Cienka granica między prywatnością a byciem posądzonym o nieszczerość.

Od jakiegoś czasu, odkąd życie osobiste zaczęło mi pokazywać środkowy palec, doszłam do wniosku, że istnieje bardzo cienka granica między prywatnością a byciem posądzonym o nieszczerość.


Już tłumaczę, o co chodzi.

Ostatnio dużo zastanawiam się nad tym, gdzie dla influencera, (ale i dla jego odbiorców) zaczyna i kończy się prywatność, a w którym momencie zostaje on posądzony o nieszczerość, czy kreowanie życia idealnego?

Obserwuję wielu blogerów wraz z ich społecznościami i widzę, że nie ma jednoznacznej granicy. Dla każdego będzie ona przebiegać gdzie indziej.

Natomiast wiem, że wielu blogerów podobnie do mnie, bije się z myślami, czy coś napisać, czy jednak nie, bo to już jest zbyt prywatne i lepiej pewne rzeczy zostawić dla siebie. Natomiast społeczności w dużej mierze wydają oceny, nie zastanawiając się całościowo – ile podjęcie takiej decyzji kosztuje, tym bardziej że tak naprawdę dobrej jednej decyzji nie ma i każda niesie za sobą jakieś konsekwencje.

 

Prywatność czy nieszczerość?

Kiedy dzieje się w naszym życiu coś traumatycznego, na przykład dotyka nas poważna choroba, śmierć członka rodziny, rozstanie, czy inna życiowa tragedia mogąca powodować smutek, rozgoryczenie, spadek energii, a nawet stan przed depresyjny – wielu Influencerów w którymś momencie staje przed pytaniem: czy powiadomić o tym swoją społeczność?

To naturalna kolej rzeczy, jeżeli tworzymy regularnie w sieci, nasza twórczość, jak i nasi odbiorcy są dla nas ważni, a my chcemy pozostać szczerzy wobec siebie i innych. I pojawiają się wtedy dwie możliwości.

Z jednej strony, uważamy, że powinniśmy powiedzieć o tym swojej zbiorowości z kilku względów. Chcemy zachować szczerość, pokazywać życia “bez filtra”, nie ukrywać ważnych momentów naszego życia, bo są tak samo ogromną częścią nas, jak te radosne chwile. Chcemy także, by czytelnicy zdawali sobie sprawę z tego, że możemy być teraz nieco bardziej zagubieni, roztargnieni, możemy popełniać więcej błędów, czy na razie nie odpowiadać na żadne wiadomości. A być może w ogóle pragniemy wyciszyć się na jakiś czas w sieci i chcemy się wytłumaczyć, skąd taka decyzja. Motywów, dla których Twórcy chcą podzielić się swoją traumą z czytelnikami, może być wiele. Nie wszystkie muszą być transparentne.

Jedno jest jednak pewne, nie powinniśmy oceniać takiej osoby, jako tej, która próbuje wybić się na rodzinnej tragedii, chce w ten sposób powiększyć swoje zasięgi, bo to dobrze klikany temat, czy nie ma w ogóle swojej prywatności, skoro wystawia na publikę pewne intymne szczegóły.

Z drugiej strony, wielu z nas nie chce mówić, nie umie mówić, nie czuje się gotowym na to, by mówić publicznie o tym, co wydarzyło się tragicznego w jego życiu. Tak, z jednej strony jesteśmy Twórcami, w dużej mierze dzielimy się jakąś częścią naszego życia w sieci, ale są pewne wydarzenia, które są dla nas zbyt osobiste, prywatne, by tak po prostu pisać o nich i tłumaczyć się z nich.

I wcale nie jest to prostsza droga niż wybranie tej pierwszej i skonfrontowanie się publicznie ze swoją tragedią. Dlatego w tym przypadku nie warto tak łatwo oceniać. Jeżeli ktoś ukrywa ważne elementy swojego życia, to niekoniecznie jest nieszczery.

 

Trauma – mówić o niej czy nie?

Jak już wspomniałam, nie uważam, że ta druga droga, jest drogą na skróty. Wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że podjęcie tej drugiej decyzji (o zachowaniu niektórych spraw dla siebie), może być bardzo trudne dla Influencera. Zachowanie tylko dla siebie tragicznych wydarzeń powoduje, że inni mogą nie zrozumieć Twoich gorszych dni, mogą zarzucać Ci daj spokój, jakie Ty możesz mieć problemy czy zachowywać się przy Tobie, jak gdyby nigdy nic się nie stało, nie mając pojęcia, że akurat teraz bardzo łatwo dobić Cię nieprzemyślanym żartem czy słowem.

Nie uważam również, że niemówienie o rzeczach trudnych, które uważamy za bardzo osobiste to, to samo, co pokazywanie życia wyidealizowanego. A niestety wiem, że wielu blogerów zmaga się z takimi ocenami. Skoro nie pokazują publicznie tego, co złe, tego, co ich boli, tego, że ktoś im zmarł czy że rodzinę dosięgła śmiertelna choroba, to nagle stają się w oczach odbiorców nieszczerzy. Stają się kimś, kto pokazuje tylko wycinek życia, ten dobry, pozytywny, miły. To moim zdaniem bardzo nieczułe i niesprawiedliwe naznaczanie i ocenianie osób, które ledwo radzą sobie z tym, co ich spotkało, a jeszcze narzuca im się na plecy ciężar hipokryzji.

Każdy, nawet osoba publiczna, ma prawo do prywatności i intymności. Każdy ma prawo do tego, aby zdecydować, czy o danej rzeczy chce powiedzieć publicznie, czy woli zachować ją dla siebie. A w takich trudnych momentach, jakimi są traumatyczne przeżycia, powinniśmy kierować się w większej mierze empatią i zrozumieniem, a niżeli oceną, którą tak łatwo nam wygłaszać.

Łatwo mówić nam, co my byśmy zrobili w danej sytuacji, ale dopóki nie przeżyjemy jej, nigdy nie będziemy w stanie ocenić, czy naprawdę tak łatwo byłoby nam podjąć daną decyzję.


Dlatego ta granica między prywatnością a byciem uznawanym za nieszczerego bywa bardzo cienka. Szczególnie dzisiaj, w czasach gdy mamy przesyt wyidealizowanym życiem jak z obrazka, porządkiem na biurku, ułożonymi włosami, nieskazitelnym makijażem i czystym minimalistycznym domem. Te piękne idealne kadry, zamiast nas inspirować, zaczęły nas dołować – stąd tak wielu z nas szuka cały czas tej niedoskonałości i wręcz domaga się od Twórców pokazywania ciemnej strony swojego życia. Pal sześć kiedy chcemy oglądać inne blogerki bez makijażu, czy chcemy widzieć stertę niewypranych ubrań, ale kiedy wchodzimy w czyjeś życie głębiej np. w życie miłosne – to już nie jest ok. 

Nie tędy droga. Niestety. Pierwsze i najważniejsze to, co musimy zapamiętać, łapiąc się na ocenianiu, że każdy ma prawo do prywatności i do decydowania, o czym chce powiedzieć, a o czym nie.

I my, powinniśmy to uszanować.

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)