nie kupię od Ciebie, bo Cię znam

Nie kupię od Ciebie, bo Cię znam

Jakieś 99% populacji (niepotwierdzona informacja) posiada znajomych. Zakładam, że nie jesteś osobą mieszkającą w 7-metrowej studni, a opiekunowie 2 razy dziennie nie wrzucają Ci z góry kaszy, żebyś tylko nie umarł z głodu. Poza tym odrzucam tę teorię, bo w studni nie ma Wi-Fi, więc i tak nie mógłbyś tego przeczytać.


Wystarczy, że powiecie komuś dzień dobry, kiedy mijacie go na klatce schodowej, albo przepraszam, jak wam się odbije za głośno w windzie. Kojarzycie twarz z fejsa, bo znajomy znajomego był z nim na imprezie. Co gorsza, ta osoba też Cię kojarzy. Rano byłeś z psem na dworze, a kupę posprzątałeś? No nie, bo przecież nikt nie sprząta. To Ty też nie będziesz. Ty do tego nie przywiązujesz uwagi, ale za to sąsiad z parteru czuwa nad Tobą, jak Zeus. Z tym że prócz owłosionego torsu, nic więcej ich nie łączy.
Ci wszyscy ludzie, wbrew pozorom, wiedzą o Tobie dużo więcej niż ci się wydaje.

Znam Cię, bo Cię widzę

Skoro jeździsz nowym fordem z obklejonymi drzwiami, to na pewno zarabiasz kokosy w korpo. Biegasz? Przecież, żeby biegać trzeba mieć pieniądze i czas. Jesteś bogaty. Gratuluje. W sobotę wracasz z zakupów, z ilością reklamówek, które oprócz Ciebie nie pozwalają nikomu innemu zmieścić się w windzie, a w tle wesoło brzdękają o siebie buteleczki alkoholu? Jesteś bogaty. Wrzuciłeś zdjęcia na fejsa z Murzasichle. To chyba jakiś szwajcarski kurort. Stać Cię. Jesteś bogaty.

Każdy Twój ruch jest oceniany. Żyjemy w świecie zawiści i zazdrości, gdzie ludzie, zamiast starać się mieć więcej, wolą egzystować w martwym punkcie, życząc wszystkim wokół upadku.

W tym konflikcie interesów rodzi się nienawiść. Nienawiść do czyjegoś sukcesu.

Dość często spotykam się z określeniem Tatuś gówniarzowi kupił. Pada to z ust osób ustabilizowanych. No wiecie: 33 lata, praca za 1800 zł, dziecko, samochód, mieszkanie na kredyt. Można umierać. Tor życia obrany na zawsze. Może nie jest bogato, ale stabilnie. Szyna prosta, jak z Łodzi do Warszawy. Po co coś zmieniać?

Żadnych przeszkód. Udało się! Można przez najbliższe 50 lat nie martwić się o nic.

To nie jest tak, jak myślisz

Argument drugi. Gdy chcesz obronić biednego 27-latka w najnowszym mustangu:

Jak nie tatuś kupił to znaczy, że ukradł.

Dyskusja się kończy, bo wiesz, głupi zawsze najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem. Racjonalne argumenty nie mają prawa bytu, bo i tak wlatują jednym uchem, a wylatują drugim.

I tak posiadacze drogich aut, w wieku między 25 – 35 lat, w mniemaniu pewnej grupy społecznej, jesteście zwykłymi bananami.

W tym momencie chcę przejść do sedna sprawy. Bo pół biedy jak robisz start-up, jesteś kreatywny i masz pomysł jak działać w sieci, albo jak dotrzeć do sponsorów. Bo w tym przypadku Twój projekt i tak nie będzie w pierwszym rzędzie dotyczył przeciętnego Kowalskiego. Chociaż nie licz na żadne like, komentarze, czy wsparcie od znajomych i rodziny poprzez udostępnianie Twojego projektu. Oni patrzą tylko, kiedy podwinie ci się noga i kiedy zamkniesz interes.

Gorzej masz jednak jak jesteś altruistą i założysz warzywniak, myjnię samochodową, czy zakład fryzjerski.

Nie kupię od Ciebie, bo Cię znam

W tym przypadku Twoim głównym odbiorcą powinni być Twoi znajomi i Twoi sąsiedzi. Tak, ten sam sąsiad, który widzi każdą kupę Twojego psa. Jak myślisz, ilu z nich przyjdzie skorzystać z usługi, którą oferujesz? Wszyscy, którzy znają Cię z widzenia, widzieli na fejsbuku, albo podglądają Cię z okna, raczej nie skorzystają z Twoich usług. Bo dlaczego mają dać ci zarobić? Osoba ta skorzysta z tej samej usługi w innym miejscu, nawet jeśli będzie miała zapłacić za nią więcej.

Ostatnio znajomy prowadzący swego czasu salon znanej sieci GSM, opowiadał mi o swoich przyjaciołach, którzy zawsze głośno się śmieją i szeroko rozkładają ręce, gdy się witają. Ale po telefony jeżdżą do miasta obok. Bo przypadkiem jeszcze znajomy  wzbogaci się na nich.

Inny kolega z branży telekomunikacyjnej przerzucił się na budowlaną. Akurat to taki wiek i etap w życiu, że jego przyjaciele zaczęli się budować. Nie zgadniecie gdzie kupili materiały na budowę. No nie zgadniecie, bo ani ja, ani znajomy też tego nie wiemy.

Telewizja karmi nasz mózg serialami i filmami, w których taka Meg Ryan idzie do pracy, po drodze kupując croissanta od pana Alberta, którego zna z imienia. Pytając go, jak tam jego córka Lisa i syn Ted. Aby w następnej kolejności przemknąć koło kwiaciarni swojej koleżanki Emily, kupić bukiet kwiatów i, aby dwa kroki dalej pan Zbyszek, którego Meg też zna z imienia (i nie przeszkadza jej to, że to polski imigrant), wcisnął jej między ciastko, a kwiatka kawę. Która już dawno była gotowa, bo przecież i tak Meg codziennie kupuje od niego tę samą, białą z dwoma kostkami cukru.

Polskie realia

Fajna wizja prawda? Ludzie zadowoleni i uśmiechnięci, którzy mogą liczyć na swoich sąsiadów. Przecież i tak napijesz się tej kawy, zjesz to ciastko, do fryzjera też pójdziesz. Więc czemu, zamiast skorzystać z usług znajomego, który odwdzięczy ci się miłym uśmiechem i krótką rozmową, a czasem nawet nie będzie chciał, abyś mu płacił, to i tak pójdziesz do angielskiego marketu, czy włoskiej sieciówki, którzy wyprowadzą Twój  sąsiedzki kapitał za granice naszego państwa?

Pamiętaj! Im lepiej będzie żyło się Twoim najbliższym, tym lepiej będzie żyło się też Tobie. Bo może ten sąsiad z naklejkami na samochodzie pracuje w firmie ubezpieczeniowej i kiedyś będzie musiał wycenić szkodę wyrządzaną podczas Twojej stłuczki? A może ten gość co biega codziennie rano, jest chirurgiem i akurat ma popołudniową zmianę, a Ty kiedyś będziesz musiał spojrzeć na niego jak na boga?

Zastanów się nad tym.

No i jeszcze jedno.

Kupy po psie zawsze sprzątaj. 😉


Podobne posty, które pojawiły się na blogu:

Black Friday

Wspomnienia dzieciństwa

Czy Ty też jesteś Babycore?

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Uwielbiam planować, organizować i pomagać ludziom w znalezieniu w sobie pasji. Uwielbiam podróże i zwierzęta! Mieszkam w Łodzi i kocham to miasto. :)

  • Pingback: Ciekawe linki z sieci - Przegląd sieci #5 - Blog lifestylowy: Dom na obcasach()

  • Jakie to prawdziwe. Sama staram się robić dokładnie odwrotnie i w miarę możliwości korzystać z usług znajomych, sąsiadów itp. Czasem spotykam się z opinią, że jak idziemy do znajomego to się automatycznie spodziewamy jakiegoś rabatu, specjalnego traktowania podczas realizacji usług. Dobrze mi się żyje wiedząc że znajomy ma pracę i zarabia a z drugiej strony wiem, że nie wszystkim taki stan rzeczy jest na rękę. Taki mamy klimat, nikt nas nie uczy, że ludzie odnoszący sukcesy niczego nam nie zabierają, niczego nam nie ujmują.

  • Szczerze mówiąc, raczej widzę wokół siebie tendencję odwrotną, bo mieszkam na wsi. Tutaj naprawdę wszyscy znają się od pokoleń. A że jestem jeszcze z rodziny nauczycielskiej, to zna mnie połowa gminy. Tak jakoś dwa pokolenia wstecz. Sklep prowadzi moja była nauczycielka, koleżanka z pracy mojej mamy, sprzedawczyniami są matki uczniów mojej mamy (przy okazji zakupów zawsze pytają o oceny swoich dzieci), na stażu jest moja znajoma z klasy. Warsztat samochodowy prowadzi mój sąsiad, w lecie bierze do pracy moich znajomych ze szkoły. Nawet pani, która prowadzi obwoźny handel po różnych wsiach dookoła doskonale mnie zna i czasami kupując koszulkę we wsi A oddaję ją we wsi B, bo jednak była za ciasna. Nikt nie ma kłopotów z tym, by kupować u znajomych.
    W mieście, w mniejszych społecznościach widzę podobne reakcje, np. w różnych lokalnych warzywniakach, monopolowych itp. wszyscy się znają, wpadają czasami tylko pogadać i poplotkować.
    Nietrudno zauważyć, że im bardziej wieś czy osiedle ubogie i menelskie tym silniejsze więzi społeczne 😉 U mnie się bardzo ostrożnie patrzy na „nowobogackich”, bo nie potrafią się oni zachować, nie znają obyczajów i są podejrzani- bo bogaci. A wiadomo- „kiedyś” kto był bogaty, ten był komunista i złodziej. Pamięć o dawnej niesprawiedliwości jest ciągle żywa i starsze społeczeństwo nadal nie potrafi zrozumieć idei gospodarki wolnorynkowej. Z jednej strony wkurza mnie takie zachowanie, z drugiej strony staram się rozumieć, skąd się wzięło. Brak wykształcenia starszego społeczeństwa też sporo tu utrudnia, ci ludzie często mają skończoną tylko podstawówkę i nadal twierdzą, że złem tego świata są Żydzi i masoni.

  • Inna sprawa, że wiele osób korzystając z usług znajomych uważa, że z racji tej znajomości należy im się rabat. Prowadzę sklep, w którym często pojawiają się znajomi szefa i nigdy nie obyło się bez tekstu w stylu „a bo ja jestem znajomym pana X, no od studiów/ liceum/ żłobka się znamy, może jakiś rabacik dla kolegi”? Jedynym wyjątkiem od tej reguły jest pewien pan, którego kojarzyłam, bo całkiem miły z niego facet, a poza tym za każdym razem robił większe zakupy. W końcu przypadkiem dowiedziałam się, że to dobry kumpel szefa i przy kolejnej okazji, gdy wpadł coś kupić, zapytałam, dlaczego wcześniej się przyznał, bo dałabym mu jakąś zniżkę. A on na to, uwaga, że „X to jego kolega i nie chce, żeby przez niego mniej zarabiał”. Pierwszy raz spotkałam się z takim podejściem i chciałabym, aby więcej osób tak myślało o sprawie, zamiast sępić 5 zł na krawcowej tylko dlatego, że widuje się z nią co rano w warzywniaku.

  • Pingback: Chcesz stracić przyjaciół? Pożycz im pieniądze! - SOCJOPATKA.PL()

  • Tak, takich głosów nam trzeba, nim całkiem stracimy wiarę w polskie społeczeństwo, które już teraz jawi nam się jako egoistyczne, zawistne, zaściankowe, wiecznie równające w dół i niemogące się pogodzić z faktem, że innym się lepiej wiedzie. Trochę to z mojej strony śmiech przez łzy, bo i sam z trudem jestem w stanie samego siebie przekonać, że nie jest wcale tak źle. Bo nie jest, prawda? 😉

  • Ciekawe spojrzenie, takie polskie… ale szczerze? Chyba wśród moich znajomych jednak więcej osób patrzy na to w sposób amerykański. Przykład: już nie raz mi sie zdarzyło, że znajomi poprosili mnie o lekcję tańca czy języka angielskiego. Potrzebujesz tłumaczenia? Pytasz – no problem. Ja też, jeżeli czegoś potrzebuję i wiem, że ktoś ze znajomych siedzi w branży, lecę do tego znajomego! Jak coś nie wyjdzie, to zawsze się dogadamy. A przy okazji nadrobimy zaległości, kawy się napijemy, czy wpadniemy na pomysł wspólnego biznesu.
    Kurcze, nie czaje. Może to kwestia generacji? Młodzi teraz muszą sobie radzić, wiec radzą sobie przez znajomych. A starsi? Wolą jednak skorzystać z bardziej formalnej drogi.

  • Pingback: Czy komputery wiedzą o nas wszystko? - SOCJOPATKA.PL()

  • Bardzo, bardzo dobry tekst. Mocno pokazuje (niestety-bo chciałabym napisać, że się mylisz i nie masz racji) polskie realia. Poruszylaś też kwestię wspierania polskich firm. Nie jest ich tak wiele jak mogloby być, bo ciężko się utrzymać na rynku, na którym klienci wolą wspierać firmy zagraniczne…

  • Yhm, a można tak: zamiast życzyć źle i pluć z zazdrości, wystarczy zapytać, wystarczy dowiedzieć się, jak osoba, której „udało się” doszła do swojego celu i spróbować zrobić to samo. Przynajmniej tak radzą na Lifehacku…:)

  • Pingback: Przedwiosenne porządki - MAGNIFIER()

  • Pingback: Wyszukane W Sieci #1 | Mój Kawałek Podłogi()

  • Trafiłam na wpis z bloga Agnieszki LifeManagerki. Bardzo dobry tekst i niestety smutnie prawdziwy.
    Żeby niektórzy poświęcili choć połowę tego czasu, który poświęcają na utrudnianie życia innych, czy nawet na jego komentowanie i skupili się na poprawie własnej jakości życia…
    Moim hitowym pytaniem jest „skąd masz na to pieniądze” i dalej „kogo na to stać”. No kradnę. Bo już nie wiem co mam powiedzieć. Zresztą jakbym powiedziała, że pracuję to i tak źle. Bo co to za praca w korpo, nie znam życia bo nie pracuję na kasie, ehhh.

    Ja naprawdę dobrze ludziom życzę, nie przeszkadza mi sukces innych, przecież mi od tego nie ubędzie. I chętnie korzystam z usług i poleceń znajomych. I nie potrafię sobie logicznie wytłumaczyć co innym przeszkadza sukces sąsiada. To znaczy wiem, że ludzie w ten sposób myślą, ale za nic nie potrafię zrozumieć po co. Że też nie szkoda im czasu.

    • Bardzo miło mi gościć Cię na moim blogu;). Tak, niestety pewna część ludzkości ma problem z tym, aby zaakceptować sukces innych. I odkąd usłyszałam kilka historii od moich znajomych, które opisałam, napisałam o tym tekst, a następne przeczytałam komentarze pod nim to załamałam się jeszcze bardziej. Tych przypadków jest od groma… Każdy z nas zna takie osoby, każdy z nas spotkał się z takim traktowaniem jeżeli zaczął rozkręcać coś swojego, czy po prostu robi to co kocha.
      Cieszy jedynie to, że Ci którzy potrafią wziąć życie w swoje ręce nie maja problemów z akceptacją sukcesu innych, bo po prostu robią swoje ;).

  • Oj, gorzkie to bardzo, ale z przykrością przyznaję, że w dużej części prawdziwe. Chociaż, a obserwuję to od dłuższego czasu, i to podejście się zmienia mocno, zwłaszcza w Warszawie.

  • Pingback: Przegląd tygodnia #1/03 - LifeManagerka.pl()

  • Bardzo bym chciała się z Tobą nie zgodzić… Niestety nie mogę. Bo niestety jest tak jak piszesz. Oczywiście również nie chcę generalizować, bo sama nie zaliczam się do takich osób i wierzę, że ten post nie dotyczy większości społeczeństwa… Ale takie jednostki istnieją i to niezaprzeczalny fakt. Widać to nawet w blogosferze, sama przeczytałam raz komentarz od „życzliwej mi” osoby, że generalnie bardzo mnie lubi i wspiera, ale mojego programu nie ogląda, bo to moja praca. Naprawdę nie wiem w czym problem, że to moja praca, domyślam się więc, że przeszkadza jej to, że na tym zarabiam. Idąc tym tokiem myślenia nie powinno się oglądać też TV bo prezenterzy dostają wynagrodzenie, oglądać filmów, bo aktorzy też nie grają za darmo i w ogóle nic nie robić, bo zawsze wspiera się tym czyiś biznes. Jednak problem stanowi tu chyba właśnie ta znajomość, wirtualna bo wirtualna, ale jednak znajomość. Szczerze mówiąc niesamowicie mnie to dziwi, ja jak tylko mogę staram się wspierać znajomych, tym bardziej jeśli widzę ile pracy w coś wkładają… Niektórzy mają dokładnie odwrotnie i naprawdę nie przestaje mnie ta ludzka zawiść zaskakiwać.

    • Tak, oczywiście chodziło mi tylko o pewien procent osób, który w ten sposób się zachowuje. Cóż mogę Ci powiedzieć, jeżeli jest to jakieś pocieszenie ja Twój kanał oglądam i bardzo lubię. Zupełnie nie przeszkadza mi to, że na nim zarabiasz ;). Bardzo dobrze! Zapracowałaś sobie na to. 😉

  • to przerażające, jak ludzie łatwo oceniają innych :/ chciałabym mieć takie życie, o jakim myślą moi znajomi, że je mam 😉

  • Ja osobiście nie mam znajomych, z których usług mogłabym skorzystać, ale może inni nie korzystają, bo boją się, że w przypadku ewentualnych niedogodności/niezadowolenia z usług stracą znajomych?

    • Myślę ze powodów z niekorzystania usług znajomych jest wiele… ja konkretnie chciałam skupić na zazdrości i zawiści 😉

  • Pingback: Podsumowanie miesiąca: Luty 2016 - SOCJOPATKA.PL()

  • A ja to wszystko sprowadzam do jednego ważnego aspektu – ludzi się nie uczy przedsiębiorczości. Gdyby wreszcie wspomóc Polaków w prowadzeniu biznesu, zamiast od samego początku nakładać na przedsiębiorcę wszystkie możliwe podatki, to pewnie ludzie mieliby odwagę wreszcie ruszyć d… anie tylko gębę. Gdyby ruszyli to, co trzeba, poznaliby realia, że wcale nie jest tak kolorowo… No i oczywiście ja znajomym też nie sprzedaję, bo chcą za 50% mniej. W końcu nie mogę na nich zarobić 😀

  • Nie rozumiem za bardzo czemu nie pomagać znajomym, czy nawet ludziom których kojarzymy z twarzy, przecież to podstawa tego całego networkingu, który podobno jest trampoliną do sukcesu 😉 Tak jak napisałaś ten ktoś może później pomóc nam, a nawet jeśli nie podchodzić do tego tak interesownie, to przecież chyba można wykrzesać z siebie nieco sympatii do drugiego człowieka, czemu nie? Bo zarobi? To strasznie niskie. Jeśli ode mnie by to zależało, to niech wszyscy zarabiają i to bardzo dużo! Jeżeli towar czy usługa jest dobrej jakości, to zawsze staram się dać zarobić znajomym. Inna rzecz, że niektórzy liczą na taryfę ulgową i nie traktują znajomych tak profesjonalnie, jak traktowaliby obcych.

  • Ja zawsze wybieram znajomych, bo wiem, że zrobią coś dobrze, a nie byle jak, właśnie dlatego, że się znamy…
    Ale sama zetknęłam się z zawiścią, mimo, że ‚postawiłam na nogi’ już wielu pacjentów nikt z mojego otoczenia jak ma problem do mnie się nie zwraca po pomoc, wolą szukać gdzie indziej. Smutna ta polska rzeczywistość…

    • Oj smutna żebyś wiedziała…

      P.S. Dziękuje za odwiedziny 🙂

  • Ja tu widzę inny problem. Jeżeli chodzi o odniesienie jakiegoś sukcesu, to ludzie po prostu sobie zazdroszczą. Czasami do tego stopnia, że najlepsze znajomość może się przerodzić w nienawiść. Właśnie dlatego Polska stała się takim sprzedajnym krajem, gdzie lepiej kupić coś od kolegi z zagranicy. Bo dzisiaj każdy patrzy tylko na siebie.

    • Tak, jak najbardziej. Większość takich zachowań jest podbudowana na zazdrości o to, że ktoś robi to co lubi i jeszcze na tym zarabia.

  • Ja póki co nie zaobserwowałam u siebie takiego podejścia- i mam nadzieję że nigdy nie będę miała okazji. Jak ktoś oferuje/sprzedaje coś wartościowego-z chęcią skorzystam zwłaszcza jak jest to znajomy. Ale z tego co obserwuje wiele ludzi jest po prostu zawistnych i nawet jeśli mieli by zejść np.z głodu- nie pomogą innym „znajomym”. Dziwna ta nasza polska mentalność..

  • Świetny tekst. Obnażyłaś cebulactwo i januszostwo naszego narodu. Ja rozumie, że każdy chciałaby mieć lepiej od drugiego, no ale nie kosztem tej drugiej osoby właśnie. Był kiedyś taki dowcip, skopiuję:

    Amerykanin, Francuz i Polak złapali złotą rybkę. Każdy dostał po jednym życzeniu. Amerykanin mówi:
    – Mój sąsiad ma nowy samochód. Chciałbym mieć większy, lepszy i szybszy niż on.
    Francuz:
    – Mój sąsiad ma nową, piękną żonę. Chciałbym mieć jeszcze ładniejszą niż on.
    Polak:
    – Mój sąsiad ma nowy dom. Chciałbym, żeby mu spłonął.

    • Zastanawiam się, czy tylko mnie też żart dołuje…
      eh

  • Super styl pisania. Bardzo przyjemnie się czyta. No cóż… smutne, ale prawdziwe…

  • Osoby, które wiodą satysfakcjonujące życie nie mają czasu ani tym bardziej ochoty na grzebanie w życiu innych. A „nie kupię, od Ciebie, Drogi Znajomy, żebyś się przypadkiem na mnie nie dorobił” to spora generalizacja, bo tak naprawdę ile osób,tyle powodów, dla których nie decydujemy się na zakup rzeczy/usług od znajomych (m.in. unikanie potencjalnie konfliktowych sytuacji pt. reklamacja,itp., posiadanie sprawdzonych miejsc/marek/sprzedawców i brak potrzeby zmiany swoich nawyków zakupowych tylko dlatego, że od znajomego „wypada” kupić). Oczywiście są też osoby, które nie kupią od znajomego choćby posiadał najbardziej wartościowe towary/wykonywał usługi na najwyższym poziomie ze zwykłej zawziętości i zazdrości – na szczęście stanowią one tylko jakiś procent :). Pozdro Ziomeczku :).

    • Się wie Ziomek!;) ja tylko mówię o tym małym procencie ;D

  • Nie rozumiem takiego podejścia kompletnie, ale faktycznie tak jest! Ja generalnie cieszę się, jak widzę, że mój znajomy/znajoma ma własny biznes. Zawsze lecę do nich z otwartymi ramionami, o ile akurat ich produkt jest mi potrzebny 🙂 Lepiej dorabiać swoich, nie ważne, czy to jest przyjaciel, kolega, sąsiad itd. Wiesz, niedawno naiwnie sądziłam, że ludzie są już teraz tak zabiegani i zajęci sobą, że nie interesują się sąsiadami. Jak bardzo się rozczarowałam! Jedna z moich sąsiadek „zna” dosłownie każdy mój krok i obgaduje mnie u znajomej mojej babci! Najgorsze, że opowiada jakieś brednie w stylu „Tak się kłócą, że aż na dole słychać”, co rozbawiło mnie bardzo, bo mojego męża cały tydzień nie ma w domu, a jak jest to prawie w chacie nie siedzimy XD Okazało się, że kobieta sama miała nieudane małżeństwo… Ehsss…

    • Widzisz! Jesteś bogatsza o nową wiedzę! ;D współczuje 🙂

  • Agnieszka Dudek

    Piękne zdjęcie 😀 Absolutnie super 😀

  • Agnieszka Dudek

    Świetny tekst, naprawdę fajny 😀 Uśmiałam się 😀 Trzymaj tak dalej 😀
    Powinnaś tylko dodać, że może ktoś nie chce, żeby znajomy u niego kupował, bo się boi, że może tamten będzie chciał, żeby ten sprzedał mu taniej, dał za darmo, albo sprzedał na kreskę i nie dopominał się o spłatę długu 😀

  • Poruszyłaś bardzo mi bliski temat. Na palcach jednej ręki mogę policzyć ilu znajomych zagląda do mnie regularnie, reszta omija, nawet rodzina jakoś słabo zainteresowana. Smutne, ale mam ta moja garść fanów i dla nich tworzę, dla siebie i swojej radości też. Nie jest to biznes i raczej patrze z punktu fanpage, że częściej zaglądają tam osoby, które znam z komentarzy aniżeli znajomi 😞

  • Dużo prawdy jest w tym tekście, aczkolwiek, jeśli ktoś ze znajomych czymś handluję i jest to dobre, to pójdę do niego. Jednak z własnej perspektywy wiem, że w tego typu sytuacjach niejednokrotnie łatwiej liczyć na obce osoby.

  • Świetnie to ujęłaś, bo faktycznie sporo osób ma z tym problem. Ja chyba nie – wręcz przeciwnie – wolę zobaczyć znajomą twarz kiedy coś kupuję/ potrzebuję i wiem, że ten ktoś się na tym zna 🙂

  • Staram się nie oceniać pracy człowieka przez pryzmat jego osobistych cech czy zachowania. Już parę razy miałam do czynienia z ludźmi, którzy jako znajomi nie sprawdzali się doskonale, ale za to swoją pracę wykonywali perfekcyjnie i z wielkim zaangażowaniem 🙂

  • W zasadzie kiedy tylko mogę uciekam od biznesu z lub dla znajomych, mało polecam też usługi znajomych, ludzie mają bardzo różne wymagania i oczekiwania, a później są pretensje do polecającego. Teraz tez sama wybieram usługi poza znajomymi, mam wtedy większą swobodę działania. Oczywiście jesli chodzi o drobne sprawy wspomagam znajomych, jak i ono mnie. 🙂

  • Jasna cholera 🙂 dziękuje, że wpadłaś do mnie, bo ja teraz poznałam Ciebie. Właśnie wczoraj o tym rozmyślałam. Zastanawiam się dlaczego ludzie są tak zawistni i złośliwi, gdy ktoś znajomy ondnosi sukces. Ja zawszę kibicuje wszystkim i w miarę potrzeb korzystam z usług czy produktów oferowanych przez znajomych.
    W zasadzie nie oceniam nikogo po pierwszym poście ale po tym mam ochotę poczytać więcej. Pozdrawiam 🙂

    • Dziękuję 😉 może to jakieś pokrewieństwo dusz 😀

  • Przesłanie posta jasne: z zawiści wolimy dać zarobić obcym niż znajomym.. (trochę przejaskrawiam ale celowo). Tylko że jak można nazwać znajomym osobę, z którą nie wchodzimy w żadne reakcje poza grzecznościowym „dzień dobry”, czy też kojarzymy ją tylko jako współmieszkańca z kamienicy czy bloku. Ja takich ludzi odbieram jako obcych (a że się mną interesują? tylko im współczuję, że nie mają swojego życia) .. i zgadza się jest jakaś grupa, która prędzej wypije własny mocz niż da zarobić komuś kogo jakoś tam kojarzy z twarzy, ale chyba nie wszyscy co?? 😉 Dla mnie znajomy, to ktoś z kim mam kontakt bezpośredni, kogo znam, kim się interesuję i kto interesuje się mną… a tacy znajomi raczej nie zachowują się jak przysłowiowe psy ogrodnika, prędzej pomogą i poleca dalej. Poza tym nie wzięłaś pod uwagę ludzkich przyzwyczajeń.. ludzie przyzwyczajają się do miejsc także w zakresie robienia zakupów. Sama tak mam, że chodzę do jednego warzywniaka, bo wiem, że tam jest świeże i nie eksperymentuję z nowymi miejscami.
    Rynek handlu i usług jest brutalny i zawsze wygra ten, co jest najsilniejszy i ma najgrubszą skórę..
    Najsmutniejsze w Twoim poście jest to.. że tak uogólniłaś. A może ja żyjąc w innym miejscu mam szczęście do ludzi, nie mówię tu o obcych pojawiających się jak meteor na chwilę, tylko tych co zostają ze mną na dłużej.. znajomych i tych najbliższych przyjaciół, dlatego nie mam tak smutnego obrazu naszego społeczeństwa.

    • Nie uogólniłam tylko wzięłam pod lupę pewien procent osób. Przecież to oczywiste, że nie wszyscy tacy są, ale ja pisze właśnie o tym procencie, który tak robi. Gdybyś przyjrzała się bliżej moim tekstom to na pewno byś zauważyła, że większość tematów, które poruszam: szczególnie w sekcji CZŁOWIEK opisują konkretne zachowania. Skoro biorę pod lupę tych, którzy nie chcą kupować od znajomych, bo nie chcą przyczyniać się do ich sukcesu to właśnie ich rozkładam na czynniki pierwsze. Nie będę do każdego tekstu dodawać: „oczywiście, że nie wszyscy tacy są… oczywiście, że jest wiele czynników które determinują pewne zachowania i może ktoś się tak zachowuje bo miał trudne dzieciństwo”. Bo to jest oczywiste, a wiem, że mam mądrych czytelników i nie muszę im tego za każdym razem tłumaczyć.
      W tej sekcji piszę o tym co mnie drażni w ludzkich zachowaniach.

      Poza tym jeżeli faktycznie uważasz, że wszyscy znajomi z którymi masz kontakt, interesujecie się sobą nawzajem itd zawsze Ci pomogą jak zaczniesz rozkręcać coś swojego to naprawdę podziwiam dobór znajomych i zazdroszczę, bo ja rozkręcając bloga przekonałam się kto naprawdę życzy mi dobrze, a kto ma w dupie czy mi się uda, czy nie. A jeszcze do tego są osoby, które życzą mi zamknięcia strony.
      I z komentarzy pod postem jednogłośnie wynika, że każdy kto próbował zadziałać coś na własną rękę spotkał się z takim właśnie zachowaniem znajomych.
      Więc albo masz bardzo dużo szczęścia, albo przeceniasz swoich kolegów i koleżanki. Mam nadzieję, że to pierwsze. 🙂

      • Masz rację.. skomentowałam tylko ten tekst i jak napisałam, celowo przejaskrawiłam, bo strasznie jest pesymistyczny w swej wymowie. Co do znajomych.. to masz rację mam cholerne szczęście, może dlatego, że zwyczajnie pozbywam się sukcesywnie z kręgu towarzyskiego zawistników i pesymistów.. oni tylko źle na mnie wpływają, więc po co sobie nimi głowę zajmować. Lepiej mieć mniejszy krąg towarzyski, ale ludzi przychylnych.. niż tabuny znajomych, na których w najprostszej rzeczy nie można liczyć. 🙂
        Natomiast jak napisałam kompletnie przestałam się przejmować co pomyśli/zrobi przysłowiowa pani Jadzia z piętra niżej, jej ocena i jej zachowanie ni mnie ziębi ni grzeje.. Jakiś czas temu odkryłam, że nie warto koncentrować się na złych emocjach, bo to niczego dobrego nie przynosi… jeszcze mi to nie zawsze dobrze wychodzi, ale się staram. Może dlatego mój komentarz jest taki a nie inny.

        • Agnieszka Dudek

          Pesymistyczny? Ciekawe, ja się ubawiłam:D

      • Agnieszka Dudek

        Myślę, że Ty też masz negatywne myśli co do siebie i co do swojego bloga i inni na nie reagują.

  • Faktycznie często zazdrościmy innym ludziom sukcesów i zawsze widząc je szukamy ,,drugiego dna”, ponieważ nikt przecież nie może się w tym kraju dorobić uczciwą pracą. Węszymy zawsze jakiś przekręt, bo tak naprawdę sami byśmy tak chcieli, a że nam nie wychodzi to musimy jakoś podkopać tego szczęściarza. Staram się nie być zawistna i wręcz przeciwnie – wspieram ludzi, których znam, a osiągają sukces, bo jeżeli na to zasługują to tylko się cieszę, że mogę im dodatkowo pomóc zwłaszcza, że mam do nich większe zaufanie.

  • Mam znajomą fryzjerkę która mówi tak….” Justyna, ja Ci nie chcę robić włosów, bo się boję, że nawalę”…:)

  • Napisałam na fejsie komentarz nie czytajac tekstu 🙂 Myślałam że będzie o tandetnym rękodziele, które kupujemy żeby wesprzeć znajomych. Ups… nie skasuję go mam nauczkę, żeby powstrzymać palce 🙂 A odnosnie tematu poruszonego przez Ciebie.. w sieci krąży mem, który bardzo ładnie to obrazuje. Prawdziwych przyjaciół poznajesz nie w biedzie ale w szczęściu, po tym jak reagują na nasze sukcesy. I to jest czysta prawda. 🙂 c

    • Dokładnie… A niestety sukcesy innych znosi się u nas bardzo źle. I widać to w historiach, którymi od wczoraj dzielą się na blogu moje czytelniczki… Przerażająca prawda.

      P.S. Komentarzem się nie przejmuj.;)

  • Mam wrażenie, że u nas to w ogóle ludzie sobie pomagają jak jest jakiś totalny kryzys, a na co dzień byleby drugi miał gorzej, byleby nie miał dobrze. Lepiej dawać zarobić obcym, niż naszym. Jakiś czas temu słychać było o akcji kupowania rzeczy od polskich producentów, ale mam wrażenie, że to przycichło. Dlaczego? Bo zaczęli mieć w końcu lepiej w tej Polsce? Bo pieniądze szły do naszej kasy, a nie za granicę? Nie rozumiem tego zupełnie. Bo ja wolę kawę od pani Lidki, a nie ze Starbunia.

  • Moja przyszła wersja ma taki problem – kogo wybrać na dekoratora przyszłego wypasionego mieszkania: najlepszą przyjaciółkę czy siostrę. Na szczęście dylemat jak tak daleko w przyszłości, jak lot na Marsa 😉 Ale wracają na ziemię, to hmm są takie rzeczy, po które zawsze biegnę do znajomych, bo się na nich kompletnie nie znam (np, wszelka elektronika), wiem że nie wcisną mi bubla, mam do nich zaufanie itd. To o czym piszesz jest dla mnie utrudnianiem sobie życia.

    • Dokładnie. Trzeba otaczać się ludźmi
      Do których ma się zaufanie i wtedy wszystko jest git.

      I takie dylematy Twojej przyszłej wersji to ja lubię 😉

    • Agnieszka Dudek

      Jak przeczytałam Twój komentarz to pomyślałam, że znajomy mógłby mnie poprosić o to, żebym go reklamowała, jakbym coś u niego kupiła. A skąd mu przyszło do głowy, że ja jestem aż tak zadowolona z produktu, czy usługi. Liczy, że nie odmówię, czy żyje marzeniami co do swojego profesjonalizmu?

      • a to już jest chyba inny problem … wg mnie sprawa wygląda tak: kupuję – dostaję towar – mogę reklamować jeżeli jestem bardzo zadowolona i po prostu chcę kogoś polecić, ale jeżeli ktoś chce tego polecenia to on już chce od nas pewnej usługi za którą powinien zapłacić. Zapłacić tak samo, jak i my płacimy za towar.

        • Agnieszka Dudek

          Ty kiedyś powiedziałaś znajomej osobie, żeby Ci zapłaciła za reklamowanie tego co ona sprzedaje?

          • nigdy nie byłam w takiej sytuacji, więc nie. Ale tak to wg mnie powinno wyglądać, zresztą gdybym chciała u kogoś reklamy, czyli pewnej usługi to chciałabym za nią zapłacić tak samo jak i nieznajomym.

  • Ludzie są dziwni, a dla mnie to strasznie denne, że nie chcemy kupić czegoś od kogoś tylko dlatego, że znamy tę osobę. Szkoda, że występuje to tak często.

  • Masz dużo racji. Wielu ludzi patrzy na innych z zawiścią. Zazdrości im tego, że coś robią w życiu, że im wychodzi. Mam wrażenie, że ludzie w Polsce nie wierzą, że można uczciwie zarobić dobre pieniądze. Na każdego, kto ma więcej patrzą niezbyt przychylnie. Ludzie widzą tylko jedną stronę medalu, nie biorą pod uwagę, że wszystko wymaga pracy i wysiłku. Nie myślą o tym, że może ktoś musiał wziąć kredyt czy ma problemy. To smutne, ale tak jest. Na szczęście ja w swoim życiu spotykam też ludzi, którzy nie mają z tym problemu i chętnie dają zarobić komuś, kogo znają.

  • Wiesz, że masz świętą rację, prawda? Ludzie nigdy nie patrzą na to ile pracy trzeba włożyć w sukces…to naprawdę wiąże się często z wielkim wysiłkiem, zarwanymi nocami, masą poświęceń i wyrzeczeń! Nie spodziewałam się nawet, że wsparcia otrzymam więcej od obcych, czy dalszych znajomych niż od rodziny. To niesamowite, że ludzie nie mają w sobie chęci pomocy. Podobnie jest z teoretyczną „konkurencją” – nie licz na dobre słowo od kogoś kto działa w Twojej branży, to naprawdę rzadkie! Raczej spodziewaj się „prawie plagiatu”. I tego też nie rozumiem. Bo przecież tylko Twój „konkurent” wie ile pracy musiałaś włożyć w stworzenie swojego produktu i zamiast powiedzieć „świetna robota” i pomyśleć „co mogę zrobić by rozwinąć swój biznes?”, idzie na łatwiznę i Cię „plagiatuje”…Ciekawie sprawy przedstawiają się w małych miejscowościach. Mieszkałam od urodzenia w dużym mieście – wszyscy tam byli anonimowi, po ślubie przeprowadziłam się do rodzinnej miejscowości mojego męża. Tu, w małym mieście, wszyscy się w najgorszym razie „kojarzą” i doświadczyłam na własnej skrze, tego, że obcy mi ludzie, z którymi nigdy słowa nie zamieniałam wiedzą o mnie bardzo dużo…Wiedzą, gdzie mieszkam, ile mam dzieci i gdzie i o której godzinie chodzą na basen. oczywiscie wiedzą też gdzie robię zakupy i jakim jeżdżę autem. Przeraziło mnie to…

    • Dzięki za Twoją historię, to tylko pokazuje, że wcale nie jest dobrze z nami, ludźmi i naszym podejściem do życia.

      • No nie jest…:) Ale grunt to robić swoje i być uczciwym wobec siebie i mieć zasady:)

    • Agnieszka Dudek

      Ja odnoszę wrażenie, że cieszy Cię, że ludzie Cię kojarzą i może nawet trochę o Tobie wiedzą.

      • Zawsze człowiek czuje się lepiej, gdy jest widzialny:) Zwłaszcza, gdy ma ekstrawertyczną naturę:) Ale w sumie to nie wiem skąd masz takie wrażenie..:P

        • Agnieszka Dudek

          Nie umieściłaś swojego zdjęcia, nie podałaś imienia ani nazwiska, pewnie czujesz się niezauważona na co dzień, bo może się boisz i nie chcesz być dostrzeżona, więc jeśli już ktoś Cię zauważy, to na pewno Cię to cieszy. Życiowy sukces.

          • Jakże bardzo się mylisz:) Piszę z konta blogowego, a że prowadzę bloga na spółę z moją Tutu siostrą to nie piszemy komentarzy jako osobne jednostki, bo Turlu Tutu to jedność. Nie mamy na disqusie osobnych kont, bo tego nie potrzebujemy:) Wolimy prezentować nazwę bloga:) W firmie odpowiadam za kontakty z klientami i marketing, więc wierz mi ludzie mnie „widzą”:) A akurat moja osobowość gwarantuje bycie zauważoną, bo jestem gadatliwa i ruchliwa i jestem ekstrawertyczką w każdym najmniejszym calu. I tak traktuje to jako życiowy sukces, bo na pewno mam łatwiej w życiu, niż ktoś kto jest z natury nieśmiały. Także pozory mylą – moja rada na przyszłość:)

  • Niestety, ale taka jest smutna prawda. Zamiast pomagać sobie nawzajem ludzie podkładają sobie „świnie”. Gorzej jak takie coś dzieje się w rodzinie. Parę lat temu założyłam sklep internetowy z torebkami. Z rodziną ze strony mamy było spoko, jak się komuś coś podobało to kupował, zawsze jakiś rabat dostał i było super. Ze strony taty, nikt nigdy nic nie kupił, a wiecznie tylko słyszałam krytykę, że nie ze skóry naturalnej, że drogo, że nie takie… A później doszło do tego, że w ogóle przestali ze mną gadać, a zaczęli dopiero wtedy jak się dowiedzieli, że sklep zamknęłam… A teraz? Znowu przestali, bo prowadzę blog…

    • Doskonale Cię rozumiem. Szczerze nie sądziłam, że ktoś jeszcze tak ma jak ja, ale widzę, że nie tylko do mnie znajomi ludzie coś mają, bo prowadzę blog.
      Aż brak mi słów, bo dokładnie wiem co przechodzisz i przeraża mnie, że takich ludzi jest więcej niż sądziłam.

      • Myślę, że takich ludzi jest sporo. Wiele osób wyobraża sobie, że pisanie bloga to takie nic nierobienie. „Więc jak to jest, że Ty siedzisz w domu, nic nie robisz, coś tam czasem napiszesz i jeszcze kasę zarabiasz. A ja muszę zapier…. cały dzień w robocie”. Taki tekst kiedyś usłyszałam. Opadły mi ręce, nogi i wszystko co tylko może… 🙂 To jest chyba zazdrość, która bierze się z niewiedzy i po prostu głupoty. Zamiast samemu spełniać marzenia i z odwagą próbować nowych rzeczy, łatwiej jest komuś podcinać skrzydła.

        • No, no w końcu blogowanie to nic nie robienie… Dokładnie tak. Dlatego piąteczka, bo jedziemy na tym samym wózku 😉

          • Agnieszka Dudek

            Jak się nie zarabia na prowadzeniu bloga, to można pomyśleć, że to jak chodzenie na ploteczki, czyli nic nierobienie.

          • Żeby zarabiać na blogu to nie jest taka prosta sprawa. Na to potrzeba czasu. Nie zaczniesz zarabiać od pierwszego dnia założenia bloga. Dlatego na początku wsparcie rodziny i znajomych się przydaje. Ale bez nich też daje się radę, wystarczy samozaparcie.

          • Agnieszka Dudek

            No tak, masz rację, to jak z pisaniem książek. Ktoś może poświęcić dwa lata na napisanie powieści, a później się okazuje, że nikt nie chce jej wydać, albo książki w końcu zaczynają się sprzedawać ale w małym nakładzie, na stworzenie bestselera trzeba czasami pracować latami. Jakoś o tym zapomniałam:D

      • Agnieszka Dudek

        Zaczynam się bać zawierania znajomości.

  • W zazdrości to zdecydowanie jesteśmy przodownikami. Niech się komuś lepiej powodzi to już nasza ręka nie przyłoży się do tego, żeby wiodło się jeszcze lepiej. Wolimy swoją energię poświęcić na zbluzganie kogoś z góry na dół i obrobienie mu tyłka najlepiej publicznie niż ten czas i siły spożytkować na rozwój czegoś swojego. Ocenianie i szufladkowanie ludzi przychodzi nam nad wyraz szybko. Ta głupia, tamten ma wszystko za pieniądze tatusia, temu się powodzi bo pewnie się wzbogacił na czyjejś krzywdzie. A do tej mądrej główki nie przyjdzie pomysł, że ktoś tyra na to latami, kiedy taki ktoś leży sobie i obejmuje stanowisko operatora pilota. Zacna funkcja. Wzmaga w nas zawiść i jad, którym potem plujemy na prawo i lewo. Bo innym to tak leci z nieba. Ludzie myślą, że jak ktoś założy sobie firmę to zgarnia tysiące, z którymi nie wie co ma zrobić. Tak się składa, że najpierw trzeba więcej wkładać niż się z tego wyciąga. Ale kto to widzi. Jeśli ktoś zna się na swoim fachu to i wiadomo, że się ceni, bo nikt nie będzie żył za dziękuję. Nie włoży go sobie do garnka. Ale jak się ceni to zaraz powiedzą, że rozum pozjadał i dorabiać mu się zachciało. A pójdą do obcego i zapłacą więcej, bo obcemu się nie obszczekają tak jak komuś znajomemu.

    • Agnieszka Dudek

      A coś pozytywnego?:D

  • Każdy z nas ma wokół siebie takich obserwatorów. Szczególnie na Śląsku pełno jest takich starszych pań w oknach co Ci dokładnie powiedzą, co robiłaś 3 tygodnie temu o 22.37. Obserwują co robisz, jak się zachowujesz. Nieraz nawet ich z okien nie widać, ale są! Strzeź się! 😉
    Co do kupowania produktów lub korzystania z usług znajmych mogę potwierdzić. Wiele osób ma z tym spory problem. Najgorsze jest to, że problemem nie będzie, jeśli zachodząc codziennie do tej samej piekarni przez x czasu poznamy się ze sprzedawcą i będziemy się znać bardziej niż tylko na „dzień dobry”. Wtedy to nie jest problem. Ale jakby za ladą od razu był ktoś kogo znamy to już inna bajka….

  • Dobry post, MEGA dobry 🙂 bo prawdziwy., kurcze.. ja jakoś zawsze się cieszę z mini sukcesów innych – z tych dużych sukcesów też, i kupuję od przyjaciół, rodziny, dalszych znajomych czy chocby od tych, których znam tylko z widzenia. Ale wielokrotnie spotkałam się z opisaną przez Ciebie sytuacją, niestety

  • Całkiem niedawno rozmawiałam o tym ze znajomą, która jest agentką ubezpieczeniową dużej i znanej firmy. Robiła mi ubezpieczenie mieszkania i przy okazji opowiadała, że wielu jej znajomych specjalnie ubezpiecza się u innych agentów, mimo że wcześniej podpytują ją o ofertę. A co najśmieszniejsze, w razie wypadku od razu dzwonią do niej, bo przecież jest koleżanką, więc na pewno pomoże. No smutne to.
    Ale z drugiej strony, zawsze jest możliwość że nie będziemy zadowoleni z produktu czy usługi, które kupujemy. I wtedy dużo łatwiej rozmawia się z obcą osobą, którą łatwiej ochrzanić albo po prostu domagać się od niej swoich praw. Znajomego często traktuje się ulgowo. A i jakoś usługi świadczonej po znajomości bywa inna. Więc może po prostu czasem chodzi o te, żeby ze znajomymi pozostać w dobrych relacjach, a interesy robić z kimś innym.

    • Owszem jeżeli mamy być niezadowoleni, czy nie jesteśmy pewni jakości produktu znajomego to czasem nie ma sensu kupować u niego jeżeli nie chcemy stracić dobrych relacji z tą osobą 🙂

  • Okrutne, ale prawdziwe. Tacy jesteśmy my Polacy. Każdy myśli, że jak ktoś założył swój mały biznesik to już kokosy musi zbierać. Nie patrzą, że pewnie wiąże ledwo koniec z końcem, a jak mu dobrze idzie to tylko dlatego, że to bardzo ciężka praca. Jesteśmy zazdrośni i zawistni. Mam dwie koleżanki, co otworzyły sklepiki z ciuchami w dwóch różnych małych miasteczkach. Obydwie miały ciuchy od młodych polskich marek, w przystępnych cenach. Jedna mieszkała w tej samej mieścinie co sklep, druga parę wioch dalej. Pierwsza przyznawała się otwarcie, że jest właścicielką. Druga, cwańsza, udawała, że jest tylko pracownikiem i zawsze jak najbidniej ubierała się do tej roboty. Pierwsza splajtowała po roku, druga ma swój biznesik już od 4 lat, idzie jej świetnie i planuje otworzyć drugi sklep i innym miasteczku. Smutne to… Bardzo!

    • O_o.
      Nie wierzę w to, co czytam.
      To jest straszne! Ludzka zazdrość i zawiść nie ma granic.

    • Agnieszka Dudek

      Raczej chodzi o to, że ta pierwsza nie chciała odnieść sukcesu, bo myślała, że na niego nie zasługuje, bała się, że ktoś ją może skrzywdzić z zazdrości, ale to tylko jej wymysły.
      Druga też bała się krzywdy z zazdrości, ale musiała odnieść sukces, żeby udowodnić swoje poczucie wartości, dlatego wymyśliła, że będzie ubierała się biednie i podawała za pracownicę, w ten sposób nikt nie będzie jej zazdrościł i jej nie skrzywdzi. Ale to, że ktoś ja skrzywdzi, jeśli osiągnie sukces, to tylko wytwór jej wyobraźni. Człowiek dostaje to w co wierzy.

  • Zasmuciłam się…Pewnie jest tak, jak piszesz, choć dla mnie to abstrakcja, wolę kupić u znajomego niż obcego. Mąż ma tylko zasadę, by nie kupować samochodu od rodziny, jeśli w grę wchodzi samochód używany. I tego się trzyma, na co dzień wszelkie usługi, mniejsze zakupy – czemu nie? A zazdrość to niestety takie ludzkie…

    • z tym samochodem masz rację, bo w ogóle z rzeczami używanymi mogą wyjść różne konflikty. Ktoś może nawet nieświadomie sprzedać nam bubla i potem tylko znajomość na tym ucierpi. Więc nie warto. 😉

  • Ja zawsze wolę do znajomego, o ile ma towar wart kupienia, lub jeśli świadczy usługi, z których warto skorzystać. A problem może się pojawiać, bo nie wiemy jak się zachować i czasami nie chcemy wprawiać w zakłopotanie znajomego, który może się zastanawiać czy powinien zejść z ceny lub dać za darmo. Później znowu jesteśmy oceniani” „przychodzi bo liczy na rabat” lub „znam go, a nawet nie da rabatu”. 🙂

    • hehe wydaje mi się, że ludzie niepotrzebnie sobie utrudniają pewne rzeczy ;).
      Jeżeli czuję, że powinnam dać rabat, to dam na przykład przy jakimś większym zakupie, bądź dodam jakiś gratis. Jeśli wiem, że mam ceny bardzo konkurencyjne i do tego dobry towar to nie muszę dawać rabatów. A jeżeli ktoś tego ode mnie oczekuję to wydaje mi się, że nie jest to warte przejmowania się. Bo co to za znajomy, który chce na mnie zaoszczędzić? i który wyjdzie i będzie mnie obgadywał, bo nie dostał rabatu? Serio chcemy mieć takich znajomych? 😀
      Czasem wystarczy się podstawić na miejscu innych i zastanowić – czy gdybym miał swoją firmę to dawałabym każdemu znajomemu rabaty? No nie! Bo przecież muszę coś zarobić. To oczywiste. ;))

      • Jasne, że tak! Ale ludzie to ludzie i tak jak oceniają nieposprzątaną kupę na trawniku po spacerze z psem, czy nowy samochód, tak też mogą komentować zakupy „u znajomego” czy „u sąsiada obok” 🙂 Ja kupuję, daję zarobić temu kogo znam i nie zastanawiać się nad niczym, no bo po co chodzić gdzie indziej, jak i kupić można co trzeba i pogadać 🙂

        • No wiem, wiem ludzie to radary i wszystko podlega ocenie. Zresztą my też ( ja i Ty) wiele rzeczy oceniamy. 🙂 Taka ludzka natura ;). Ale właśnie najgorsze jest to co mówisz, że oceniamy bez zastanawiania się, bez żadnej refleksji…

  • a może to chodzi o to, że kupowanie od znajomego czy bycie przez niego obsługiwanym jest krępujące? bo to trochę dziwna sytuacja. nie wiadomo, czy powiedzieć cześć czy dzień dobry. czy po imieniu czy na pan. wybrzydzać też trochę głupio, bo co on sobie pomyśli. jeszcze się obrazi. albo wyśmieje, że mnie nie stać i kupuję najtańsze.

    • To trochę brzmi tak jakby ktoś bał się życia i był niepewny siebie. A co on powie, a jak on się zachowa, a co sobie pomyśli… najlepiej zostanę w domu i schowam się pod kocem. Jeżeli ktoś boi się własnych znajomych to chyba problem jest na poziomie współżycia w społeczeństwie. Pewnie znajdą się takie przypadki o których wspominasz, ale myślę, że to już przede wszystkim trzeba zadbać o swoje poczucie własnej wartości i nauczyć się życia w społeczeństwie.
      Poza tym szczerze wątpię, że ktoś miałby wyśmiać mnie za to, że kupuję u niego. Przecież to byłby strzał w swoje własne kolano. „Śmieje się z niego, bo mam chujowe produkty, a on je kupuje” ? Poza tym klient nasz Pan. Zawsze masz prawo wymagać tego, aby produkt był jak najlepszej jakości i spełniał Twoje wymagania, bo przecież płacisz za niego.

      • myślę, że zawiść i niechęć do pomocy komuś byle tylko się nie wzbogacił (o której Ty wspominasz) jest tak samo zła i jest takim samym problemem jak ten strach przed życiem i bycie niepewnym siebie.

        sprzedawca wie, że nie zwraca uwagi co kto u niego kupuje. ale nastolatek kupujący po raz pierwszy prezerwatywy widzi to trochę inaczej 😉 i tak jest w wielu przypadkach. jesteśmy tylko ludźmi i czasami sobie myślimy jakieś głupie, niedorzeczne rzeczy 😉

        i mnie mimo wszystko łatwiej byłoby zareklamować kiepski produkt u obcego sprzedawcy niż u sąsiada z bloku. po prostu. może mam jakiś problem. no ale kto ich nie ma 😉

        • Agnieszka Dudek

          Może byś się bała, że sąsiad może później mieć do Ciebie pretensje, że sprzedałaś mu bubel. Ludzie zawsze na coś narzekają, niektórzy widzą w produktach wiele wad, zwłaszcza jeśli kupują je bo myślą, że muszą, żeby komuś dorównać, zaimponować.

    • Agnieszka Dudek

      Czasami można stwierdzić, że ten produkt mi jednak nie pasuje, tylko znajomej/mu głupio/wstyd odmówić, żeby nie urazić i nie stracić znajomości.

  • MC

    Nie przeszkadza mi kupowanie od znajomych, chyba dlatego, że moi rodzice od zawsze uczyli mnie, żeby kupować właśnie od znajomych. Moja mama jest w tym mistrzem, kupiła mi sukienkę (której nigdy nie założyłam), tylko dlatego, że w sklepie pracowała córka jej koleżanki 😛
    Kiedy przeczytałam tytuł, myślałam, że tekst będzie o FM lub innej podobnej organizacji 😉

  • A mnie tam nie przeszkadza, jak ktoś się wzbogaca, wręcz przeciwnie wspieram 🙂 Choć przyznam się, że wyszło ze mnie kiedyś Polak Cebulak, i szwagrowi chyba pozazdrościłam sukcesu i powiedziałam, że gdyby nie jego dziewczyna studiów i stypendium by nie miał, ale doszłam do wniosku, że co mnie do cholery to obchodzi?? Fajnie, że ma te studia i że stypendium też zdobył! 🙂

    • Fajnie, że się do tego przyznajesz, bo myślę, że każdemu z nas zdarzyła się podobna sytuacja w życiu, kiedy zazdrość ukuła. 😉 Ważne jednak, aby potem to przemyśleć i zacząć robić swoje, nie oglądając się na innych. 😉

  • Mam znajomą, która szukała informatyka, poleciłam jej mojego znajomego, który jest naprawdę dobry, a ona co na to? „Niee, do niego nie pójdę, bo to jest były mojej koleżanki. Nie znam go, ale słyszałam od niej, że zrobił jej straszne świństwo.” W tym momencie sama nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać 😀

    • haha! Dobre <3

    • w sumie to nie wiem, czy chciałabym usługę od kogoś, o kim słyszałam że robi innym ludziom świństwa.

      • Trzeba umieć oddzielić strefę prywatną od strefy zawodowej. Łączenie sytuacji „bo on zrobił mojej koleżance świństwo jak był z nią w związku” nie powinno mieć nic do rzeczy z pracą, którą wykonuje perfekcyjnie, a jeśli ktoś tak na to patrzy…no to to jest po prostu śmieszne 😉

        • zależy.

          tak samo jak nie chciałabym kupować u przestępcy, gwałciciela czy znęcającego się nad zwierzętami. nawet gdyby jego produkty czy usługi były świetnej jakości w przystępnej cenie. po prostu nie. tak samo jak niektórzy nie kupują kosmetyków, które powstały w sposób nieetyczny (testy na zwierzętach), albo tanich ubrań z chin których sposób produkcji również pozostawia wiele do życzenia w kwestii etyki.

          rozumiem Twój punkt widzenia i go szanuję. nie nazywam go śmiesznym, głupim ani złym. i proszę o to samo 🙂

          • Ja też nie nazywam Twojego punktu widzenia, śmiesznym. Napisałam tylko swoje zdanie, że ja to uważam za śmieszne. Nie napisałam w prost, że Twój punkt widzenia jest śmieszny, więc nie wyolbrzymiajmy 😀

    • Agnieszka Dudek

      Niektórzy ludzie unikają kontaktu z tymi, o których słyszeli niepochlebne opinie i to jest dla nich oczywiste. A są tacy, którzy, co ciekawe, boja się krzywdy i idą do tych, o których słyszeli złe rzeczy, bo szukają u nich akceptacji. Często tez chcą udowodnić sobie i innym, że oni poradzą sobie z taką „robiącą innym straszne świństwa” osobą.

      • Tak jak już wspomniałam wcześniej – po co mieszać sprawy prywatne z zawodowymi? Jakby tak było to nie chce wiedzieć ile ludzi by nie miało klientów i musiało by zamknąć swoje firmy. Dla mnie jest to nie do pojęcia i sytuacja jest śmieszna, ale widocznie to tylko ja tak uważam. A po drugie nie mamy pewności, że rzeczywiście tak było, porzucone kobiety różne rzeczy potrafią wymyślić 😉

        • Agnieszka Dudek

          Też prawda. Ale ktoś może zareagować strachem i pomyśleć: „to jak on mnie potraktuje?”.

  • Ja osobiście nie mam z tym problemu, ani moja rodzina, ale niestety to zjawisko jest bardzo powszechne. Mam takich „znajomych” co to niby dobrze komuś życzą, a potem obrabiają tyłek tej osobie i tylko czekają kiedy ich biznes upadnie. To jest po prostu żałosne. Weźmy pod uwagę takie małe sklepy spożywcze…one praktycznie już nie istnieją, albo jak są to szybko znikają bo ludzie wolą pójść do zachodniej sieciówki i kupić plastikowe pomidory, a nie te soczyste w sklepie „U Lidki” bo po co dać jej zarobić i wesprzeć polską gospodarkę…lepiej niech nasze pieniądze pójdą za granicę.

    • Agnieszka Dudek

      No co Ty mówisz, ja po prostu kupuje tam gdzie jest taniej i gdzie mam blisko 😀 Pewnie jak większość ludzi.

      • A ja staram się wspierać nasz polski rynek i wolę iść po pietruszkę lub marchewkę na bazarek do znajomej, gdzie często jest taniej niż w supermarkecie 😉 Oczywiście kupuję też w supermarketach, ale nie robię tam wszystkich zakupów. Staram się zachować równowagę w tym wszystkim. Miłego wieczorku 😉

        • Agnieszka Dudek

          No to fajnie, że chodzisz na bazarek. Ja mam daleko i nie chce mi się rano wstać, a później to może wykupią,

  • Ja akurat nie mam z tym problemu. Szczerze? Wolę dać zarobić komuś, kogo znam, więc jeśli mam kupić jakiś produkt czy skorzystać z usługi, znajomi mają pierwszeństwo. Oczywiście, warunek musi być taki, jak zawsze – czyli jakość. Nie zapłacę za szajs nawet najlepszej kumpeli.
    Zawiść, o której piszesz, jest niestety powszechnym zjawiskiem. Ludzie zazdroszczą zamiast spojrzeć na to pod innym kątem i nauczyć się czegoś konstruktywnego od osoby, której się coś udało i odniosła sukces.

    • Tak, o tym nie wspomniałam, ale to też jest ważne. Dobrze, że o tym wspominasz. Jeżeli nie kupujemy od znajomego, bo ma szajs to ok. Wiadomo, że jakość jest ważna. Szczególnie jeżeli chodzi o produkty. Tutaj nawet znajomość nie pomoże.

      Czasem jednak zauważyłam, że nasza nienawiść i niechęć do danej osoby powoduje to, że mydli nam to oczy. Twierdzimy, że to szajs, ale to nieprawda, tak po prostu chcemy twierdzić, bo nie przyznamy, że ktoś ma dobry produkt i fajny pomysł. Wolimy gnębić i obgadywać. Tak łatwiej. „Nie podoba mi się i tyle. Mam do tego prawo.” A to wszystko podbudowane nie na obiektywnej ocenie, ale na swoim egoizmie.

    • Agnieszka Dudek

      To Ty się kumplujesz z ludźmi, którzy sprzedają szajs?