epidemia a marzenia

Czy epidemia wstrzymała projekt MARZENIA?

Nowy miesiąc zwiastuje nowy tekst o projekcie: marzenia. Temat miał być inny, ale w obliczu epidemii koronawirusa, pojawia się tylko jedno zasadnicze pytanie. Być może i ono chodzi Wam po głowie.

Co z moim słowem na dany rok? Czy dać sobie spokój ze wszystkimi planami, czy może próbować je uelastycznić do warunków zastanych?


Ja zdecydowanie jestem zwolennikiem tego drugiego. Chciałam w tym roku spełniać swoje marzenia i mimo że sytuacja jest nieco utrudniona, nie jest to niemożliwe. Wierzę, że z Waszymi słowami jest podobnie. Jestem pewna, że każde z nich (w większy czy mniejszy sposób) można uelastycznić do warunków zastanych. Na pewno warto spróbować.

Jeżeli podobnie jak ja pracujecie nad marzeniami w tym roku, podrzucam, jak wyglądają moje zmiany w projekcie. Jeżeli pracujecie nad innymi słowami, może ten tekst w jakiś sposób zainspiruje Was do przyjrzenia się w podobny sposób swoim małym słowom na dany rok. O co chodzi z tym wszystkim? Post wprowadzający o marzeniach, znajdziesz tutaj.

Czy epidemia wstrzymała projekt MARZENIA?

Odpowiadając na pytanie z tytułu: oczywiście, że nie wstrzymała. Jedynie trochę go przekształciła. Przeprowadzę Was teraz przez 3 kroki, które ja zrobiłam, gdy dowiedziałam się, że najbliższe tygodnie/miesiące spędzę w domu.

KROK 1: Znajdź trochę czasu i zajrzyj ponownie do swojej listy marzeń (o tworzeniu takiej listy marzeń pisałam tutaj).

Pierwsze co zrobiłam, to otworzyłam swój zeszyt i przejrzałam listę marzeń dużych i małych. Przeszłam przez każde marzenie po kolei, zadając sobie przy każdym z nich 2 pytania: czy w tych warunkach jestem w stanie ruszyć z tym marzeniem/spełnić je/działać w tym kierunku i drugie: czy jestem w stanie to marzenie spełnić, w momencie gdy zakończy się kwarantanna?

To drugie pytanie też jest ważne, bo odpowiedź nie zawsze musi być oczywista. Na przykład na mojej liście dużych marzeń są kolejne podróże. Między innymi pojawił się punkt pojechać w tym roku do Włoch. Aktualnie jest to niemożliwe. Czy będzie to możliwe po kwarantannie, jeszcze w tym roku? Nie wiem. A jeżeli będzie możliwe, to czy się na to zdecyduje? Nie wiem. Na niektóre pytania odpowiedź nie będzie oczywista, nie przejmujcie się tym.

Pamiętajcie: elastyczność przede wszystkim! Słuchajcie siebie. Sytuacja się zmieniła, więc i nasze plany, a nawet marzenia mogą ulec zmianie.

KROK 2: Skup się na tych marzeniach, które jesteś w stanie realizować tu i teraz.

Co ciekawe, okazało się, że to ćwiczenie przesiało moje marzenia, nadając niektórym z nich priorytet. Okazało się bowiem, że wiele marzeń z mojej listy, wręcz stworzonych jest do warunków domowych. Na przykład takie napisanie książki. Co jak co, ale to dobry moment na zrobienie tego teraz, jeżeli siedzimy w domu.

Oczywiście i w tym zakresie mogą pojawić się problemy, w zależności od tego, o jakiej książce myślimy. Czasem pisanie książki wymaga spotkania się z kimś, zajrzenia do biblioteki, odwiedzenia konkretnych miejsc. Wtedy pojawia się problem, ale warto sprawdzić, co z tych rzeczy da się zrobić online, co odłożyć w czasie i ruszyć z projektem do przodu. Zacząć chociaż. Nie szukać problemów, a rozwiązań.

Bardzo dało mi do myślenia to, jak aktualna sytuacja na świecie przełożyła się na moją listę marzeń, nadając priorytet niektórym z nich. Poczułam, że to pewnego rodzaju pchnięcie od losu, w którą stronę iść. 🙂

KROK 3: Odpuść tym marzeniom, które są niepewne

Odpuszczenie jest bardzo ważne. Ważniejsze, niż możesz przypuszczać. Kiedy wykonasz krok pierwszy, rozstań się z marzeniami, na które odpowiedziałeś “nie”, albo “nie wiem”. Niech nie zajmują Twoich myśli. Przynajmniej przez najbliższy czas, dopóki sytuacja na świecie się nie unormuje.

Skup się na tym, nad czym masz jeszcze kontrolę. Działaj tam, gdzie to możliwe. Podziękuj, że niektóre z Twoich marzeń dostały priorytet ważności i zaufaj, że tak widocznie miało być.

Natomiast chciałabym też wspomnieć tutaj o innej ważnej rzeczy.


Jeżeli czujesz się przygnębiony sytuacją, straciłeś kogoś bliskiego przez epidemię, ma ona ogromny wpływ na Ciebie, albo sam chorujesz – zadbaj o siebie. Daj spokój tym całym marzeniom, planom, celom, które sobie stawiałeś na początku roku. Zdrowie i życie jest najważniejsze. Jeżeli nie masz na nic siły, dbaj o siebie – tylko to jest najważniejsze i zawsze to powinno być Twoim priorytetem.


Motywacja w czasach epidemii

Natomiast jeżeli chcesz działać (być może i po to, by zachować pewien rodzaj normalności), ale masz problem z motywacją w czasie epidemii, przybijam piątkę. Nie jesteś w tym sam. Mam dwie rzeczy, które bardzo mi pomagają w tym czasie. Podrzucę je tutaj jeszcze jako bonus, może coś sprawdzi się u Ciebie.

 

Stwórz sobie nową rutynę dnia codziennego

Kiedy Twoja codzienność zostaje zaburzona, musisz odnaleźć się na nowo. Ja tak mocno tego nie odczułam na sobie, bo home office uskuteczniam od kilku lat, ale mocno poczułam brak spacerów (liczenia kroków) i uczęszczania na kurs tańca. Musiałam więc zadbać o swój ruch w domowych warunkach. Zaczęłam codziennie rozkładać matę do jogi. Zdarza mi się też tańczyć w domu do ulubionej muzyki. Ale to właśnie ta codzienna joga sprawiła, że poczułam się bezpieczniej.

Jedyne, na co trzeba uważać (to też mówię z własnego doświadczenia), żeby rutyna, którą sobie teraz wypracowujecie, nie niszczyła Wam innej, już wcześniej wypracowanej. U mnie tak było, kiedy próbowałam ćwiczyć rano. Nie sprawdziło się to. Odkąd prowadzę własną działalność jestem zaprogramowana, że rano po wstaniu, od razu muszę coś zjeść i zasiąść do pracy. Inaczej cały dzień mam rozwalony. Więc ćwiczenia fizyczne muszą u mnie wejść późnym popołudniem, tak jak miało to miejsce przed kwarantanną.

Co może być Twoją nową rutyną? Może też ćwiczenia? Może codzienne szykowanie się rano, jakbyś wychodził do pracy? Może konkretne godziny posiłków? Szukaj tego. Poczuj, że masz wpływ na swoją codzienność i… miej ten wpływ.

 

Zaglądaj częściej do swojej listy rzeczy, które Cię motywują i demotywują. 

Jeżeli jeszcze nie masz takiej listy, koniecznie ją stwórz! Mnie zajęło jej stworzenie kilka tygodni. Co chwilę coś dopisywałam, co na bieżąco widziałam, że mi służy, albo wręcz odwrotnie.

Dziś mam pokaźną listę rzeczy, które mnie motywują (znajdziesz tu między innymi: powracanie myślami do przeszłości i sprawdzanie jaką trudną, ale i piękną drogę mam za sobą, słuchanie muzyki z czasów licealno-studenckich, porządek w domu czy słowa uznania dla mojej pracy), ale i demotywują (zbyt dużo zobowiązań, czytanie osób, które ciągle narzekają i mają w sobie dużo negatywnej energii, czy brak ruchu).

Kiedy spada mi motywacja, wracam do tej listy i sprawdzam, czy przypadkiem nie zrobiłam dzisiaj czegoś z listy rzeczy demotywujących, a potem sprawdzam, po co mogę sięgnąć z listy moich prywatnych motywatorów, żeby ten stan poprawić.

W 80% to działa!

A czasem… czasem trzeba po prostu odpocząć. 🙂

To trudny czas, więc odpoczywaj, tyle ile potrzebujesz.


Jak tam Wasze słowa na rok 2020 się teraz mają? Pamiętacie jeszcze o nich?

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)