dotacja na zalozenie bloga

Dofinansowanie na bloga. Część czwarta – formalności i Urzędnicy.

W tej części postaram się odpowiedzieć na resztę Waszych pytań, które pozostały bez mojej odpowiedzi. Poruszę problemy dofinansowania na bloga, które najczęściej was interesują.


Jeżeli przegapiłeś 3 pierwsze części, polecam Ci wrócić do nich i zacząć po kolei.

W pierwszym tekście mówiłam o tym, jak to się stało, że dostałam dofinansowanie na bloga.

W drugiej części odpowiedziałam na pytanie, które wielu blogerów sobie zadaje: „Czy mój blog się nadaje?” oraz mówiłam o kwocie dofinansowania i szczegółach umowy.

W trzecim artykule natomiast pojawiła się informacja, na co można przeznaczyć otrzymane środki finansowe na założenie, czy rozwój bloga.

 

Rok prowadzenia działalności z Urzędem

Tytuł nieco przewrotny, bo oczywiście nie prowadzisz firmy razem z Urzędem Pracy, ale jest coś w tym, że ten pierwszy rok, który wiąże Cię z Urzędem umową, wygląda nieco inaczej niż kolejny.

Urząd w każdej chwili może poprosić Cię o przyjechanie, wyjaśnienie czegoś, dowiezienie jakiejś faktury, czy także ma prawo skontrolować Cię i sprawdzić, czy nie sprzedałeś rzeczy zakupionych z dofinansowania. Dopóki trwa umowa (u mnie był to rok) nie możesz tego zrobić.

U mnie po otrzymaniu dofinansowania i po założeniu działalności gospodarczej, samo sprawdzanie faktur i dowożenie ciągle czegoś nowego, trwało prawie rok. 😉 Więc zanim Urząd powiedział: ok, teraz już wszystko jest dobrze – tak naprawdę kończyła nam się już umowa.

W Urzędzie więc bywałam raz na kilka miesięcy. Kontrolę miałam tylko jedną i to na samym początku założenia działalności i to z Urzędu Skarbowego, a nie Urzędu Pracy. Urzędniczka sprawdzała, czy na pewno pod adresem, który podałam, mieszkam i czy mieści się tutaj firma.

Po prostu przyjechała to sprawdzić.

 

Kilka dodatkowych formalności związanych z założeniem działalności

Firmę musicie zarejestrować na jakiś adres. W przypadku firm prowadzonych w dużej mierze online, czy w ogóle jednoosobowych działalności, najczęściej są to po prostu nasze mieszkania, gdzie jesteśmy zameldowani, bo szkoda pieniędzy na wynajęcie lokalu. Jeżeli nie mamy towaru i nie potrzebujemy magazynu oraz nasza działalność nie będzie zakłócać porządku publicznego i utrudniać życia sąsiadom, bez problemu możemy taką działalność otworzyć w naszym mieszkaniu. 

Starając się o dofinansowanie, musiałam jednak uzyskać zgodę od spółdzielni mieszkaniowej oraz od właściciela lokalu do prowadzenia działalności pod danym adresem. Zazwyczaj jest to jedynie formalność, ale warto o tym wiedzieć. Jeżeli chcemy otworzyć firmę w mieszkaniu wynajmowanym, również musimy mieć zgodę właściciela.

Kiedy złożyłam już wniosek o dofinansowanie i został on pozytywnie rozpatrzony, została mi przypisana jedna osoba, która w tym momencie miała zająć się moją sprawą od początku do końca. Miałam szczęście! Trafił mi się sympatyczny chłopak, mniej więcej w moim wieku, który miał bardzo luźny stosunek do wszystkiego. Nie dość, że rozumiał działalność, o której rozmawialiśmy, to był bardzo pomocny. Kiedy miałam coś wypełnić, dopisać, wyjaśnić – wręcz dyktował mi zdania i mówił, co najlepiej w takiej sytuacji zrobić.

Zdaje sobie sprawę, że Urzędy, podobnie jak Urzędnicy bywają różne. Nie każdy pewnie miał bądź będzie miał tyle szczęścia co ja, ale na swoim przykładzie chciałam Wam pokazać, że Urzędy mają sympatycznych, pomocnych pracowników, więc nie trzeba bać się na zapas.

 

Dofinansowanie na bloga – nie żałuję

Patrząc teraz z perspektywy czasu na ten rok – nie żałuję. Mimo ogromu stresu, jaki przeżywałam (często bezpodstawnie) przy każdym wezwaniu do Urzędu, mimo tej całej biurokracji oraz mimo nie zawsze przyjemnych Urzędników (zanim przypisali mi jedną osobę, trafiałam do kilku innych osób) – było warto.

Dziś widzę, że prowadzenie firmy, które kiedyś było w sferze moich marzeń, okazało się czymś wykonalnym – tak po prostu. Dało mi to wiarę we własne możliwości, ale i zrzuciło dużo odpowiedzialności na głowę.

Podczas prowadzenia firmy plusy mieszają się z minusami, ale wiem, że byłoby mi bardzo ciężko wrócić teraz na pełen etat, gdzie jestem przyzwyczajona do pracy w domu i w takich godzinach, jakie mi odpowiadają, a nie w takich, w jakich dane miejsca pracy są otwarte.

Dzięki prowadzeniu własnej działalności lepiej tez poznałam siebie. Wiem, w jakich godzinach jestem najbardziej wydajna, widzę, które zadania sprawiają mi największą radość, a które z chęcią zrzuciłabym na kogoś innego. Uczę się brać z czystym sumieniem wolne dni, a czasem robić za dwóch, żeby w ogóle wyjechać gdzieś na wakacje. Uczę się także dawać sobie przyzwolenie na relaks. Co wcale nie jest proste, bo kiedy człowiek pracuje na siebie, ma wrażenie, że każdy czas powinien poświęcić na rozwój działalności, a kiedy tego nie robi, to czuje się po prostu źle.

A tak nie powinno być, bo to najprostsza droga do wypalenia zawodowego. Dlatego uczę się. Cały czas. 🙂


W kolejnym tekście w ramach serii o dofinansowaniu opowiem Wam, jak to jest z zarabianiem na blogu, zanim założy się własną działalność. Jeżeli pojawiły się w waszych głowach, jakieś nowe pytania – dajcie znać.

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)