Magia Świąt nie jest dana każdemu.

Zawsze z wypiekami na twarzy czytam i słucham cudzych opowieści usytuowanych w okresie świątecznym.

Szczególnie tych pozytywnych, wypełnionych ciepłem i miłością. Tych, w których pojawia się Magia Świąt.


Słucham o tym, jak w każdym domu, święta co roku przepełnione są magią, a kobiety dbają o to, aby wszystko było idealnie: wysprzątane mieszkanie, przepyszne potrawy na stole i zapierające dech w piersiach ozdoby. I zawsze zastanawiam się, w którym miejscu styka się cała świąteczna magia, o której tak pięknie mówimy, z realiami, jakie panują w naszych czterech ścianach.

Bo święta powinny być magiczne – zgadzam się z tym. Zresztą pokazują nam to na każdym kroku reklamy, celebryci i znane twarze. Święta to czas dla najbliższych, więc musi być najlepszy i najprzyjemniejszy. Jednak nie zawsze jest. Czasem jest najgorszym momentem w roku, a czasem po prostu jednym z wielu, niewyróżniającym się od każdego innego niczym szczególnym. 

I wiele zależy od naszego doświadczania świąt w dzieciństwie, ale i od tego, jak los nas potraktował w danym roku.

 

Magia Świąt nie jest dana każdemu

Mówi się, że w święta powinno schować się urazy, wybaczyć, dać drugą szansę. Jednak kiedy siadam przy jednym stole z kimś, kto nie raz mnie bardzo zranił, nie jestem w stanie z dnia na dzień zapomnieć o tym, wymazać z pamięci i udawać, że nigdy nic się nie stało. Ten jeden dzień nie zmieni mojego stosunku do tej osoby, bo wiem, że w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia nie stanie się ona lepszym człowiekiem.

Jeżeli siadam do stołu z kimś, kogo nie lubię, to nagle dzięki pierwszej gwiazdce na niebie nie zacznę przyklaskiwać jej poglądom czy zachowaniu, które wcześniej mnie irytowały i uważałam za niemądre.

Kiedy z roku na rok przy stole wigilijnym, do którego zasiadasz, pojawia się coraz mniej talerzy, jak masz zobaczyć magię, patrząc na  te puste miejsca, na których kiedyś zasiadały bliskie ci osoby?

Może dzisiaj masz wspaniałą rodzinę, którą sam zbudowałeś, a święta z nimi są wielką przyjemnością? Jednak jak wymazać z pamięci święta, które w dzieciństwie wcale nie były kolorowe? Może ktoś z Twoich rodziców zawsze upijał się do nieprzytomności, może kogoś bardzo ważnego za każdym razem brakowało przy stole, a może Twoi rodzice byli po rozwodzie i święta spędzałeś wszędzie jedną nogą? Jak w takich warunkach dostrzec tę magię?

 

Magia Świąt w polskich domach

Takie sytuacje działy się obok nas codziennie, w naszych domach, w domach naszych znajomych, w mieszkaniach naszych sąsiadów. Dlatego nie wierzę, że dla każdego święta to tylko i wyłącznie magia. Nie wierzę, że każdy czeka na święta z utęsknieniem.

Zbyt wielu z nas wcale nie kojarzy świąt z tym, co pokazują nam reklamy. Nie wierzę,  że nie pojawiają się w głowach te smutne wspomnienia związane ze świętami z dawnych lat albo że nowe rodzinne tragedie, które wcale magii nie przywołują, nie mają żadnego znaczenia. 

We mnie święta Bożego Narodzenia zawsze budzą skrajne emocje. Uwielbiam ten ciepły klimat, przygotowania, muzykę, ale zarazem za każdym razem budzą one we mnie lęk i smutek.

Rozumiem, że ciepłe światełka, zapach choinki, kolorowe dekoracje, prezenty, pyszne dania na stole – to wszystko może stworzyć magię świąt, ale czy tylko o taką magię nam chodzi? Rozumiem, że możemy wypierać to, co stało się kiedyś, bo nie chcemy żyć w przeszłości, tylko budować piękną, ciepłą przyszłość, tylko czy zawsze to się udaje?


Czy tak łatwo jest magię świąt stworzyć samemu, do czego co niektórzy nawołują? Nie łatwo. Ja to wiem, bo próbuję co roku.

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)

  • Magdalena

    Wg mnie magia świąt nie polega na tych wszystkich dodatkach, światełkach i innych pierdołach ( przepraszam, za wyrażenie). Jestem osoba wierzącą i dla mnie najważniejsze w Święta Bożego Narodzenia jak sama nazwa wskazuje jest radość z przyjścia na świat Bożego Syna, który otworzy nam drogę do wieczności. Cóż może być piękniejszego? Zatracenie prawdziwego obrazu świąt powoduje złe samopoczucie, smutek… Nie dajcie się temu.
    Pozdrawiam Wszystkich serdecznie (http://magdaiadas.blogspot.com)

  • Ja zawsze płaczę przy dzieleniu się opłatkiem, niezmiennie od 12 lat, od kiedy nie ma już nami Mojego Taty… Od tego też czasu nie lubię świąt, szczególnie, że Tata odszedł 20 grudnia. Mam jednak dzieci i dla nich staram się, by to był czas wyjątkowy i magiczny. Taki, jaki był dla mnie kiedyś, jak ja byłam dzieckiem…

  • A ja jakoś mam zupełnie inaczej. Zawsze lubiłam święta, mam mnóstwo dobrych wspomnień, teraz chcę je dać mojej córci. Całą ta atmosfera, choinka, świąteczne piosenki tylko sprzyjają i zachęcają do większego otwarcia sie na innych, na siebie. Mi to sprzyja i co roku odkrywam w sobie coś nowego. Nie chce dopuszczać do siebie myśli, że kiedyś kogoś zabraknie przy tym wigilijnym stole. Wiem, że to jest nieuniknione ale nie chce się nad tym teraz zastanawiać i gdybać.

  • Magia Świąt dotyczy wg mnie czasu oczekiwania, ta atmosfera przedświąteczna jest wyjątkowa. Ale co z tego, skoro i tak wiemy, że same Święta są przeciętne… Opiszę tu przykłady kilku znanych mi rodzin…
    Matka od dawna zestresowana, wszystko na jej głowie, co podać, jak, ile zrobić aby się nie zmarnowało, a gdzie tu wszystkich pomieścić, rodzina coraz większa. Szkoda, że ojciec ma to gdzieś i tak przeleży przygotowania, przeleży Święta, jak przeleżał cały rok, a goście tylko wpadną i wypadną, udając że chcieli wpaść, a nie tylko, że wypada.
    Matka jw, ojciec jw, do tego wszyscy totalnie dla siebie obojętni. Dorosłe dzieci tylko czekają końca Wigilii, aby czmychnąć do znajomych na %. I nikt nie szanuje starań matki, bo zawsze jest dużo, wystawnie i pysznie. Zrobiła to niech posprząta, od czego są kobiety… A no i trzeba trochę do ojca popyskować, bez tego nie ma dnia.
    Matka szczęśliwa, że raz w roku zgromadzi rozpiechrznięte po świecie dzieci. Jest pysznie, jest domowo, jest miło, ale co z tego jak te dzieci w sumie ani nie mają o czym, ani nie umieją ze sobą rozmawiać, bo różne charaktery, różne cele, różne życia prowadzą…
    Rodzina z dziećmi – Święta to tylko jeżdżenie po rodzinie, bo dzieci czekają na prezenty. Dostaną, to pada magiczne pytanie „Kieeeeeedy do dooooomu?”
    Tyle magii 😂

  • Ja kiedyś nie lubiłam świąt, ale miałam wtedy w ogóle zupełnie inne podeście do życia i inny światopogląd. Teraz są dla mnie cudowne, a szczególnie odkąd jestem mamą i mogę się w tych dniach cieszyć radością swojego dziecka 🙂

  • Paulina Machaj

    Dla mnie święta to temat rzeka. W dzieciństwie przedstawiano mi sielankę i naprawdę było cudownie – najpierw mała wigilia u rodziców mamy, potem jechaliśmy do drugich dziadków – tam liczna rodzina, dużo kuzynów około mojego wieku, wielka choinka, multum prezentów. Najśmieszniej było, kiedy babcia prosiła wszystkich wnuków „na słowo”, ustawiała nas w rzędzie i kolejno dawała jakąś sumkę pieniędzy. Na pewnym etapie weszły jednak w grę konflikty rodzinne i przyszedł rok… kiedy na tą drugą wigilię nie dotarliśmy. Nie rozumiałam i przepłakałam połowę świąt. Potem zaczęłam dostrzegać więcej i zrozumiałam jak wiele było tu pozorowania, że jest miło. W następnych dwóch latach również nie byliśmy na wigilii, lecz już nie rozpaczałam. Rodzice wzięli rozwód. Na kolejne święta pojechałam tam z tatą – i wiedziałam, że nie chcę nigdy więcej. Atmosfera ciężka, bo przed rok obsmarowywanie mnie czy mojej mamy było normą, a tu nagle nie ma jak… 🙂 Od tamtego czasu zero kontaktu z tamtą częścią rodziny na czele z ojcem. Pozostaje kameralna wigilia u rodziców mamy, ale i tam nie czuję wielkiej magii. To, co jednak uwielbiam, to spotkanie wigilijne w znacznym gronie znajomych (wszyscy zbierają coś ze stołu i spędzamy czas razem prawie do rana) oraz wyjazdy z nimi w góry zaraz po świętach! To jest magia, bo „więzy krwi” są zawsze, ale niekoniecznie tak silne i znaczące w naszym życiu jak te, które stworzymy sami poprzez budowanie relacji. 🙂

    • Doskonale to rozumiem. Baaardzo często relacje, które budujemy sami są o wiele trwalsze i ważniejsze dla nas niż więzy krwi.

  • Przyznam, że magii świąt nie czuję totalnie – w tym roku zmarł mój Tata i żadne święta już prawdziwymi świętami nie będą. Jeszcze bardziej dołująca była atmosfera ostatniej wigilii, gdy wiesz, że ktoś zaraz odejdzie i już nie podzielicie się opłatkiem.

  • Mam podobne rozterki. Kiedyś to przychodziło naturalnie. A teraz mam wrażenie, że ta magia zgubiła mi się gdzieś między ostatnim zębem oddanym wróżce Zębuszce a chwilą, kiedy zwątpiłam, czy list z Hogwartu został mi wysłany (czyli stosunkowo niedawno, chociaż wciąż mam nadzieję).

    Niestety nie umiem już jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki poczuć magię bez względu na okoliczności…

    • Dokładnie. Nawet zastanawiałam się ostatnio nad tym, jak szybko przestajemy wierzyć w Świętego Mikołaja i jakie to kiedyś było zabójcze dla mojego dzieciństwa, kiedy dowiedziałam się, że jednak Mikołaj nie istnieje.

  • Im jestem starsza, tym bardziej przestaję lubić Święta. Co roku powiela się ten sam naciągany schemat, a zamieszania bez liku. Marzy mi się świąteczny wyjazd choćby w polskie góry albo gdziekolwiek indziej, by móc doznać czegoś nowego. Pomimo że dzisiaj są Mikołajki to zupełnie nie czuję świątecznej atmosfery a widok choinek bardziej mnie drażni aniżeli cieszy.

    • O, też marzę o spędzeniu Świąt zupełnie inaczej. I też męczy mnie to całe zamieszanie…

  • Tak to jest ze świętami. Dla niektórych to koszmar i to rozumiem. Nie wszyscy mają normalne rodziny, a szkoda. Pozostaje jedynie okazać zrozumienie.

  • Zgadzam się z Tobą we wszystkim co napisałaś, choć ja np. nie mam żadnych złych wspomnień związanych ze Świętami. Ba! Jako dziecko uwielbiałam Święta i czułam tę magię itd. Im jestem starsza, tym mniej jest jej we mnie, mniej ją czuję. Uwielbiam przygotowania do Świąt, świąteczne jedzenie, Wigilię, Pasterkę itd., ale poza tymi wybranymi chwilami nie czuję jakoś specjalnie różnicy pomiędzy Bożym Narodzeniem, a każdą niedzielą w roku. Może dlatego tak się dzieje, że jednak co roku coraz mniej nas przy świątecznym stole, część bliskich odeszła, część wyjechała za granicę. Robi się tak po prostu mniej rodzinnie.

  • Ja mam podobne odczucia. Z jednej strony radość i entuzjazm z powodu świąt, z drugiej smutek i przygnębienie. Ten entuzjazm jest wynikiem tego, że ja faktycznie cieszę się świętami bo cieszę się że mogę je spędzić z bliskimi i że jest to dla mnie czas zawsze bardziej spokojny i refleksyjny. Z drugiej strony natomiast myslę, że może też ten entuzjazm jest trochę napędzany przez stereotypy, reklamy, internet – czyli takie kreowanie świąt na wyjątkowy czas, w którym należy być dobrym, miłym i odpoczywać, cieszyć się itp. a ja nie zawsze mam na to ochotę. Moja rodzina jest podzielona, święta zawsze oznaczają konieczność wyboru z kim je spędzę (więc zawsze kogoś bliskiego obok mi brakuje) i niestety, niekoniecznie miłą atmosferę z powodu konfliktów w rodzinie. Gdy o tym pomyślę to raczej mam ochotę zniknąć na święta i udawać, że ich nie ma. Po przeczytaniu Twojego wpisu zastanawiam się ile rodzin tak na prawdę ma takie wzorowe święta, miłe, dopieszczone, przyjemne… 🙂

  • Nie chodzi o to by nagle wybaczyć, tak z dnia na dzień. Wiadomo, są skraje przypadki jak upijają się osoba i z tym związane złe emocje. Tego nie przeskoczysz i choćbyś bardzo chciała widok znów pijanego ojca/matki nie sprawi, że spojrzysz na niego łaskawym okiem bo święta. Ale jeśli kogoś nie lubisz, ktoś Cię drażni, uważasz, że nie macie o czym gadać bo ta osoba jest no głupia no – to w ten jeden dzień, ten jeden wieczór, myślę, że chodzi o to by dać szansę. By nie nastawiać się wrogo, spróbować potraktować ją jak „normalną” osobę. Po prostu w ten jeden wieczór tak – udawać, że nic się nie stało by chociaż w tej jeden dzień spróbować. Może właśnie spróbować zrobić świat lepszym – na chwilę.

    A może chodzi o to by chociaż w ten jeden wieczór babcia była zadowolona, że się nie kłócicie ;D

  • U mnie nie było jakichś wielkich dramatów związanych ze świętami. Faktem jest jednak, że kiedyś ich nie lubiłam: Mama zawsze była perfekcjonistką i czuła się zestresowana wyładowując się przy tym na reszcie domowników podczas przygotowań do wigilii. Często siadaliśmy do stołu poirytowani na siebie nawzajem. Do tego moje lata problemów z jedzeniem sprawiały, że zawsze okres świąteczny był dla mnie okresem wewnętrznej walki. Szczęśliwie się to zmieniło- a i do krzyczącej mamy nabrałam większego dystansu odkąd jestem tam tylko gościem 😉