowałyby, że jednak się nie uda i ktoś to zniszczy. Jeżeli to my dzisiaj będziemy tym osobom umniejszać i zrównywać ich pomysły z ziemią, zamiast im pomagać (również konstruktywną krytyką!) to, jak będzie wyglądał ten świat za 10, 20 lat? Zastanawialiście się kiedyś nad tym?


Możemy być nieufni, naszym życiem możemy dać rządzić lękowi i obawom. Wszystko to zależy tylko od nas. Jednak czasem naprawdę warto zaufać i przekonać się, czy naprawdę diabeł taki straszny, jak go malują…

 

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)