zarabianie na blogu z ceneo

Zarabianie na „małym” blogu.

Istnieje kilka kwestii, które spędzają sen z powiek większości blogerom. Jak się okazuje – nie tylko początkującym.

Na pewno nie zaskoczę Was, jeżeli powiem, iż chodzi tu o zarabianie na „małym” blogu i o statystyki, czyli miesięczną liczbę wejść na bloga.


Kiedy mówię o „małym” blogu, nie mam na myśli jedynie blogów początkujących. „Mały” blog to taki, który nie generuje milionowej widowni, mimo że istnieje już jakiś czas w blogosferze.

Często dostaję od początkujących blogerów prywatne wiadomości. Pytacie mnie o to, jak rozwinąć bloga, ale także jak zacząć na nim zarabiać nie mając tysięcy UU miesięcznie. Co zaproponować markom, skoro wyniki wejść na naszą stronę wcale nie powodują w nas dumy?

Początki są trudne – to nie podlega żadnej dyskusji. W gąszczu informacji nie zawsze łatwo zorientować się, co tak naprawdę w pracy nad rozwojem bloga jest istotne, a co można pominąć.

A odpowiedź jest prosta, chociaż nie wszystkim jeszcze dobrze znana. Nie o ilość wejść na bloga tu chodzi, a o zaangażowanie na blogu.

 

Mam małego bloga – ale duże zaangażowanie.

Ciekawa jestem, jaką liczbę byście rzucili, gdybym zapytała Was o to, ile Waszym zdaniem mam Unikalnych Użytkowników miesięcznie?

Myślę, że wielu z Was mogłoby się pomylić. Ja też kiedyś liczyłam każdą setkę kolejnych napływających czytelników, aż w końcu przestałam to robić.

Zrozumiałam, że mój blog nie jest dla każdego. To nie są treści, które zainteresują większość. Jest on skoncentrowany na konkretne działy/dziedziny, co powoduje, iż nie dotrę ze swoim przekazem do każdego.

Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, przestałam martwić się ilością czytelników, a zaczęłam bardziej dbać o jakość relacji z tymi, którzy są już ze mną.

I właśnie to polecam każdemu blogerowi: postawić na zaangażowanie.

Uwielbiam blogi, na których dużo się dzieje. W komentarzach pojawiają się merytoryczne dyskusje, blogerzy bez krzty zażenowania odpowiadają na prywatne wiadomości i są na wyciągnięcie ręki dla czytelnika, wychodząc mu ze wszystkim naprzeciw.

I taki bloger, choćby miał 1.000 UU miesięcznie na blogu – może na nim zarabiać, jeżeli stoi za nim zaangażowana społeczność. Choćby była mała.

I między innymi dla takich blogerów jest moja dzisiejsza propozycja.

 

Ceneo – naprzeciw „małym” blogom.

Rozpocząć zarabianie na blogu, może każdy, kto tylko zechce. Tematyka bloga w tym przypadku nie ma znaczenia, bo Ceneo ma w swojej ofercie ponad 8 mln produktów, co oznacza, że możesz dobrać produkt odpowiedni dla swojej marki i dla swoich czytelników, a nie taki, jaki firma z góry Ci zaproponuje.

Sam decydujesz, kiedy chcesz skorzystać z jakiegoś produktu i co polecić na blogu. Najczęściej to wychodzi samo z siebie. Przykład: piszesz tekst o aranżacji sypialni, bo znalazłeś piękną lampę, którą chcesz się pochwalić na blogu. Ta lampa znajduje się w produktach Ceneo, więc polecasz ją z czystym sumieniem. A za każdy kilk z Twojego przekierowania i przejście do sklepu – zarabiasz. 🙂

Proste, naturalne i szczere – właśnie takie powinno być zarabianie na blogu.

Są jeszcze dwie istotne kwestie przemawiające za taką formą zarobku.

Dla blogerów dużym plusem jest to, że współpraca z Ceneo nie koliduje w żaden sposób z innymi możliwościami zarobku. Nie stawia żadnych ograniczeń. Dlatego nie musimy się obawiać, że współpracując z Ceneo – stracimy ofertę swojego życia. Nie zamyka nas to na inne alternatywne rozwiązania.

Może to być Twoja jedyna forma zarobku na blogu, ale możesz także potraktować ją jako dodatek. Nie ma żadnych haczyków, nic nie musisz deklarować.

Natomiast dla czytelników dużym plusem jest to, że Ty umieszczając reklamę Ceneo, dajesz użytkownikowi pełną informację o tym gdzie i w jakiej cenie może kupić dany produkt. Dodatkowo czytelnik może sprawdzić opinię na jego temat.

Wilk syty i owca cała. 😀

  • Nie współpracuj z Ceneo, jeżeli:

    • Zamierzasz wciskać cokolwiek swoim czytelnikom (czytaj: bubel, towar niesprawdzony). Tacy blogerzy w ogóle nie powinni zarabiać na blogowaniu, a społeczność prędzej czy później i tak zorientuje się, że nie można Ci zaufać, więc koniec końców zostajesz z niczym.
    • Nie masz zaangażowanej społeczności. Ceneo płaci za wyniki Twojej pracy. Wystarczy, że czytelnik przeklika się do Ceneo, a później do sklepu – wtedy zarabiasz. 🙂 Uczciwie, prawda?
    • Nie zamierzasz w żaden sposób monetyzować swojego bloga. Masz do tego prawo. Blog to Twoje miejsce w sieci – to Ty jesteś tu Panem i Władcą. 🙂

Zarabianie na „małym” blogu.

Jeżeli jednak czujesz, że chcesz spróbować swoich sił, jedyne co musisz zrobić to zarejestrować się na tej stronie.  Rejestracja trwa (chyba nie skłamię) niecałą minutę. W panelu masz od razu wyszczególnione różne możliwości zarobku.

Co jakiś czas do życia powoływane są specjalne kampanie z markami, w których możesz brać udział, jeżeli czujesz, że to coś, co spodoba się Twoim czytelnikom.

W każdej chwili możesz także stworzyć unikatowy wpis, na swoim zasadach – z ponad 8 mln dostępnych produktów.

Podobnie, w każdej chwili możesz zrezygnować, jeśli stwierdzisz, że u Ciebie to nie działa i nie przynosi zysku.

Decyzja należy do Ciebie. I w tym miejscu, aż chce się powiedzieć: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana – chociaż tutaj potencjalnego ryzyka nie ma. Po prostu może się nie udać. Jednak co, jeśli się uda i w końcu zarobisz swoje pierwsze pieniądze na blogu?

Spróbuj. 🙂

 

Wpis powstał przy współpracy z Ceneo

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)

  • Na razie nie myślę o zarabianiu na blogu, bo jest naprawdę mały i pracuję nad zaangażowaniem. Może wychodzi mi to trochę nieudolnie i czasami się zastanawiam, czy w dobrym kierunku idę, ale najważniejsze jest dla mnie, że sprawia mi to przyjemność. Mam wreszcie swoje hobby i przy tym uczę się nowych rzeczy. Czas pokaże co wyjdzie z mojego blogowania 🙂

  • Ja jestem mała i raczej większa nie urosnę i nie widzę możliwości zarabiania na blogu, bo afiliacje mnie nie kręcą a wielkie marki się nie odezwą- jak żyć ;).
    Daga- dawno mnie tu nie było i JESTEM ZACHWYCONA LAYOUTEM! <3 Jest przecudnie!!

  • Ciekawy i bardzo przydatny wpis. Jestem pod wrażeniem. Zawsze sądziłam, że małe blogi nie mają szans na zarabianie. Wyprowadziłaś mnie z błędu. Dziękuję.

    Pozdrawiam.
    Kasia
    http://misskatherinesblog.blogspot.com
    @misskatherinesblog

  • Zdecydowanie zbyt duży nacisk ostatnio kładzie się na ilość, a nie na jakość. Nawet w przypadku czytelników. Czasami wystarczy garstka, ale tych którzy wracają i ufają 😉 podoba mi się to podejście 🙂

  • Tas ia

    W końcu znalazłam osobę, która mówi o jakości bloga, a nie o zmieniających się cyferkach, a trafiłam przez przypadek. Jak widać niespodzianki są czasami lepsze niż planowane spotkania 🙂

  • Sama mam „małego bloga”, który jest mały bo po prostu jest niszowy i niewielka lecz ściśle określona grupa czytelnikachów może interesować się moimi treściami. A inni wchodzą bo lubią mój sposób pisania bez, względu na temat jaki podejmuję. Stawtawiam na zaangażowanie, stali czytelnicy komentują dośc merytorycznie a ja zawsze staram się nim odpisywać. Choć kosztuje mnie o wiele odwagi zwłaszcza gdy tekst jest kontrowersyjny. Dopiero teraz po 2,5 roku zdobyłam ponad 3K UU a wcześniej jak do 1K dobiłam to było super. Ceneo mam podlinkowane i na razie mi się nie sprawdza lub miałam ciekawsze pomysły by na siłę kombinować w jaki sposób polecic własny produkt. Mam też sklep na cupsell, który rozwijam. Ale co mnie najbardziej zaskoczyło to współprace. Zdarzało się, że wysyłałam swoją ofertę do firm. Ale gdy poprosili mnie o statystyki i im odesłałam to zamilkli. Jednak dwie propozycje…same do mnie przyszły nie pytajac o statystyki. Coś im w moim blogu odpowiadało, byc może profil czytelnika albo poziom zaangażowania. Bardzo mnie to zdziwiło, bo miałam malutki zasięg. Choć z racji bycia małym nie wycenili mnie na zarobek kilka tys. a jedynie kilkaset, to bardzo dobrze te współprace wspominam. Dali wolny wybór co do pomysłu na tekst i sposobu promocji. Ja pod współpracę przerobiłam temat o którym i tak miałam pisać standardowy tekst bo dalo radę znaleźć wspólny mianownik. Zleceniodawcy praktycznie nie wnieśli poprawek i taki tekst jaki wymyśliłam zostal zaakceptowany. Wynagrodzenie w pieniądzach. A teksty sponsorowane dobrze się pozycjonują do tej pory. Jak widzisz, czasami szczęście samo się usmiechnie do „małego”. Może nie jest to takie prawdopodobne jak do kogoś co ma 100K UU ale może się zdarzyć i jedt to miłe, że ktoś cię docenia. Nie ma jednego sposobu jak je przyciągnąć, sama wciąż nie wiem. Ale na pewno warto rozwijać bloga, wdrażać swoje pomysly z nim związane i przede wszystkim dbać o stałego czytelnika i pobudzać zaangażowanie. To podstawa.

  • Artykuł w sam raz dla mnie 🙂 jestem małym blogiem z dużym zaangażowaniem 🙂

  • Noo..powiem Ci kochana, że to UU to mnie zawsze martwiło, ale też zmieniłam do tego podejście 😀 cholerka. Tyle razy zabierałam się do Ceneo i jeszcze mi nie wyszło, dzięki za przypomnienie 😀
    Czas wrócić na bloga.. 🙈

  • Agnieszka Maciejewska

    Dziękuję Ci bardzo za rzetelny artykuł, który sporo mi wyjaśnił. Ostatnio zastanawiałam się nad zarejestrowaniem się na Ceneo właśnie. Tylko nie do końca wiedziałam na czym to polega i nie wiem (jeszcze) czy ja – jako osoba chcąca się tam zarejestrować – wnoszę jakąś oplatę? Z góry dziękuję za odpowiedź.

  • A ja w ogóle nie mam wtyczki monitorującej statystyki i bardzo mi z tym dobrze 😉 Nie mam ciśnienia na liczbę odsłon, zasięgi, itp., po prostu bloguję, bo to lubię i przynosi mi to wiele korzyści, jak choćby najważniejszą – fantastyczne przyjaźnie 🙂

    • Pamiętam, już kiedyś mi o tym wspominałaś. Bardzo rzadkie dzisiaj podejście – super! 🙂

      • Agnieszka Maciejewska

        Ja mam podobnie jak Mom on top.

  • Chociaż mój blog pałęta się w granicach tysiąca UU, to mam zaangażowaną społeczność. Dlatego rok temu rzuciłem się na afiliację Ceneo niczym szczerbaty na suchary. Niestety, jest tak jak pisze Bookworm – zarabia się wyłącznie grosze, a właściwie nie zarabia, ponieważ pierwsza wypłata jest od 100 zł. A na tą stówę będę musiał poczekać jeszcze kilka lat. Być może te groszowe zyski, to przypadłość wyłącznie mojego bloga, ale z tego co czytałem w sieci, u innych też tak to wygląda
    Oczywiście na małym blogu można zarabiać, ale w sposób pośredni. Piszesz dobre teksty, może ktoś zaproponuje ci dodatkowe pisanie za pieniądze. Masz dobre zdjęcia, znajdą się tacy, którzy będą chcieli je kupić. Masz unikalną treść, to agencje i do ciebie mogą się zgłosić, ponieważ też potrzebują niszowych blogerów z zaangażowaną społecznością. Oczywiście Ceneo i inne afiliacje też warto mieć, bo nigdy nic nie wiadomo, ale na zyski nie należy zbytnio liczyć…

    • Ja słyszałam od kilku blogerów, że nie narzekają na zyski z Ceneo, także myślę, że to zależy. Warto próbować różnych kombinacji i możliwości.

    • Dokładnie to samo chciałem napisać, ale widzę, że już mnie wyręczyłeś 🙂
      Przeklikałem się już przez różne programy afiliacyjne i w żadnym nie doszedłem do progu wypłacalności.
      Za to od czasu do czasu trafi mi się wpis sponsorowany i to jest już już konkretny pieniądz.
      Ale, jak piszesz, najlepsze zyski to te pośrednie. Bloga zakładałem przez wszystkim z myślą o promocji mojej działalności (jeszcze zanim faktycznie ją założyłem). I faktycznie dzięki blogowi znalazło mnie paru klientów, z jednym efektywnie współpracuję od ponad 4 lat.
      Dlatego ja stawiam nie na procent tylko na konkretne zlecenie od konkretnego klienta, bo tu jest sprawa jasna – co robię i ile za to dostaję.

      • Właśnie, ja też nigdzie nie doszedłem do poziomu wypłaty. Ale może to zależy od rodzaju bloga? Może są blogi, które na afiliacjach zarabiają mimo niskich zasięgów? Nie mam pojęcia, czy ktoś to zjawisko całościowo i rzetelnie zbadał…

  • Ja też próbowałam z Ceneo, ale coś nie zaklikało. Jakoś nie mogę się w tym odnaleźć, ale to było dopiero pierwsze podejście więc nie mam zamiaru się tak łatwo poddać i jak tylko znajdę wolną chwilę to mam zamiar spróbować ponownie 🙂

    • Wiadomo, nie zawsze się sprawdzi i nie na siłę. Można jednak próbować różnych wariantów z Ceneo, może któryś załapie. 🙂

  • Od rana o tym myślałam 😀 Dzięki za ten wpis, jutro się za to zabiorę 🙂

  • Byłam na wrocławskich warsztatach Ceneo dot. afiliacji i sporo z nich wyniosłam. Czas wdrożyć w życie, bo na pewno warto. 🙂

  • A ja nadal nie umiem się.odnaleźć w kampaniach dedykowanych przez Ceneo. Faktycznie,jestem tam zarejestrowana,ale najczęściej współpracuje z agencjami,które odzywaja sie same 🙂 Daga,bardzo fajna puenta: podnosi na duchu,pokrzepia i ujazuje o co w tym calym blogowaniu chodzi <3

    • Dzięki! <3

    • Agnieszka Maciejewska

      Mam pytanie, czy osoba która zdecyduje się zarejestrować na Ceneo, wnosi jakąś opłatę za rejestrację czy coś innego?

      • Nie trzeba wnosić żadnych opłat :). Po prostu się rejestrujesz i już.

      • Nie Kochana, jest to zupełnie darmowe 🙂

  • „Zrozumiałam, że mój blog nie jest dla każdego. To nie są treści, które zainteresują większość. Jest on skoncentrowany na konkretne działy/dziedziny, co powoduje, iż nie dotrę ze swoim przekazem do każdego.”, „I właśnie to polecam każdemu blogerowi: postawić na zaangażowanie.” w samo sedno 🙂 Też mam to samo podejście 🙂 Statystyki są ważne, ale nie najważniejsze 🙂 A Twój blog to kawał dobrej roboty 🙂

  • Na razie o zarabianiu na blogu nje myślę 😉 w przyszłości na pewno to się zmieni. Zaangażowanie jest bardzo ważne i trudno je zbudować. Trzeba zaczynać od tego definitywnie.

  • Tak, masz rację, niemniej matematyki nie da się oszukać, nadal poziom zarobków zależy od ruchu na blogu, choć nie jest to precyzyjne określenie – to muszą być osoby, które coś chcą kupić i przejdą przez link afiliacyjny. Ktoś kto po prostu wpada poczytać fajne teksty raczej nie przeskoczy sprawdzać cen i kupować.
    Zasady Ceneo są za to bardzo proste i uczciwe.
    Ja ich bardzo lubię za świetną aplikację, dzięki której już wielokrotnie w sklepie otrzymywałem rabat (ach to porównywanie cen konkurencji), dzięki temu, że wyłapywałem promocję w danej sieci, której nie było widać w sklepie (bo się komuś nie chciało cenówek pozmieniać), wreszcie lubię apkę za możliwość zeskanowania części kart rabatowych. Nawet jeśli ich się nie udaje sczytać czytnikiem z ekranu telefonu, to kasjer może wbić numer ręcznie a ja nie targam ze sobą talii kart rabatowych 😉
    A, jeszcze jedno – bo też nie wszyscy wiedzą. W sklepach można skanować telefonem kody kreskowe i porównywać ceny – to jest dopiero funkcja 🙂

    • Masz rację: „to muszę być osoby, które coś chcą kupić”, pamiętaj jednak, że każdy z nas jest konsumentem, więc jeżeli coś go zainteresuje, będzie odpowiednio dobrane do jego potrzeb, to kupi. 🙂

      Chyba muszę sobie ściągnąć tę aplikację, nie wiedziałam, że ma takie możliwości! Dzięki za cynk!

      • Ma, ma, gdybym kiedyś robił ranking najmniej docenianych fajnych i przydatnych aplikacji, to właśnie Ceneo byłoby na podium 😉