analiza badań i własne doświadczenia

Relacje sąsiedzkie – analiza badań plus własne doświadczenia.

Ostatnio w Internecie pojawiły się wyniki badania Polaków odnośnie do ich podejścia do sąsiadów i stosunków sąsiedzkich. Badanie zostało przeprowadzone na grupie 1067 osób metodą wywiadów internetowych. Czy jest to reprezentatywna próba? Niestety nie mam wielu informacji dotyczących sposobu doboru próby do badania, ale jestem pewna, że reprezentatywna do końca nie jest.

Nie widzę jednak przeszkód, aby mimo wszystko odnieść się do tych badań i informacji, które udało się uzyskać badającym.


Nie będę dokładnie przytaczać całego raportu z badania, jakie uzyskali badawcze. Możecie go przeczytać tutaj. 

Chciałabym jedynie odnieść się do najważniejszych według mnie kwestii.

Relacje sąsiedzkie – przyjaźń czy nienawiść?

Ponad połowa ankietowanych (53%) oceniła swoje sąsiedzkie relacje jako dobre, bądź bardzo dobre. 44% badanych jako neutralne.

Sądzę, że wynika to z tego, iż dom traktujemy jako naszą oazę spokoju, która zapewnia nam psychiczny i fizyczny odpoczynek od zgiełku dnia codziennego – dlatego tez staramy się żyć w zgodzie z sąsiadami, bądź minimum na stopie neutralnej, aby nie tworzyć dodatkowych konfliktów, których i tak sporo mamy w pracy. Dobre, neutralne relacje sąsiedzkie pozwalają nam zażywać domowego spokoju bez przeszkód.

Oczywiście znajdą się osoby, które nie przejmują się sąsiedzkim savoir-vivre. Zazwyczaj wynika to z codziennej nudy, rutyny, albo wrodzonej złośliwości.  Jeżeli masz problem z takim sąsiadem, można powiedzieć, że statystycznie: masz pecha. 🙂

Ciekawa jestem, jak dobrze znacie swoich sąsiadów?

Według wyżej przytoczonych badań 19% badanych zna wszystkich, a 29% zna niektórych swoich sąsiadów. Myślę, że wiele tu zależy od tego, czy mieszkamy w domku jednorodzinnym, małym bloku czy wieżowcu oraz jak długo zamieszkujemy dany teren. Ja wychowałam się w małym bloku i faktycznie tam znało się wszystkich. Później mieszkałam w wieżowcu, w którym kojarzyłam jedynie kilka osób, z którymi zdarzyło się podróżować windą.

Od osób zajmujących się tym badaniem uzyskała informację o tym, gdzie badane osoby mieszkają: 54% ankietowanych mieszka w bloku, a 29% w domu jednorodzinnym. Najwięcej ankietowanych, czyli 26% mieszka w danym miejscu ponad 20 lat, a  24% ankietowanych od 1 do 3 lat.

I biorąc pod uwagę tą statystykę, faktycznie nie dziwi mnie, że jedynie 19% zna wszystkich. Niestety blokowiska i częste zmienianie miejsca zamieszkania nie sprzyja zacieśnianiu sąsiedzkich więzi.

 

Relacje sąsiedzkie – zostaw u sąsiada paczkę!

Na pytanie, jakie przysługi sąsiedzi świadczą sobie najczęściej, 61% ankietowanych odpowiedziało: odbieranie paczek. Czy jest w tym coś dziwnego? Tak naprawdę to nie do końca świadoma decyzja sąsiada, że odbiera za nas paczkę. Zazwyczaj to kurier błagalnym wzrokiem prosi o przekazanie paczki sąsiadowi, którego akurat nie ma. Większość zgadza się, bo nie ma dobrego powodu, dla którego miałoby odmówić. Zdarzają się przypadki, że mamy kosę z sąsiadem i ten złośliwie paczki nie odbierze, ale są to wyjątki.

Pora przyznać się, że ja ze swoimi sąsiadami nie żyję dobrze. Również mieliśmy wiele starć, a mimo tego, zdarzyło się, że odebrali paczkę od kuriera za mnie. Więc jak widzicie, odebranie paczki od kuriera wcale nie oznacza dobrych relacji sąsiedzkich. Więc nie nad interpretowałabym tego, jako „budowania relacji”.

35% zostawia swoje mieszkanie pod opieką sąsiada, 14% zostawiłoby sąsiadowi dziecko do opieki.

 

Relacje sąsiedzkie – co nas denerwuje?

Co może nas denerwować w sąsiadach? 82% ankietowanych twierdzi, że hałas, czyli puszczanie głośno muzyki, awantury, remonty. I ja muszę się z tym zgodzić! To wszystko prawda.

I to znów wiążę się z tym, że dom ma być naszą oazą spokoju. Kiedy więc ktoś zakłóca nam nasz odpoczynek/relaks po dniu ciężkiej pracy, ma prawo nas to wkurzyć! Dodatkowo, kiedy we własnych czterech ścianach słyszymy kłótnie i rozmowy – czujemy się, jakby ktoś wszedł nam do mieszkania w swoich brudnych butach i zaczął się panoszyć. A my bezradnie stoimy i czekamy, aż wyjdzie.

Ja pracuję w domu, a do pracy potrzebuję absolutnej ciszy. Niestety zdarza się, że w ciągu dnia również muszę wysłuchiwać awantur, krzyków i kłótni sąsiedzkich, które utrudniają mi moją pracę, więc oprócz zakłócania relaksu, sąsiedzki hałas może zakłócać również pracę freelancera. 

Dodatkowo sąsiedzkie awantury w ciągu dnia mogą utrudniać chwilę, w której młoda matka próbuje uśpić swoje dziecko. Jak widzicie – sytuacje można mnożyć.

 

Relacje sąsiedzkie – czy chcesz lepiej poznać swoich sąsiadów?

54% ankietowanych odpowiedziało, że nie chce lepiej poznać swoich sąsiadów, 37% chciałoby ich lepiej poznać, a 9% twierdzi, że zna ich już wystarczająco dobrze. 

Co to nam mówi?

Z jednej strony nadal ponad połowa osób nie potrzebuje zacieśniać więzi sąsiedzkich, ale z drugiej strony…  aż 37% chciałoby mieć z sąsiadem lepszy kontakt i poznać się lepiej!

Czyż byśmy zaczęli tęsknić do dawnych czasów, kiedy do sąsiada przychodziło się z każdym problemem? Czy zaczyna brakować nam bliższych relacji i takiego poczucia przynależności do wspólnoty mieszkalnej? Być może! Jednak jeszcze za wcześnie, by takie wnioski wysnuwać. Przydałyby się dodatkowe badania pod tym kątem oraz bardziej reprezentatywna próba badawcza.

Jednak mimo to, te badania mogą dać nam pewien sygnał! Sygnał, że brakuje nam bliskości i poczucia, że na sąsiada zawsze można liczyć, czy poprosić go o pomoc.

I na koniec nasuwa mi się sytuacja, której byłam świadkiem kilka dni temu!

Dziewczyna nie mogła dostać się do mieszkania, bo domofon na klatce był wyrwany. Nie miała kluczy od domu ani telefonu oraz nie pamiętała numeru telefonu do męża, aby zadzwonić od kogoś innego, aby zszedł i jej otworzył. Zatrzymała jednego Pana, który chciał jej pomóc, ale też nie do końca wiedział jak.

Zasugerował dziewczynie, aby krzyczała (była godzina 23!). Dziewczyna powiedziała, że boi się obudzić sąsiadów, bo wszyscy śpią. Bała się zapukać w okno sąsiadów na parterze, aby jej otworzyli. Wolała siedzieć pod klatką i płakać. Tak, płakać!

Na szczęście sytuacja skończyła się dobrze, z naszą interwencją i innych osób, ale… słowa tej dziewczyny dają do myślenia. Wolała siedzieć pod klatką całą noc, niż zaryzykować (ewentualną) negatywną reakcję sąsiadów, ale poprosić ich o otworzenie klatki i spędzić noc w domu…

Gdybyśmy mieli lepsze relacje z sąsiadami, znali ich lepiej i wiedzieli, że możemy na nich liczyć – podobne sytuacje nie miałyby miejsca.


Ciekawa jestem, jakie Wy macie relacje ze swoimi sąsiadami?:)

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Uwielbiam planować, organizować i robić zdjęcia! Moją pasją są podróże i zwierzęta! Mieszkam w Łodzi i kocham to miasto. :)

  • Wydaje mi się, że z sąsiadami najlepiej idzie się zaprzyjaźnić, kiedy akurat wprowadzają się i oni. Wtedy jakoś tak łatwiej barierę przełamać, tematy do rozmów nawiną się same. To tak trochę jak z początkiem roku szkolnego albo studiów. W mojej klatce znam ludzi tylko z widzenia. Mówimy sobie „dzień dobry” i tyle. Jedni byli tu długo przede mną, a część to studenci, więc niektórzy lokatorzy się po prostu często zmieniają. Szczerze mówiąc, brakuje mi tej bezpośredniości. Koleżanki lub kolegi za ścianą, kogoś, do kogo mogłabym się przejść po cukier, pogadać przy herbacie albo nawet pomóc zrobić zakupy.

    Interesujące badania i ważne wyniki. Jestem ciekawa, czy Spółdzielnie Mieszkaniowe nie zechciałyby brać udział w jakichś akcjach animacyjnych, mających na celu zapoznać ze sobą sąsiedztwo. Aktualnie nawet chyba żadne festyny nie są organizowane. A wieeelka szkoda.

    Serdeczności!

    • Fajnie, że o tym wspominasz!

      Ja mieszkam na osiedlu, gdzie jest tworzonych wiele takich inicjatyw integrujących mieszkańców. Czego też nie było wcześniej (jak mieszkałam tam jako dziecko), teraz po kilku latach przeprowadziłam się znowu na stare śmieci i jest zupełnie inaczej. Latem organizowane są festyny, koncerty dla mieszkańców osiedla, ale i co weekend są potańcówki na świeżym powietrzu w nowo wybudowanym parku. Jest dj, miejsce do tańczenia i coś do zjedzenia. Jest miło i kulturalnie. Tego lata mam zamiar przejść się i zobaczyć, jak w praktyce wygląda taka interakcja i integracja. W zeszłym roku obserwowałam ją kilka razy, ale z oddali (mam na myśli potańcówki, bo na koncertach i festynach bywałam). Chętnie jednak sprawdzę, czy faktycznie przekłada się to na późniejsze znajomości. 🙂

  • Krystyna Polek

    Prawda jest taka, że wszystkie grupy społeczne łączy jakiś cel – sąsiadów np. wspólne zabawy ich dzieci w piaskownicy. U nas tak było, bowiem mieszkamy w nowym bloku, w którym żyje kilka świeżych rodzin i poznaliśmy się w piaskownicy 🙂 Z piaskownicy przenieśliśmy się do mieszkań a następnie nastąpiła integracja np. w Klubie, gdy dzieci bezpieczne pod opieką najbliższych słodko już śpią 😉

    • Myślę, że kiedy ma się dzieci w podobnym wieku łatwiej jest te relacje utrzymywać. 🙂

  • Przywod

    Mieszkam na podmiejskiej wsi od 20 lat. Mam dobre relacje z sąsiadami, jednak jeden z nich, choć nawiasem mówiąc, jest dobrym i uczynnym człowiekiem, którego dodatkowo lubię, ma wielką wadę. jest bardzo, ale to bardzo hałaśliwy. Kupił sobie, dla ułatwienia pracy mnóstwo narzędzi o napędzie spalinowym. Bezustannie nimi pracuje, a to strzyże żywopłoty, a to kosi trawę, potem podcina ją wykaszarką, Drewno do kominka koniecznie musi być pocięte piłą łańcuchową ( wygodnie, ale bardzo hałaśliwie). Jak już wykona te czynności, to coś wierci w murze, lub tnie szlifierką kątową. Nigdy nie odpoczywa, chyba, że jest w pracy, ale wówczas my wszyscy też tam jesteśmy. Nie chcę zwracać mu uwagi, żeby nie popsuć dobrych stosunków. Wiem, że nie robi tego złośliwie. Najprawdopodobniej, nie zdaje sobie sprawy z tego, jak jest uciążliwy dla sąsiadów. Cierpimy i jak tu wybrnąć z takiej sytuacji? Ktoś da dobrą radę?

    • To proste. Musicie sąsiadowi zwrócić delikatnie uwagę. Innej możliwości nie ma. Skoro macie dobry kontakt, nie warto robić podchodów do sąsiada, tylko powiedzieć wprost. „Z całym szacunkiem, wie Pan, że bardzo Pana lubimy, ale czasem chcielibyśmy odpocząć, a Pan cały czas głośno pracuje”. Trzeba po prostu szczerze porozmawiać, bez wyrzutów czy złośliwości. Porozmawiać i zapytać czy jest jakaś szansa na to, żeby sąsiad pracował mniej, albo po prostu ciszej. Zawsze możecie zaproponować pomoc, wtedy będzie szybciej, a później wspólnego grilla dla rozładowania ewentualnego napięcia, które mogłoby się pojawić po delikatnym zwróceniu uwagi.

  • Mieszkam w domu jednorodzinnym i najbliżsi sąsiedzi są spoko, ale kilka sąsiadów parę domów dalej to tragedia. Awantury, hałas, wrzeszczące/niewychowane dzieci. W zimie to jest do przeżycia, ale wiosną i latem kiedy ma się otwarte okna w domu czasem nie da się spać.
    Dobrze, że sąsiedzi, którzy mieszkają najbliżej są fajni. Można z nimi pogadać, zawsze się odezwą, uśmiechną, czasem jakiegoś wspólnego grilla zrobimy. Ogólnie jest fajnie 🙂

  • Myślę też, że mała znajomość sąsiadów w mieście wynikać może także z rotacji w nich. Często są one wynajmowane więc ludzie się nie znają. Czasy, kiedy szło się po jajko czy szklankę cukru odeszły w niepamięć 🙂

  • U mnie niestety, jak u ciebie- hałas i w gratisie jeszcze robienie z mieszkania boiska. Koszmar. A szkoda, bo gdyby sąsiedzi choć trochę wykazali się zrozumieniem (i wypuszczali dzieci na dwór!!!) z chęcią bym stosunki sąsiedzkie zacieśniła. Uważam, że to przykre, że nawet do końca nie wiem, kto mieszka za ścianą. A poznaję, że to sąsiad po tym, że otwiera drzwi do klatki kluczem.

  • Jak mieszkałam w bloku,znałam wszystkich -baedziej lub mniej, ale znałam. Znałam nawet ludzi z okolicznych bloków, wiedziałam gdzie kto mieszka, ale jak się siedziało całe dnie na dworze ciężko byłoby tego noe kojarzyć 🙂 z kolwi od12 lat mieszkam w domku i tutaj już nikogo nie znam, jakbym spotkała na ulicy to nie wiedziałabym, że to sąsiad 😅 trochę przykre,bo fajnie byłoby znać tych ludzi,ale myślę że przede wszusykim ma na to wpływ fakt, czy mieszkasz gdzieś od dziecka, czy z czasem się przeprowadziłaś.. We Wrocku z żadnym sąsiadem też się nie poznałam, nie było ku temu okazji..:O

  • Po przeprowadzce moimi najbliższymi sąsiadami zostali… moi Teściowie 🙂 A relacje mamy dobre: odbiorą w razie potrzeby paczkę, pożyczą coś, gdy zabraknie nam w domu, i możemy na siebie liczyć.

  • Co do tego co przeszkadza w relacjach sąsiedzkich, to o ile zgodzę się że wysłuchiwanie kłótni sąsiadów jest bardzo męczące to remontów bym tutaj nie wymieniała. Każdy z nas prędzej czy później coś remontuje. Więc jestem w stanie zrozumieć że ktoś coś kuje w swoim mieszkaniu, i w dodatku robi to sam popołudniami. Oczywiście nie mówię o rozwalaniu ścian w środku nocy. Ale na pewno bym nie zwróciła uwagi sąsiadowi za to że remontuje mieszkanie, remont się w końcu skończy, a może mi kiedyś przyda się cierpliwość sąsiedzka w tym temacie. Po za tym taki problem praktycznie nie istnieje na wsi. Za tą są inne. U nas sąsiedzi lubią dzwonić na policję gdy ktoś pali ognisko (suche gałęzie, liscie) lub gdy komuś ucieknie pies. Czego ja nie rozumiem totalnie. Każdy na wsi prędzej czy później to ognisko pali bo każdy ma takie resztki. Więc jeżeli w środę sam paliłes gałęzie i nikt Ci złego słowa nie powiedział, a w sobotę dzwonisz na sąsiada bo on pali ognisko to jakim jesteś człowiekiem? Trochę więcej wyrozumiałości. W relacjach sąsiedzkich jestem za: nie czyn drugiemu co Tobie nie miłe 😊

    • Oczywiście, ja też uważam, że każdy prędzej czy później remont robi, więc jeżeli jest to w ludziach porach to nie ma żadnego problemu. Jednak nie wszyscy są na tyle wyrozumiali, jak wykazują badania…

  • Mieszkając w mniejszym mieście – znałam wszystkich sąsiadów. Po przeprowadzce do dużego – znam ich, niestety, jedynie z widzenia. Czy to nie jest trochę specyfika współczesnych czasów?

    • Trochę tak. Wiecznie się gdzieś spieszymy, jesteśmy zaganiani, a weekendy zamiast spędzać w domu, czy w okolicy spędzamy w centrach handlowych – częściej niż kiedyś. To w jakiś sposób także rzutuje na relacje sąsiedzkie.

  • Od niedawna mam piętro niżej „muzyka” – faceta z bębnami, kumplami i marychą. Sama radość :-/

  • nieprzyzwoitka

    Szczerze mówiąc to nie wyobrażam sobie żyć z kimś przez ścianę i nie poznać człowieka. Nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś będzie potrzebował pomocy, czy to w jedną czy to w drugą stronę. I muszę Wam powiedzieć, że żyje mi się z sąsiadami dobrze. A jakie proste staje się wtedy zwracanie uwagi, że hałasują, a ja potrzebuję spokoju! Wysylam im wtedy smsa „ciszej tam!” bez stresu, że właśnie przypisuję sobie łatkę nadwrażliwej sąsiadki, której wszystko przeszkadza. Ponadto, na pewnym etapie znajomości można pozwolić sobie na więcej sarkastycznego hejtu, kiedy jedno albo drugie wbija gwoździe o dziesiątej wieczór 🙂

  • Co do paczek – kolega miał na tyle złośliwą sąsiadkę, że ta odebrała list polecony od listonosza ale…listu nie przekazala. A zeby nie robic „nikomu klopotu” – podpisali się za adresat. I tu był juz problem.

  • Od kiedy się przeprowadziliśmy mamy raczej neutralne kontakty z sąsiadami. Nie wychowaliśmy się tutaj, nie chodziliśmy do szkół, a otoczenie jest znacznie starsze. Oczywiście relacje są dobrze, ale nie ma niestety żandnej zażyłości.

  • Mieszkam na parterze w kamienicy. Nie powodu, by bywać na górze, więc nie kojarzę wszystkich sąsiadów, którzy doskonale jednak kojarzą mnie 🙂 Z sąsiadami z mojego pięterka nie mam problemów, ale trudno mi się od nich czasem opędzić, jednak zawsze staram się kulturalnie, uciec przed natłokiem informacji, zapytań, plotek i ploteczek, które mnie wcale nie interesują. Nie zaglądam ludziom do domów.

    Odbieranie paczek to u nas standard. Mam jedną sąsiadkę, która zawsze odbiera paczki, nie robiąc żadnego problemu. Mnie zdarzy się odebrać dla niej emeryturę, więc – jak widać – ufamy sobie 🙂

    Można żyć dobrze z sąsiadami. Ja z moimi mam wspaniały kontakt, bo krótkotrwały 😉

  • Mieszkam we Francji. Tutaj relacje miedzysasiedzkie chyba jednak sa duzo chlodniejsze niz w Polsce. A jednak mozna liczyc na sasiadow, przynajmniej w mojej dzielnicy, ze odbiora i przekaza paczke… Pozdrawiam cieplutko Beata

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Teraz relacje z sąsiadami mam znikome, jednak pamiętam zrzędliwe sąsiadki z dzieciństwa, którym wszystko przeszkadzało, trauma na całe życie ;D

  • Wstyd się przyznać, ale w większości nawet nie znam swoich sąsiadów. Niestety godziny mojej pracy powodują, że dom traktuje jako hoptel i jedynie w nim nocuje 🙁

  • Relacje z sąsiadami mam raczej neutralne. Po części wynika to pewnie także z tego, że często się zmieniają (mieszkania wynajmują studenci), a po części pewnie i dlatego, że za dużo czasu w domu jednak nie spędzam. Natomiast wzajemne odbieranie paczek zdarza się, przyznaję.

  • Ja w zasadzie sąsiadów nie znam. Bardziej moim rodzice, z racji, że to już starsze społeczeństwo. Nie ma jednak możliwości zostawiania paczki u sąsiada. Domek jednorodzinny to jednak inne relacje z sąsiadami.

  • U nas relacje sąsiedzkie są dobre i zażyłe, jak to na wsi, a poza tym w naszym regionie, to praktycznie każdy z każdym jest w jakiś sposób spokrewniony 😉

  • Zawsze miałam fajnych sąsiadów. Mieszkając u babci, w kamienicy byli właściwie sami starsi ludzie. Teraz mam za płotem swoją imienniczkę, z która prawie równo rodziłam, a nasze córki chodzą do jednej klasy 🙂 Nie przyjaźnimy się jakoś szczególnie, ale mamy dobre relacje i wiemy, że możemy na siebie liczyc 🙂