marnowanie jedzenia

Przyczyny marnowania żywności – wywiad z technologiem żywności cz.2.

Zapraszam Was na drugą część wywiadu z Asią Maj-Dubińską, która na co dzień zajmuje się bezpieczeństwem żywności. Tym razem tematem, nad którym się pochylamy – są przyczyny marnowania żywności.

Jeżeli przegapiliście część pierwszą, możecie do niej powrócić tutaj. 


 

1. Jakie są najczęstsze przyczyny marnowania żywności i jak możemy sobie z nimi radzić?

To zależy. Zależy to od etapu łańcucha żywnościowego. Inne przyczyny marnowania żywności będą u rolnika, inne u konsumenta, a inne u dystrybutora.

Na etapie produkcji będą to wszelkiego rodzaju klęski żywiołowe: susze, powodzie, plagi robactwa czy nadprodukcja (za dużo wyprodukowali, a za mało sprzedali). To będzie też niedotrzymanie terminów. Jedna z sieci handlowych umawia dostawców (towar przyjeżdża TIR-em) na konkretną godzinę. Jak się spóźnisz to: albo lecisz na koniec kolejki i a nuż Cię rozładują, albo sorry, my towaru nie przyjmujemy, a Ty płacisz nam karę.

Słyszałam o przypadku, w którym dostawca jabłek złapał gumę. Spóźnił się maksymalnie 1 godzinę do centrum dystrybucji i już go nie przyjęli. Musiał płacić kilkutysięczną karę za niedotrzymanie umowy.

Na etapie produkcji straty powstają głównie w wyniku błędów produkcyjnych – błędów ludzi i maszyn, w wyniku czego otrzymujemy produkt niespełniający wymagań klienta i producenta.


Pracowałam w kilku firmach produkujących żywność i byłam przerażona ogromem strat.

Kiedyś przeliczyłam, że ograniczając straty produktów podczas czynności, którą musieliśmy wykonywać – zaoszczędzilibyśmy jako firma 33 tiry kajzerek rocznie. Wyobrażasz to sobie? I był to produkt całkowicie dobry!
 W przypadku kajzerki, ogólnie niedopuszczalne jest, by w kartonie kajzerek znajdowały się kajzerki posklejane. Dla mnie to absurd. A sklepy nie życzą sobie takiego produktu i potrafią go odesłać do producenta. Nie wchodziło też w grę rozrywanie takich połączonych bułek na etapie pakowania, bo zostawały ślady po zlepach. Chore, ale tak jest.

Każdy producent chce jak najbardziej spełnić oczekiwania klienta i to on narzuca te wszystkie straty.

U dystrybutorów, w hurtowniach najczęstsze przyczyny marnowania żywności to: niezachowanie zasady FIFO – która mówi o tym, że to, co pierwsze weszło do magazynu (first in), jako pierwsze musi wyjść (first out), a także błędy ludzkie, czyli mechaniczne uszkodzenia opakowań, np. uderzenie wózkiem widłowym w paletę z produktem.

Hurtownie generują najmniejsze straty.

 

 

2. A jak to wygląda w sklepach?

W sklepach najczęstsze przyczyny marnowania żywności to: źle funkcjonująca polityka jakości oraz konsumenci. 


Są hipermarkety, które mają szalenie dobrze rozwiniętą politykę jakości. Oni ściągają produkty z półek sklepowych 1-3 miesiące przed końcem daty ważności/przydatności do spożycia. Produkty dla dzieci jak przeciery – ściągają nawet 3-6 miesięcy przed końcem ważności. Wszystko po to, by zapewnić konsumentowi bezpieczny produkt. Oni nie wyrzucają tych produktów na śmietnik, tylko oddają je do producenta, który następnie przekaże je do sklepów mniejszych, małopowierzchniowych.

Niestety obok są też hipermarkety, które totalnie nie radzą sobie z jakością i u nich na półkach można znaleźć spleśniałe, przeterminowane produkty.

Fenomenem pewnego razu było dla mnie Tesco! Koło mnie otwierali nowy hipermarket. Otwarcie było, powiedzmy 5-tego dnia miesiąca. Poszłam na otwarcie, a tam panika personelu! Całe mięso, jakie mieli wyłożone na ladach, miało termin przydatności do spożycia do 3-ego dnia tego miesiąca! Na cito musieli wszystko ściągać. Oczywiście taki produkt powinien zostać zutylizowany. A czy będzie? – to już inna bajka. 


W sklepach, do strat produktów żywnościowych przyczyniają się też sami klienci. Wybierając, np. jabłko – naciskają na skórkę, sprawdzając czy owoc jest dostatecznie twardy. Jeśli nie wezmą tego owocu ze sobą pojawi się na nim ciemny „siniak”. Klienci są niestety wybredni i takich owoców nie chcą kupować. Istnieje więc bardzo duże ryzyko, że taki owoc zostanie zabrany z lady przez personel sklepu i zwyczajnie wyrzucony.

W sklepach dużym problemem jest też temperatura, zwłaszcza w okresie letnim. Owoce, które zapakowane są w folie czy plastikowe pudełko jak, np. pomidorki koktajlowe, kukurydza – szybko pleśnieją. Wysoka temperatura i wilgoć to idealne środowisko dla drobnoustrojów.

 

 

3. Gdzie w tym wszystkim miejsce dla konsumenta?

Konsumenci też nie są głupi. Rośnie nasza świadomość dotycząca bezpieczeństwa żywności. Jak widzimy, że inni mogą chuchać, dmuchać, kichać na kajzerki czy orzechy kupowane luzem (produkty, których nie myjemy przed spożyciem ani nie poddajemy obróbce termicznej) – nie bierzemy ich. Dla mnie to ogromny problem.

Panuje obecnie moda na zero waste, ograniczanie śmieci, niekupowanie w foliowych opakowaniach, ale przez źle prowadzoną politykę jakości bezpieczniej jest kupić chleb w folii, niż ten, który zbiera kurz i bakterie.

No i my konsumenci kupujemy za dużo, nie planujemy posiłków, nie jesteśmy w kuchni kreatywni.

Duże straty powodują tak naprawdę gospodarstwa jedno/dwuosobowe. Jak mieszkałam z rodzicami i kupiło się sałatę – to ta sałata zeszła na kanapki, na surówkę (taka ciekawostka, którą nie każdy ogarnia: surówkę robimy z produktów surowych, a sałatkę z gotowanych). Mieszkając samej – ileż możesz jeść tej sałaty?! Ona w końcu zgnije.

Nie uwierzysz, ale szacuje się, że roczna produkcja żywności na świecie mogłaby aż dwukrotnie pokryć zapotrzebowanie żywnościowe świata. Mimo to każdej nocy 1/8 ludzi zasypia z uczuciem głodu. Szacuje się, że co 6 sekund w krajach rozwijających się z głodu umiera jedno dziecko poniżej 5 roku życia – w godzinę jest to 600 dzieci!

Na swoim blogu pisałam o skutkach marnowania produktów mlecznych. W skrócie, z badań wynikało, że łącznie wszystkie sklepy w Polsce marnują 3,5 miliarda kcal w samych produktach mlecznych. Zakładając, że osoba dorosła w ciągu dnia potrzebuje spożyć około 2448 kcal – to z tych wszystkich zmarnowanych, wyrzuconych do śmieci 3,5 miliarda kcal można by pokryć dzienne zapotrzebowanie energetyczne 3 917 osób!

Problem tylko polega na tym, jak dowieźć te produkty naprawdę potrzebującym?

 

 

4. Asiu, a czy firmy mogą przekazywać żywność na przykład do Banków Żywności?

Tak, ale wciąż się boją.

Kilka ładnych lat temu była afera dotycząca piekarza. Piekarz oddawał niesprzedany chleb biednym, nie płacąc podatku od darowizny (chyba). Absurdem sytuacji było to, że gdyby piekarz powiedział: to, czego nie sprzedałem, wyrzuciłem było by ok. Ale on powiedział: oddałem. To tak jakby powiedzieć: położyłem obok śmietnika, a nie do śmietnika.

Ta sytuacja sprawiła, że zniesiono podatek od darowizny. Firmy mogłyby przekazywać produkty niesprzedane Bankom Żywności, ale boją się. Boją się, że jak zaczną przekazywać to, na przykład Urząd Skarbowy zacznie skrupulatniej przegląd ich papierów. Firmy nie chcą podkładać się i narażać na dodatkowe kontrole.

Druga sprawa to taka, że firma przekazując swoje produkty, nie wie co dalej z nim się dzieje. Nie ma pewności, jak te produkty będą przechowywane.

A co w przypadku gdy Banki Żywności rozdysponują taką żywność i ktoś się zatruje? Kto poniesie za to odpowiedzialność? Banki czy producent? To trudny temat.
 Ktoś powie: ale przecież są zapisy, ktoś to monitoruje. Tak, to prawda. Ale to jest tylko zapis, papier. A papier zniesie wszystko.

 

 

5. Czy w tym kontekście jest szansa na ograniczenie marnowania żywności? Zmniejszenie go?

Tak.

Przede wszystkim powinniśmy planować, co będziemy jeść. Nie mówię tu nawet o tworzeniu jadłospisów. 
My z mężem jesteśmy w sklepie chyba codziennie. Codziennie kupujemy kilka produktów, na które akurat mamy ochotę. Dzięki temu mocno ograniczamy marnowanie żywności. Nie kupujemy na zaś, bo: a nuż będę miał ochotę.

Druga sprawa, jako konsumenci powinniśmy być mniej wybredni.

Dlaczego wędliny tak szybko się psują? Bo, z badań wynika, że wolimy różowiutkie soczyste wędlinki. A żeby wędlina byłą różowiutka i soczysta trzeba nafaszerować ją barwnikami i wodą z solą. Prawdziwa wędlina będzie szorstka, suchawa, twarda, koloru szaro-różowego.
Absurdy konsumenckie dochodziły do tego stopnia, że chciano nawet wprowadzić regulację do (uwaga!) kąta skrzywienia banana! No chore.

Jeśli my konsumenci nie będziemy cudować i wymagać gruszek na wierzbie – spadnie ilość produktów odrzuconych.


I co wy na to? Przyczyny marnowania żywności mogą być inne na różnych etapach. Mało kto ma z nas wpływ na to, jak funkcjonuje produkcja, ale jako konsumenci możemy podejmować bardziej świadome decyzje. Chyba warto? Jak myślicie?

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Uwielbiam planować, organizować i robić zdjęcia!
Moją pasją są podróże i zwierzęta! Mieszkam w Łodzi i kocham to miasto. :)

  • Nigdy nie myślałam o tej kwestii pod kątem producentów, dystrybutorów i sklepów. Człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, że problem jest na większą skalę. Ważne jednak, aby samemu zatroszczyć się o wykorzystywanie produktów, które ma się w lodówce. Mimo wszystko najlepiej planować posiłki i czasem nie dawać się skusić na większe opakowania, mimo że cena za kg/l jest niższa. Co z tego, skoro po otwarciu nie wykorzystamy całości w odpowiednim czasie.

  • Nie lubię marnowania żywności. Tym bardziej, że wielu ludzi głoduje – i to też u nas w kraju, a tu się takie rzeczy z jedzeniem wyprawia… :/

  • Jak dobrze mieć w domu futrzasty odkurzacz, który wciągnie prawie wszystko 😉

  • Mój szwagier pracował w hurtowni spożywczej, gdzie co kilka dni wyrzucao ogromne ilości żywności, której kończyły się daty przydatności do spożycia. I nie można tego było nikomu przekazać, rozdać, czy choćby nawet pracownicy nie mogli sobie wziąć, musiało być wyrzucone do kosza 🙁

  • Szokujące są te fakty 🙁

    • Nawet ja z większości nie zdawałam sobie sprawy. Bardzo dużo do zrobienia zostało w tym temacie.

  • Pingback: Marnowanie żywności – wywiad z technologiem żywności. - SOCJOPATKA.PL()