Co się stanie ze zwierzętami, kiedy przestaniemy jeść mięso?

Czy zastanawiałeś się kiedyś, co się stanie ze zwierzętami, kiedy przestaniemy jeść mięso?


Z wielu powodów decydujemy się na to, aby przestać jeść mięso. Mamy coraz mniejsze zaufanie do hodowli, boimy się kupować mięso z nieznanego źródła, czytamy i oglądamy wiele reportaży mówiących o bardzo złych warunkach hodowli i słabej jakości mięsa, które spożywamy – jednym słowem stajemy się bardziej świadomi i wyedukowani. Jednak to nie wszystko. Coraz częściej rezygnacja z mięsa podyktowana jest wewnętrzną etyką. Solidaryzujemy się ze zwierzętami, zaczynamy rozumieć, że są to istoty czujące, mające takie samo prawo do życia, jak my – więc rezygnujemy z jedzenia mięsa, a nawet produktów pochodzenia zwierzęcego. Rozumiemy także, że mięso bez problemu można zastąpić czymś innym w swojej diecie. 

Czy jednak teoria o jakości mięsa, którą posiedliśmy i etyka sama w sobie sprawi, że wszyscy przestaną jeść mięso? Zapewne nie. Ja w to nie wierzę. Sądzę, że szybciej przestaniemy jeść mięso wtedy, gdy produkcja sztucznego mięsa wzrośnie na taką skalę, że modyfikowane genetycznie mięso będzie po prostu tańsze albo że pojawi się coraz więcej  (w dobrych cenach!) alternatyw żywieniowych zastępujących nam dzisiejszy smak mięsa, do którego wielu z nas jest przyzwyczajonych tak mocno, że nie wyobraża sobie obiadu bez kurczaka czy schabowego.  

Jesteśmy coraz bardziej świadomi tego, co jemy – jednak bardzo rzadko zastanawiamy się nad przyszłością. Co się stanie ze zwierzętami, jak przestaniemy jeść mięso? Czy są one na tyle przystosowane do życia w naturze, że poradziłyby sobie bez człowieka?

 

Co się stanie ze zwierzętami, kiedy przestaniemy jeść mięso?

Dzisiaj widzę kilka możliwości.

Po pierwsze, można by było zwierzęta te puścić wolno – jednak podejrzewam, że na dłuższą metę nie poradziłyby sobie same, w dzikiej naturze, gdybyśmy chcieli odciąć się od nich grubą kreską. Doprowadziliśmy je dzisiaj do takiego stanu zdrowotnego, że nie ma szans, na to, aby poradziły sobie pozostawione same sobie. Gdybyśmy przestali jeść produkty pochodzenia zwierzęcego, mogłoby się okazać, że wszystkie zwierzęta gospodarskie szybko stałyby się pożywieniem dla innych zwierząt.

W dalszej perspektywie mogłoby to spowodować wyginięcie wszystkich hodowlanych gatunków: krów, świń, kur czy gęsi.

Patrząc dzisiaj na to, jak wiele gatunków zagrożonych jest wyginięciem i w jak ekstremalnie szybkim tempie to wyginięcie ma miejsce, jest duża szansa, że podobny los spotkałby zwierzęta gospodarskie. I to nie tylko ze względu na nieumiejętność poradzenia sobie zwierząt w dzikich warunkach, ale także poprzez ingerencję i codzienną eksploatację człowieka, ale także na przykład poprzez choroby, które dotknęłyby dane gatunki.

Azyl dla zwierząt to kolejna opcja, dzięki której część zwierząt mogłaby przetrwać z pomocą człowieka. Jednak taki azyl byłby dostępny jedynie dla części jednostek.

A może zwierzęta hodowlane zaczęlibyśmy traktować jak zwierzęta domowe? To wcale nie jest abstrakcyjny pomysł. W Polsce istnieje wiele osób, które trzyma w domu kury. Zaś te stają się pupilami dnia codziennego, czy za granicą podobnie trzyma się w domu świnie. Jednak czy nie byłoby to jedynie mniejsze zło dla takich zwierząt? Trzymając je w domu (czy na podwórku) jedynie dla atrakcji, dla obcowania, relacji, jaką nawiązujemy ze zwierzakiem – czy nie stworzylibyśmy im kolejnej klatki? Zupełnie niepotrzebnej?


To wszystko to oczywiście gdybanie i zastanawianie się laika: co by było, gdyby.

Dlatego o dodatkową wypowiedź poprosiłam pana Dariusza Gzyrę, który zajmuje się kwestiami etycznymi związanymi z relacjami człowieka z resztą zwierząt. Pan Dariusz jest autorem licznych artykułów naukowych dotyczącej między innymi etyki praw zwierząt, a także uczestnikiem wielu Konferencji, także międzynarodowych. Weganin od 1999 roku.



Dagmara: Co się stanie ze zwierzętami gospodarskimi, kiedy przestaniemy jeść mięso?

Dariusz Gzyra: Pytanie powinno odnosić się raczej do sytuacji, kiedy wszyscy przestaną korzystać z produktów pochodzenia zwierzęcego, a więc staną się weganami. Nie tylko mięso jest powodem, dla którego ludzie hodują zwierzęta.

Każdy, kto jest realistą rozumie, że nie należy się spodziewać tak nagłego zwiększenia liczby osób, które odmawiają kupowania mięsa, mleka, jajek itd., żeby w ciągu kilku lat stali się oni przytłaczającą większością. W tej chwili żyjemy w momencie, w którym przyrost takich osób w Polsce jest najwyższy w historii, ale nawet tak wysoki, jak jest teraz, nie powoduje żadnej rewolucji. Nawet wzrost liczby wegan i wegetarian o kilka (a nawet kilkanaście, co mam nadzieję, zobaczymy) procent, powoduje jedynie zmiany ewolucyjne, powolne.

Mogą to być zmiany dotyczące proporcji produktów pochodzenia zwierzęcego do produktów pochodzenia roślinnego na rynku, co nie ma aż tak zauważalnego przełożenia na liczbę zwierząt w hodowlach, żeby można było mówić o rewolucyjnej zmianie. Oczywiście mniejsze zapotrzebowanie na takie produkty to mniej zwierząt rozmnażanych w ramach hodowli. Inaczej mówiąc: trudno sobie wyobrazić sytuację, w której z dnia na dzień, w związku z masowym wzrostem popularności weganizmu, społeczeństwo zostaje z setkami milionów zwierząt, których już nikt nie chce wykorzystywać i zabijać. Taki scenariusz jest nieprawdopodobny.

Można natomiast wyobrazić sobie sytuację, że – obecnie dobrze widoczny – trend zwiększania liczby wegan, wegetarian i reduktarian/fleksitarian (osób, które ograniczają spożycie mięsa) się utrzymuje. Stopniowo niekorzystanie z produktów pochodzenia zwierzęcego staje się normą społeczną. Proces ten jest rozłożony na wiele lat. Idzie za tym stopniowe zmniejszanie liczby hodowanych zwierząt, niektóre hodowle upadają w związku z brakiem popytu na ich produkty. Producenci muszą zmienić branżę, zmienia się struktura zatrudnienia, struktura dochodów budżetowych itd. Załóżmy, że proces ten w odległej przyszłości prowadzi do sytuacji, kiedy korzystanie z produktów staje się piętnowane społecznie, a nawet przestaje być legalne (tak jak w tej chwili nielegalne jest zjadanie psów). Następuje głęboka zmiana kulturowa. Co w takiej sytuacji stanie się ze zwierzętami, które kiedyś nazywało się tzw. gospodarskimi, a których jest już niewiele?

 

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw odpowiedzieć na pytanie: jakie to będą zwierzęta? Tu mamy dwa przykładowe scenariusze:

 

1. Wraz z procesem odchodzenia od korzystania z produktów pochodzenia zwierzęcego, odchodzimy od intensywnych metod hodowli, a więc zwierzęta, które są wciąż, ale na coraz mniejszą skalę, wykorzystywane dla ludzkich celów, nie są takie, jakie znamy z obecnych ferm przemysłowych. Kury nie mają tak gigantycznego i nienaturalnego przyrostu masy mięśniowej (mięsa) w krótkim czasie, nie mają osteoporozy itp. Krowy wykorzystywane dla mleka nie są selekcjonowane pod kątem jak największej „mleczności”, co powoduje ich liczne problemy zdrowotne i niekorzystne zmiany w ich ciele itp. Świnie nie mają ciał, które ledwo dźwigają (znów: pożądana przez ludzi masa mięśniowa, czyli mięso itd.). Słowem – istnieją tylko zwierzęta, których życie w hodowli nie jest jednym wielkim pasmem cierpienia w dysfunkcjonalnych ciałach zaprojektowanych przez ludzi dla ich zysku. W ciałach, których przeznaczeniem nie jest żyć długo i dobrze. Jeśli przyjmujemy taki scenariusz, że hodowane są tylko zwierzęta zdolne do życia i to życia o wysokiej jakości (np. bez ciągłego bólu i chorób), to – w porównaniu do obecnych czasów – bardzo niewielka liczba takich zwierząt pewnie mieszkałaby w azylach dla zwierząt lub innych miejscach, gdzie są szanowane i nie są wykorzystywane w sposób krzywdzący dla ludzkich celów;

2. Jeśli w procesie odchodzenia od korzystania z produktów zwierzęcych nie odeszlibyśmy jednocześnie od intensywnych metod hodowli i nadal istniałyby zwierzęta w dysfunkcjonalnych ciałach, to moim zdaniem nawet w małej skali, byłoby to złe. Chciałbym, żeby takie zwierzęta, żyjące w ciałach, w których nie są się żyć lub w których życie jest tragicznie niskiej jakości, i które dziś traktuje się jak żywe maszyny, narzędzia, surowiec, przestały istnieć, w ogóle nie były rozmnażane. Podobnie jak np. rasy psów, z którymi wiążą się ogromne problemy zdrowotne (np. problemy z oddychaniem związane z budową twarzoczaszki lub problemy ze stawami).


A Wy, jak sądzicie? Gdybyście mieli gdybać: co stałoby się ze zwierzakami hodowlanymi, gdybyśmy przestali jeść produkty pochodzenia zwierzęcego?

Dagmara Sobczak
dagmarasobczak88@gmail.com

Hej! Jestem Daga. Socjolog z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Moją misją jest działanie, pomaganie i inspirowanie. I wiesz co? Robię to na milion różnych sposobów. :)

  • Dora Kot

    Hodowle przemysłowe nie przetrwają z różnych ważnych przyczyn, zarówno środowiskowych jak i zdrowotnych i etycznych. Mięso z laboratoriów będzie musiało zadowolić mięsnych konsumentów. Do tego czasu nastąpi stopniowe wygaszanie hodowli (zaprzestanie rozmnażania). Przetrwają tylko gatunki niezmodyfikowane genetycznie, które będą żyć na eko farmach do naturalnego końca swoich dni.

  • Kiedys nie wyobrazalam sobie zycia bez miesa i nabialu, a teraz juz tak. Kwestia zmiany podejscia i przyzwyczajen. U mnie laczy sie empatia dla zwierzat ze zdrowym egoizmem. Zrozumialam, ze dieta weganska jest dla mnie najzdrowsza i powoli probuje ja wdrozyc w zycie. Nie nazywam sie weganka, ale to dopiero poczatek mojej drogi. Uwazam, ze obecnie mieso i nabial sa nam nadmiernie wpychane na talerz, nie sluzy to ani nam, ani zwierzetom, ani planecie.

  • Nigdy nie myślałam na ten temat, ale bardzo ciekawy wpis 🙂 Ja praktycznie mięsa nie jadam, jak coś to bardzo, bardzo rzadko, ale moja rodzinka nigdy z mięsa nie zrezygnuje 😉

  • Angelika Fronia

    Nigdy nie zastanawiałam się nad tym nie zastanawiałam, ale nie wyobrażam sobie życia bez kawałka mięsa na obiad:)

  • Traktowanie zwierząt jako pupili domowych myślę, że już można zaobserwować. Jak słusznie zauważyłaś wraz z zwiększanie się świadomości na temat pochodzenia produktów spożywczych zaczynamy doceniać nasze domowe zwierzęta i fakt, że samodzielnie je karmiąc oraz pielęgnując wiemy, co jemy. Myślę, że to jest dobry kierunek 🙂

  • Ja zrezygnowałam z mięsa około 1,5 miesiąca temu. Od dawna miałam takie myśli, jednak potrzebowałam czasu, żeby się przestawić. Kwestia wyginięcia gatunku zwierząt hodowlanych- oczywiście, że była by to strata, ale: po pierwsze nie sądzę, żeby zaszło to aż tak daleko, że te zwierzęta zniknęłyby całkowicie. Ich liczba na pewno by się zredukowała, to fakt. Ale kurczę… Serio, tak po ludzku: lepiej się chyba wcale nie urodzić, niż całe życie spędzić w cierpieniu? W sumie nic nie mam do zwierząt hodowania prywatnie w dobrych warunkach i potem ubijania na własne potrzeby. Tak radykalna nie jestem- uważam, że jakiś tam łańcuch pokarmowy istnieje i dopóki nie jest to masowa hodowla nie dająca zbyt fajnych warunków życia tym zwierzakom to jest to ok. Nie wiem… Może rozwiązaniem byłoby wprowadzenie bardziej restrykcyjnych przepisów? Choć wtedy mięso stałoby się z miejsca produktem ekskluzywnym

    • Ale w sumie kiedyś też mięso nie było czymś, co jadło się codziennie i w sumie mówi się o tym, że jego codzienne spożywanie wcale zdrowe nie jest, więc w sumie niekoniecznie byłoby to coś złego…

      • Dokładnie. Sądzę, że gdyby dostęp do mięsa był trudniejszy, tak naprawdę nikt by na tym nie ucierpiał (jeżeli chodzi o zdrowie) , natomiast z drugiej strony nie chciałabym, aby mięso (tak, jak kiedyś) było nazywane towarem „ekskluzywnym”. Mija mi się to z moją wewnętrzną etyką i stosunkiem do zwierząt.

        • No I jeszcze dochodzi problem, że nawet, jeśli zmienimy przepisy w Europie, nie zmusimy do tego całego świata. Co doprowadzi do zwiększonego importu mięsa, a zwierzętom gdzieś w Azji wcale lepiej nie będzie. Trudny temat. Ja nie chcę sama ze sobą czuć się źle, więc z mięsa zrezygnowałam. Ale dobrego rozwiązania sprawy też nie widzę w sensie globalnym…

  • Bardzo ciekawe zagadnienie, dobrze, że poprosiłaś o wyrażenie zdania również fachowca – i Twój, i jego punkt widzenia jest bardzo ciekawy. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, co stałoby się ze zwierzętami, gdybyśmy wszyscy zrezygnowali z mięsa (albo jak mówi pan Dariusz – wszystkich produktów odzwierzęcych), bo i nie wierzę, że kiedykolwiek coś takiego mogłoby nastąpić.

    Sama mięsa jem niewiele, bo nie lubię. Docelowo chciałabym z niego zrezygnować całkowicie.

    • Ja narazie bardzo ograniczyłam mięso i też chciałabym z niego zrezygnować całkowicie. Odkąd jem go mniej, dużo lepiej się czuję.

      • Ciekawe rozważania, myślę, że utrzymanie gatunków hodowlanych byłoby możliwe tylko w zoo lub specjalnych rezerwatach, którymi musiałby opiekować się człowiek. Mięso jem i raczej lubię, chociaż wielokrotnie zastanawiałam się nad znacznym ograniczeniem. Może w końcu się zdecyduję.

  • Niestety nie wyobrażam sobie życia bez mięsa, szkoda tylko, że jest ono tak kiepskiej jakości. Ale cóż, niska cena jest na rynku najważniejsza… Chętnie bym za to ograniczyła spożycie mięsa i w sumie delikatnie mi się to udaje. Będę dążyć do poprawy.
    A co by się stało? Zdrowe i szczęśliwe zwierzątka by były domowymi pupilami lub okazami w zoo. Utopia 🙂

  • Ciekawe pytanie. Ja z mięsa i nabiału zrezygnowałam z egoizmu, nie żadnej idei. Nie staram się nikogo przekonać do słuszności odstawienia mięsa, bo zwierzęta cierpią. Fakt jest jeden. Po dobrej jakości mięsie nie czuję skutków ubocznych. Wole jednak je omijać. Choć egoistycznie z ryb nie rezygnuję. Weganką nazwać się nie mogę. A co do pytania myślę, że raczej nie nadzieje dzień, że wszyscy przestaną jeść mięso.

  • Ja jestem skrajnie mięsożerna, więc raczej na mnie zawsze mogą zwierzęta liczyć, że je zjem 😉 A tak na poważnie, fajnie by było, gdyby zwierzęta przeznaczone na ubój miały wcześniej godne warunki życia i były traktowane humanitarnie. Bo co innego to, że są przeznaczone do zjedzenia, ale to nie znaczy, że wolno wcześniej zadawać im cierpienie.

    • naszebabelkowo.blogspot.com

      W zasadzie chciałam napisać dokładnie to samo – więc tylko podpisuję się pod komentarzem Kasi.

    • Dora Kot

      W cenę detaliczną mięsa wliczony jest koszt zabicia zwierzęcia. Konsumenci zatem zlecają ubój zwierząt („morderstwo na życzenie”) pracownikom ubojni, którzy wykonują swoją pracę bez sentymentów, gdyż zwierzęta niechętnie idą na śmierć (tak samo jak ludzie nie chcą umierać). Stosowanie nieustannej przemocy wobec niewinnych istot zawsze niesie konsekwencje dla psychiki, stąd liczne formy bestialstwa. Nie ma humanitarnego zabijania, tak jak nie ma humanitarnego gwałtu. Humanitarna z punktu widzenia człowieka może być tylko eutanazja zwierzęcia (zastrzyk) w celu skrócenia cierpienia w ostatnim stadium nieuleczalnej choroby.

  • Gyntowski

    A ja bym chciał żeby wtedy każdy veganin czy vegetarianin dostał jedno bądź więcej takich zwierzątek do domu i się nimi zajmował, zakładając, że tylko tacy pozostaliby na świecie 🙂