zywnosc

Marnowanie żywności – wywiad z technologiem żywności.

Marnowanie żywności to temat, którego jakby coraz bardziej jesteśmy świadomi, a zarazem nie wiele o nim wiemy.

Ja mam wewnętrzne poczucie, że jednak nadal za mało się o tym mówi, stąd nasza ignorancja.


 

Właśnie dlatego zaprosiłam do rozmowy Asię Maj-Dubińską, która na co dzień zajmuje się bezpieczeństwem żywności. Temat marnowania jedzenia jest jej dobrze znany. Pisała o nim pracę magisterską, a poza tym spotyka się z nim na co dzień podczas pracy.

W wolnym czasie Asia prowadzi blog o pozytywnych relacjach w małżeństwie, ale także o tworzeniu domu w zgodzie ze sobą i naturą.

 

1. Jak aktualnie wygląda skala marnowania jedzenia w Polsce i na świecie? Jak wypadamy jako kraj, na tle innych?

 

To jest pytanie, które i ja sobie zadaję, i które mnie strasznie frustruje. Nie wiem.

Ostatnie badania, na jakie się natknęłam były z 2013 roku. Wynika z nich, że na świecie, rocznie produkuje się 4,5 mld ton żywności, z czego 1,3 mld ton jest marnowana (29%).

W Polsce w 2013 roku na straty przeznaczono 9 mln ton jedzenia. Co ciekawe – jest to o 0,1 mln ton więcej w porównaniu do roku 2010. Polacy w 2010 roku na straty przeznaczyli 2 mln ton żywności.

Dlaczego to wszystko jest tak frustrujące? Bo są to dane powielane od lat. Nie ma aktualnych badań! Wszyscy jak mantrę powtarzają 9 mln ton, 1,3 mld ton – a jak teraz wygląda marnowanie żywności? Nie wiemy.

Ja wierzę w to, że moda na zero waste, bycie fit i zarządzanie sobą w czasie oraz budżetami domowymi sprawiła, że marnujemy mniej. Ale to tylko moja wiara.

Jeśli popatrzymy na Polskę przez pryzmat innych krajów Europy – nie jest dobrze. Zajmujemy aż 5 miejsce! Przed nami więcej żywności marnują (pierwsze miejsce) Holandia, Belgia, Cypr i Estonia. Dla porównania Niemcy zajmują 18 miejsce, a Czechy 25!

W Polsce jedna osoba wyrzuca rocznie 236 kg żywności, a w Czechach 69 kg.

 

 

2.Jakie produkty marnujemy najczęściej?

 

Banki Żywności opublikowały raport dotyczący roku 2016, z którego wynika, że najwięcej marnujemy wędlin (43%), pieczywa (36%), warzyw (32%) i owoców (27%).

W 2012 roku najwięcej zmarnowaliśmy pieczywa (50%). Nie dziwi mnie ten spadek pieczywa, w końcu ostatnio mamy modę na diety bezglutenowe. Jednak dziwi mnie, że pieczywa wciąż wyrzucamy bardzo dużo i że na pierwszym miejscu są wędliny!

 

 

3.Co w ogóle oznacza pojęcie marnowanie żywności?

 

Tak w skrócie to wyrzucanie części jadalnych produktów na przykład: wyrzucony owoc truskawki to marnowanie jedzenia. Natomiast wyrzucenie części zielonej (szypułki) – nie.

Według FAO jest to spadek ogólnej masy części jadalnych żywności, które pierwotnie były przeznaczone do konsumpcji przez człowieka; jednakże w wyniku nieracjonalnego gospodarowania żywnością zostały przeznaczone na straty.

 

 

4.Czy firmy mogą przekazywać żywność na przykład do Banków Żywności?

 

Tak, ale wciąż się boją.

Kilka ładnych lat temu była afera dotycząca piekarza. Piekarz oddawał niesprzedany chleb biednym, nie płacąc podatku od darowizny (chyba). Absurdem sytuacji było to, że gdyby piekarz powiedział: to czego nie sprzedałem – wyrzuciłem było by ok. Ale on powiedział: oddałem. To tak jakby powiedzieć: położyłem obok śmietnika, a nie do śmietnika.

Ta sytuacja sprawiła, że zniesiono podatek od darowizny. Firmy mogłyby przekazywać produkty niesprzedane Bankom Żywności, ale boją się. Boją się, że jak zaczną przekazywać to, na przykład Urząd Skarbowy zacznie skrupulatniej przegląd ich papierów. Firmy nie chcą podkładać się i narażać na dodatkowe kontrole.

Druga sprawa to taka, że firma przekazując swoje produkty, nie wie co dalej się z nim dzieje. Nie ma pewności, jak te produkty będą przechowywane.

A co w przypadku gdy Banki Żywności rozdysponują taką żywność i ktoś się zatruje? Kto poniesie za to odpowiedzialność? Banki czy producent? To trudny temat.

 

 

5.Jak możemy wpłynąć na innych, aby przestali marnować jedzenie?

 

Rozmawiać. Brzmi śmiesznie, ale kiedy ostatnio rozmawiałaś z kimś o tym, czy ma w lodówce coś bliskiego terminu ważności, coś, co zaraz się popsuje, co z tymi zrobi? Ile razy rozmawiałaś z kimś o tym, że marnowanie żywności JEST problemem?

Według mnie, by zminimalizować choć troszkę marnowanie produktów żywnościowych, trzeba lubić życie w zgodzie z naturą. Trzeba szanować naturę. Zrozumieć, że zasoby naturalne są wyczerpywalne.

Na wyprodukowanie mięsa, czy pomidorów zużywa się wodę. A tej nie mamy za dużo! Szacuje się, że woda stanowi 70% powierzchni Ziemi, z czego 2,5% to woda słodka, a 0,77% to woda dostępna i zdatna do picia zarazem.

A producent nie wyprodukuje czegoś mniej, tylko dlatego, że my to wyrzucamy. Jest popyt – to produkuje. Im my więcej będziemy kupować i wyrzucać, tym więcej on będzie produkował. Jeśli my zaczniemy szanować jedzenie, będziemy kupować tyle, ile faktycznie potrzebujemy – producent będzie produkował mniej.

Pytanie tylko jak kształtowałyby się wtedy ceny produktów? Coś za coś. Teraz wyrzucając produkty spożywcze, wyrzucamy pieniądze. Gdy będziemy kupować mniej, produkcja spadnie. Możliwe, że i ceny produktów poszłyby w górę, a więc pieniędzy byśmy nie wyrzucali, tylko dawali producentom, którzy będą chcieli odbić sobie te straty.

Świetnymi rozwiązaniami przeciwko marnowaniu żywności są też lokalne spotkania/wydarzenia, na które ludzie przynoszą swoje jedzenie i wymieniają się. Komuś zalegają słoiki z dżemem – przynosi i wymienia na ogórki. Ktoś przynosi przez siebie zrobiony chleb, ktoś smalec, ktoś jeszcze coś innego. To jest mega fajne!

Inna sprawa – mamy dużo jedzenia w domu, które jest wielce prawdopodobne, że się zepsuje? Zaprośmy kogoś na obiad. Rodziców, ciocię, kuzynkę, przyjaciół.

Zrobiliśmy ciasto i mamy go za dużo? Jeżeli nie damy rady zjeść całej blachy, spakujmy trochę ciasta i dajmy przyjaciołom czy rodzinie idąc w gości.

To coś krępującego? Nie wydaje mi się. Wspólne jedzenie posiłków niesamowicie zbliża ludzi.

Zapraszając gości, nie musimy kupować sztucznych ciastek, możemy zrobić coś swojego i dać na do widzenia.

Jeśli o godzinie 18.00, od razu po pracy mają do nas wpaść znajomi, nie musimy zamawiać pizzy, albo od razu siadać do przekąsek – możemy podać obiad. Przecież w swoich czterech ścianach każdy je obiad i to nie jest nic dziwnego.

Nie ma się czego wstydzić, mówiąc, że boli nas marnowanie jedzenia.


A Ty jakie masz podejście do marnowania jedzenia?

Część drugą wpisu, w której rozmawiam z Asią o przyczynach marnowania żywności na różnych podłożach, znajdziecie tutaj. 

 

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Uwielbiam planować, organizować i robić zdjęcia!
Moją pasją są podróże i zwierzęta! Mieszkam w Łodzi i kocham to miasto. :)

  • Pingback: Przyczyny marnowania żywności – wywiad z technologiem żywności cz.2. - SOCJOPATKA.PL()

  • Świetny wywiad! Mało co tak mnie denerwuje jak marnowanie jedzenia 🙁 Chyba wciąż pamiętam opowieści dziadka z jego dzieciństwa, o tym jaka bieda panowała i jaka cenny był kawałek chleba. Dlatego gdy widzę ludzi, którzy zwyczajnie wywalają tony żywności to strasznie się denerwuję. Ja nawet zawsze w restauracji biorę resztę do domu (zwykle nie jestem w stanie zjeść całej porcji) -na szczęście Amerykanie oferują pudełka na resztę porcji praktycznie zawsze 🙂 Ja mam lunch następnego dnia, a przynajmniej dobre jedzenie się nie marnuje. No i zakupy dla nas też robię z głową 🙂 Fajnie, że piszesz o takich sprawach 🙂

    • Bardzo się cieszę, że tak świadomie podchodzicie do żywienia. Dobrze jest czytać, że są ludzie, którzy zwracają jeszcze na to uwagę. 🙂

  • Mnie najbardziej uderza marnowanie żywności na różnych imprezach typu wesela, czy inne okazje gdzie jest catering. Wszystko leci do kosza! Tak mnie to kiedyś bolało gdy pracowałam przy jednej imprezie, że zabrałam sporo do domu, a że byłam wiecznie głównym studentem, to się przydało 😀
    Niestety w takich firmach to codzienność i na to nie mam pomysłu, jak możnaby to było rozwiązać.. Najlepiej chyba zacząć właśnie od siebie i swojego domu,tak jak napisałaś, uświadamiać ludzi:)

    • Ja na przykład zabrałam większość jedzenia ze swojego wesela (cały samochód) i zrobiłam z tego poprawiny. Nie wyobrażam sobie, żeby miało się zmarnować. Chociaż w ogóle problemem Polaków jest zbyt dużo posiłków na weselach i w zbyt dużej ilości, no ale… przecież skoro jedzenia jest ogrom, to sala super, bo zadbała o żołądki! Nie ważne, że potem połowa idzie do kosza… Tak uważamy. Niestety.

  • U nas też najtrudniej z chlebem. Inne rzeczy potrafie wykorzystać praktycznie do zera, chleb pieczony w domu też, ale ten ze sklepu robi sie często niedobry po 2 dniach i nikt go nie chce. Pomagają zaprzyjaźnione kaczki 🙂

  • Karola

    A ja podsumuję temat tak: wydaje mi się, że nam, w dzisiejszych czasach, jest po prostu troszkę „za dobrze”. Przyzwyczailiśmy się narzekać na to, jak to wszystkiego nam brakuje, tymczasem jeśli bliżej przyjrzeć się tematowi, okazuje się, że mamy wszystkiego pod tak wielkim dostatkiem, że aż całkiem łatwą ręką (a nawet chyba nie do końca świadomie) przychodzi nam te dobroci marnować. Myślę, że kiedy ktoś doznał w życiu głodu, ten jedzenie zawsze będzie szanował! Nie chodzi mi tu oczywiście o to, żeby życzyć komuś głodu i niedostatku, ale warto nauczyć się troszkę pokory, zastanowić się nad tymi pozornie błahymi, a przecież tak naprawdę jednymi z najważniejszych (no kurczę, życie bez jedzenia? nie da się tak przecież!), sprawami. Musimy nauczyć się doceniać to, co mamy (a tym samym uświadomić sobie to, czego możemy nie mieć i zadać pytanie: co wtedy?).
    Przyznam, że między innymi właśnie dlatego tak często sięgam po literaturę obozową, po literaturę dotykającą czasu wojny, bo taka literatura uczy właśnie pokory. Nie muszę doznać aż tak dojmującego głodu, aby baczniej przyglądać się temu, jak rozdysponuję zawartość swojej spiżarni i lodówki. Nauczyły mnie tego relacje osób, które miały to nieszczęście, aby głodu doznać. A zaczęło się od listu, który znalazłam wśród rzeczy pozostałych po mojej kochanej Babci – załączam fragment. Jedno proste zdanie, a jak wielki przekaz (list pisany przez Pana, który w zasadzie cudem przeżył wojnę, z pomocą dobrych ludzi – życzę każdemu, aby bez przeżycia tak strasznych czasów i tragedii umiał nauczyć się szanować żywność i wszystko to, co posiada).
    https://uploads.disquscdn.com/images/a1c1a46031208735a3007154b9cdc8b62b848c0bf59fc073f20a83d10c32e4a3.jpg

    • Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz. Mądry, prawdziwy i nie sposób się z nim nie zgodzić…

  • Ja właściwie tez poniekąd jestem technologiem żywności (zależy, jak tłumaczyć mój dyplom na polski), w każdym razie moje studia obejmowały tę tematykę, ale szewc bez butów chodzi i u mnie w domu temat jedzenia jest kompletnie nieogarnięty 😉

    • heh, no proszę. Nie wiedziałam, że masz takie wykształcenie, ile to człowiek może się dowiedzieć przez przypadek. 🙂

    • no to witam po fachu :)))

  • Zdarza mi się wyrzucać, owszem, choć ostatnio co raz mniej, kupuję tyle, by zjeść, najwyżej pójdę do sklepu i kupię drugi raz. Najczęściej marnuje się u mnie niestety chleb. Ja nie lubię starego chleba, ale, na to też są patenty, robię zapiekanki, i tak zwany u mnie „chleb na mleku” i zjadamy :).

    • Super, u nas je się niewiele chleba, więc zazwyczaj kupujemy mało, np. połówki, ale i tak bywa, że musimy mrozić, żeby się nie zmarnował.

      Na szczęście, dzięki temu, że mrożenie weszło nam już w nawyk, chleba nie marnujemy już wcale. 🙂 A takie patenty, jakie opisujesz to super sprawa! 🙂 Kreatywność w kuchni na wagę złota.

    • my bułkę tartą 😀

      • z chleba? mąż robił zawsze z bułek albo z angielki z chleba nie próbowałam, ale spróbuję następnym razem, choć chleb ostatnio mniej nam się ostaje 🙂

        • Nie pamietam proporcji bo ja nie przykladam wami do tego ale najlepsze prop.na bulke tarta to 1/3 z kajzrrki i 2/3 z chleba lub odwrotnie 😀
          Mam dobra pamiec do ogolu nie szczegolu 😀

  • Aż mnie ciarki przeszły! Dobrze wyszło 😀